Myślę, że rośnie nowa klasa robotnicza i choć jak na XXI wiek przystało, nowa klasa będzie sprawna w obsłudze narzędzi cyfrowych, to jednak ktoś inny za nich zdecyduje o wszystkim i jeszcze na tym zarobi, wynajmując ich jedynie do pracy w narzędziowni, pochłaniającej – o ironio! – nie mniej, a coraz więcej czasu. Oczywiście, mamy powody do tego, by zachłystywać się wynalazkami narzędziowymi XXI wieku, nowością, możliwością nad możliwościami, ale na razie ten zachłyst pożera swoich fanów w całości.
Podejrzewam, że ludzie nowej klasy, którzy jeszcze dziś myślą o sobie, że są królami życia i mają sposobność udawadniać starszym pokoleniom, że tak jest, będą w całej swej instrumentalnej sprawności podatni na manipulację i zdolni jedynie do krótkich zrywów gromadnych - jak każda klasa robotnicza, którą się szanuje, ale i często wykorzystuje, nigdy królem życia nie czyniąc.
Dziś, kiedy szukamy winnych wyjątkowo złych wyników z tegorocznych matur, obarczając winą nauczycieli, rodziców, polityków, samych uczniów, reformy, podręczniki, a nawet przepełnione klasy, politolog Wawrzyniec Konarski z Instytutu Studiów Międzykulturalnych UJ w niedawnej rozmowie dla Gazety Olsztyńskiej mówi, że nie możemy być zadowoleni z matur, ale „ to jest akurat wyraz ogólnej tenedencji”. Co oznacza ogólna tendencja? Ogólnie to, co wyrazilam wyżej. Czyli, że rośnie nam pokolenie sprawne instrumentalnie. Ono będzie potrafiło jeszcze szybciej niż dziś wyszukiwać informacje w internecie, posługiwać się nowszymi smartfonami i tabletami, ale nie będzie miało elementarnej wiedzy o wielu podstawowych sprawach. Na stronie wPolityce.pl czytam tekst o tym, że to przede wszystkim rocznik 1995 ma problem z nauką. Ludzie urodzeni w roku 1995 gorzej zdawali test szóstoklasisty, egzamin gimnazjalny i teraz matury. Czyli, że jest to wyjątkowo zły rocznik. Dlaczego?
Wiem, że to nowa klasa ludzi zainstaluje nowe programy do nowych narzędzi. Tylko, czy będzie miała o czym ze sobą rozmawiać, gdy nie ma wiedzy o wielu sprawach, gdy nie ma autorytetów i gdy podziwia głównie iluzję? Czy taka klasa przejmie władzę? Bo przecież ktoś musi zastąpić obecnych przedstawicieli władzy, skompromitowanych restauracjami, arogancją, sejmowymi teatrami i telewizyjnymi kłamstwami. Co nowa klasa zrobi ze światem na jawie, gdy rozwija się jedynie narzędziowo i przenosi życie do internetu? Co odkryje, by naprawdę zmienić świat? Takich pytań można stawiać więcej, ale do kogo je kierować? To zaczyna być irytujące.
Elżbieta Mierzyńska
