Nie jestem fizykiem, stąd nie silę się o głębsze pisanie o tej nauce, która jest chlebem powszechnym dla pani profesor, ale określenie „boska cząstka” robi wrażenie i wyrywa mózg z odrętwienia, wywołanego  codzienną papką medialną.  Media światowe pisały o znalezieniu nowej cząstki, która najprawdopodobniej jest bozonem Higgsa, zwanym właśnie „boską cząstką”.  Jego istnienie założył w 1964 roku brytyjski fizyk Peter Higgs. Naukowiec twierdzi, że to właśnie ta cząstka odpowiedzialna jest za dzisiejszy wygląd wszechświata, stąd niektórzy określają ją jako „boską” (cytuję za stroną odkrywca.pl). Naukowcy twierdzą, że początkowo – tuż po Wielkim Wybuchu, w którym powstał wszechświat – wszystkie cząstki elementarne poruszały się z prędkością światła. Według teorii Einsteina, wszystko, co porusza się tak szybko, jak światło, nie ma masy. Aby powstały z nich cząsteczki, które są budulcem wszechświata, cząstki te musiałyby się ze sobą zderzać i łączyć. Jednak jeśli nie miałyby masy, byłoby to niemożliwe. Jak więc doszło do tego, że powstał wszechświat pełen m.in. planet, gwiazd i pyłów? Stało się tak dzięki właśnie tej jednej małej cząstce.

W kręgu takich zagadnień porusza się prof. Agnieszka Zalewska, godząc naukę z życiem rodzinnym, a ilu z nas o tym wie? Dlaczego takie informacje nie przebijają się do mediów częściej niż okazjonalnie i zdawkowo?

Dlaczego  nic nie przebiega we właściwej dla sprawy kolejności? W galeriach zdjęciowych po  premierze filmu „Pod mocnym aniołem” aktorzy byli prezentowani daleko za celebrytami, którzy o botoksie wiedzą wszystko, a filmie raczej nic. Zatem botoks konta dzieło,  kontra boska cząstka, kontra mózg większy do orzeszka...

Niedawno w sklepie reklamowanym półnagą pupą samozwańczej „królowej” popu i promowanym jako „nie dla idiotów”, pytałam o małą lamkę do umocowania przy  nutniku. Towarzystwo z obsługi nie wiedziało, czym jest nutnik. Na wyjaśnienie, że to rodzaj deski pod nuty, usłyszałam, że po co. Na wyjaśnienie, że takie lampki przytwierdzają na przykład muzycy w filharmonii, żeby lepiej nuty widzieć, usłyszałam: „Nie chodzę do filharmonii i nie zamierzam, nie doradzę w tym temacie”. Jeśli jest to sklep nie dla idiotów, to nie wiem kto kim był w tym sklepie i o jakich idiotów chodzi?

W kraju, w którym teraz codziennie mówi mi się, że gender to zagrożenie dla dzieci w przedszkolu, bo czeka ich nauka masturbacji, w kraju, w którym młodzi ludzie są tak pogubieni, że co bardziej aktywni z nich czyli zorganizowani w jakieś stowarzyszenia wręcz żądają utworzenia rzecznika do spraw młodzieży, w kraju, w którym codziennie dowiaduję się o bezsensownej śmierci przez czyjąś bezduszność  lub zaniedbanie, w kraju  tym o botoksie wszyscy wiedzą wszystko, ale o tym, co zrobić, by w życiu liczyła się nauka – nie wiedzą nic.

Czytam w gazetach, że wielu Polaków opuszcza kraj, bo za granicą jest normalnie. Szukam odpowiedzi na wyjaśnienie, co to jest normalność. Jedna z odpowiedzi pada w 4 numerze Newsweeka, gdzie w tekście „To nie jest kraj dla młodych ludzi” (dla starych też nie – pamiętajmy o tym), jeden z bohaterów mówi, że na Wyspach też miodu nie ma, ale jest normalnie. Normalnie, czyli tam np. trwa spór o znaczenie emigrantów dla gospodarki. Spór często gwałtowny, ale jest on o coś. Tymczasem polska klasa polityczna i polskie media bujają gdzieś między tragedią smoleńską a gender studies. I cokolwiek w tej sferze się  powie, to i tak zdominuje i przykryje to botoks oraz ścianka do fotografowania celebrytów. W takim kraju nie ma szans na choćby próbę usłyszenia czym jest boska cząstka i jakim zaszczytem stała się obecność profesor Agnieszki Zalewskiej we władzach CERN, z którą rozmawiano w telewizji śniadaniowej między prognozą pogody a  demonstracją kolejnych dań kulinarnych. Czy to jest normalne?

 

Elżbieta Mierzyńska 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl