Zatem SLD, a dokładnie mistrz Leszek Miller ogłosił miastu i światu, że ma kandydata na prezydenta Polski. Kandydatem okazała się młoda blondynka o urodzie miss. Nazywa się Magdalena Ogórek i nic nikomu to więcej nie mówi, a i ona sama też niewiele mówi, choć czytać z kartki umie. Posypały się kąśliwe komentarze, popłynęły rzeki wątpliwości, komentatorzy rozpływają się w gdybaniach. Co w odpowiedzi na to sama kandydatka? Powtórzę, pani kandydatka uwierzyła w swoją moc i kopnęła prąd trzy razy.
Raz, gdy na konferencjach nie nawiązała kontaktu z zaciekawionymi mediami i raczej milczała wobec tych, którzy chcieli sypać pytaniami. A gdy te pytania wreszcie padały, pani kandydatka elegancko wyszła.
Dwa, gdy czytała z kartki. W otoczeniu mówią, że to kartki przygotowane przez ekspertów, ale ona nie musi się z tego tłumaczyć. Czyta, co napisane i dalej wchodzić w temat nie chce, nawet gdy mowa o podatkach, wywołujących powszechną emocję.
Trzy, gdy prezentując mizerny poziom doświadczenia publicznego, nikły stopień sukcesów w działalności publicznej, ocenianej w kategoriach „dla Polski”, upowszechnia jednocześnie pewność siebie , że potrafi wszystko.
I tak oto mamy panią kandydatkę z figurą modelki, która pomyliła sukces salonów towarzyskich z biurem głowy państwa.
Wmawianie mi, że w ten sposób idzie nowe, że trzeba łamać stereotypy, nie przekonuje mnie ani nie uspokaja. W decyzji pana Leszka Millera, mistrza ceremonii, był rodzaj hazardowej odwagi, ale w decyzji pani Ogórek jest już tylko bezczelność. Chce się w tym miejscu porównać to wydarzenie do mizerii, ale nie wypada. Zostaje żal, żal, żal…
Czy Magdalena Ogórek stanowi zagrożenie dla innych kandydatów? Tak, w kontekście tym o to, że kiedy wokół robi się tak beznadziejnie, to bezczelność winduje kogoś do rangi gwiazdy. Już nie celebryckiej, ale prezydenckiej.
Według kandydatki SLD na prezydenta, Polska w 2015 roku to kraj nierówności społecznych, zadłużenia, kolejek do lekarzy i przymusowej pracy do 67. roku życia. Może podobać się jej stwierdzenie o tym, że mamy Polskę, gdzie wybieramy parlamentarzystów nie dla reprezentowania naszych interesów, ale wybieramy przedstawicieli zaklinowanych zacietrzewionych plemion, które wciągnęły nasz kraj w destrukcyjną, zacietrzewioną retorykę. Powiedziała także, że obecnie obywatel nie jest w stanie zrozumieć prawa, a to znaczy, że jest ono źle napisane.
Tak, zgadzam się z tym obrazem. Ale nie zgadzam się na kandydatkę. Bo widzieć to, co ona widzi, to potrafi wielu, ale już być ojcem narodu i mężem stanu, to jednak NIE. I nie przekona mnie do tego hasło lansowania nowych ludzi, ani żaden inny tego rodzaju usprawiedliwiający prąd. Dlaczego? Bo to w tym momencie za mało, proszę pani.
Elżbieta Mierzyńska
