Od kilku dni przez mainstremowe media przetacza się walec kłamstw, oszczerstw i pomówień, które mają zniszczyć dobre imię cenionego ginekologa i położnika Bogdana Chazana, dyrektora Szpitala Świętej Rodziny. Pozbawić go pracy, wtrącić do więzienia, a – jeśli się uda – zapoczątkować nową debatę wokół polskiego „restrykcyjnego prawa aborcyjnego”. Waldemar Kuczyński w "Tak jest" upomina się o penalizację profesora,

Monika Olejnik umawia się ze Stefanem Niesiołowskim na wyrzucenie go z pracy, przy czym różnice opinii dotyczą jedynie terminu, dziś czy za trzy dni. „Przyjaciele kobiet”, a zarazem wrogowie nienarodzonych dzieci puścili w ruch koło młyna plotki, gdzie fakty mieszają się z kłamstwem, na rzecz tych ostatnich. Twierdzi się, że profesor długo zwlekał z decyzją, aby kobieta nie mogła usunąć ciąży, podczas gdy zwłoka trwała trzy dni. Lamentuje, że odmówił aborcji, choć prof. Chazan nie odmówił tylko zaproponował inną opcję – utrzymanie ciąży, skierowanie do hospicjum perinatalnego, które zaopiekowałoby się matką i ciężko uszkodzonym dzieckiem do momentu jego naturalnej śmierci. Perinatalizm, to nowa dziedzina opieki paliatywnej, nad dziećmi nienarodzonymi, w trakcie porodu aż do rychlej zwykle śmierci. Dziennikarze i ich lewicowi goście upierają się jednak, że odmówił, że jest to przestępstwo na które KK przewiduje stosowny paragraf – a przecież nawet gdyby tak było, to korzystał z klauzuli sumienia, która nie została jeszcze zniesiona! Marek Balicki z SLD, były lekarz, nawoływał do krucjaty przeciw profesorowi, bo „to co zrobił jest nieludzkie”, zapominając wspomnieć – choć na pewno wie – że 6-miesięczne dziecko już czuje ból i jego cierpienie podczas aborcji jest niewyobrażalne. A jego szef Leszek Miller, szczęśliwy, że może utwierdzić swój elektorat w przeświadczeniu, że „w sektorze aborcji bez zmian”, apeluje do prokuratury, by znalazła na lekarza jakiś paragraf. Dezinformacji, złej woli, politykierstwu i hucpie nie ma końca.

A teraz, na otrzeźwienie, skok za Kanał la Manche i kilka obrazków, pokazujących co się stanie, gdy nie będziemy bronić polskiego prawa aborcyjnego, prof. Chazana i jego 3000 kolegów – lekarzy, którzy podpisali Deklarację Wiary. To newsy z ostatniego tylko miesiąca. Brytyjski sąd rodzinny stwierdził, że 13-letnia dziewczynka, która zaszła w ciążę z o rok starszym kolegą, musi się poddać aborcji, ponieważ psychiatra orzekł, że jak na swój wiek, ma zbyt niskie IQ. Co mnie zaskoczyło, bo wielu brytyjskich sędziów to liberalna lewica, która broni do upadłego zasad politycznej poprawności, wspierając prawa niepełnosprawnych do macierzyństwa i ojcostwa. Przecież na Trafalgar Square wciąż widać pomnik ciężarnej ofiary Talidomidu Alison Lapper, a liberalna BBC bez przerwy powtarza odcinek serii „Inspektor Frost”, którego pozytywnym bohaterem jest chłopiec z syndromem Downa i jego prawo do miłości i seksu. A tu nagle werdykt sądowy jak w hitlerowskich Niemczech lat 30.!

Niedawno brytyjskie media podały wiadomość, że ministerstwo zdrowia wyraziło oficjalną zgodę na uczestniczenie położnych i pielęgniarek w zabiegu aborcyjnym. Wywołało to wprawdzie głośny protest wielu konserwatywnych posłów i działaczy organizacji pro-life, ale mleko już się rozlało. Lord Alton powiedział przy tej okazji: ”To szczególnie perwersyjne aby pozwalać położnym, których piękna praca to pomoc w narodzinach dziecka, aby pomagały kończyć życie dziecka”. A konserwatywna posłanka Fiona Bruce: ”To jest kolejna liberalizacja proaborcyjnego prawa, którego ludzie wcale nie chcą. W dodatku nie wierzę, aby taka była intencja Westminsteru”. A teraz wiadomość już z marginesu patologii, która wiele mówi o duchowym zagubieniu Brytyjczyków, bezbronnych wobec manipulacji New Age-owych, z przeproszeniem, „guru”. Oto Juliette D’Souza, szamanka, która pomagała zamożnym klientkom w ich psychologicznych problemach, przy okazji czyszcząc im konta bankowe, przekonała jedną z nich, że dziecko które ma urodzić, jest „złe” i ma natychmiast poddać się aborcji. Za te i inne przestępstwa została postawiona przed sądem, Blackfriers Crown Court, i wkrótce zostanie osądzona. Szamanka, w XXI wieku, w samym środku Europy!

Brytyjskie prawo aborcyjne, Abortion Act weszło w życie w 1967 roku – dziesięć lat po Polsce – i jest bardzo liberalne. Dozwala na terminację ciąży do 6 miesiąca, za darmo i na życzenie. Potrzebna jest tylko zgoda dwóch lekarzy, którzy stwierdzą, że „ciąża może spowodować stres i kłopot dla matki oraz już urodzonych dzieci, poważniejszy niż wówczas gdy ciąży się pozbędzie”. No i znane nam dwa zastrzeżenia, „kiedy stanowi ryzyko dla zdrowia matki” lub „istnieje ryzyko, że dziecko będzie fizycznie lub psychicznie upośledzone”. Dla mieszkanek Północnej Irlandii aborcja jest możliwa jedynie w tych dwóch ostatnich przypadkach. Strategia rządu wspiera stronę pro-choice, a nie pro-life, podobnie media, sądy, bardzo politycznie poprawne władze samorządowe, oraz szkoły, którymi zawiadują. Nawet sztuka filmowa, patrz: wredny, operujący stereotypami film znanego reżysera Mike’a Leigh, lansowanego przez polską firmę dystrybucyjną Gutek Film, „Vera Drake”.

Każda kolejna liberalizacja prawa aborcyjnego w Wielkiej Brytanii budzi wielki protest ludzi. Tak działo się w przypadku kiedy – także głosami torysów – w Westminsterze przepadła poprawka o obniżeniu dostępności aborcji z 6 do 5 miesiąca ciąży. Pamiętam protesty obywateli i prasy konserwatywnej kiedy ministerstwo zdrowia ogłosiło powszechną dostępność tabletki wczesnoporonnej. Josephine Quintaville z Pro-Life Alliance powtarzała w mediach: ”Ten ruch jest nieodpowiedzialny i wskazuje na krótkoterminowe myślenie. Mamy rząd, który ma obsesję na temat oferowania aborcji bez chwili namysłu, bez zastanowienia się nad konsekwencjami. To nie są lekarstwa dla dzieci – to potencjalnie niebezpieczeństwo, zwłaszcza dla rozwijających się organizmów”. To po prostu zdrada tych dzieci!” Nic dziwnego, że liczba aborcji rośnie z każdym rokiem, z 3.5 mln w 1992 roku do 4.382 mln w 2000. Dziś zapewne ta cyfra jest jeszcze wyższa. Ostatnio dotarła do nas wieść o nowym masowym zjawisku. Brytyjskie nastolatki  kupują tabletki wczesnoporonne przez internet z Chin, za grosze, bo po 78 pensów za sztukę. Podobno produkowane i rozprowadzane przez chińskie gangi, jak wiele innych produktów, na których można zarobić. Oczywiście, bez licencji, bez dostatecznego okresu testowania, i nikt nie wie – jak to w produktach made In China – co w nich naprawdę jest.

Liberalna Wielka Brytania ma największy odsetek nastoletnich ciąż, za nią idą inne liberalne kraje jak Belgia, Holandia, Skandynawia. Bo rację miała Josephine Quintavalle z Pro-Life Alliance, mówiąc: ”Edukacja seksualna w szkołach i wręczanie kondomów, zachęca dzieci do eksperymentów. A teraz powiedziano im jeszcze: »Nie martwcie się, bo macie pigułkę wczesnoporonną!«” Prawidłowość jest taka: im liberalniejszy kraj, tym więcej nieplanowanych ciąż i aborcji. Kiedyś poszanowanie życia ludzkiego od narodzin do naturalnej śmierci było fundamentem naszej chrześcijańskiej cywilizacji i naszego życia. Zwykły zestaw zasad, że nie można zabijać, kłamać, kraść, cudzołożyć, że trzeba czcić Boga i matkę swoją. Jeśli nie będziemy się tego trzymać, bronić postawy prof. Bogdana Chazana i jego kolegów, damy przyzwolenie na aborcję wartości, nad którymi cywilizowany świat pracował przez 2000 lat, i które wciąż organizują nasze życie, od początku do końca.

Elżbieta Królikowska-Avis
17 czerwca 2014

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl