W ubiegłym roku zabiegałam o wsparcie u różnych organizatorów działających w kulturze czy dla kultury. Zero zrozumienia. W sumie osiem razy usłyszałam „niestety”. W tym czasie ludzie z portali społecznościowych, oczywiście z facebooka najsilniej, brali wszystko, mierzalne w Lubię To i liczniku wejść. Stawali się z dnia na dzień gwiazdami. Zabiegano o nich. Przyklejały się do nich reklamy, promocje, otwierały się drzwi. Dzień zaczynał się od nich. Radio, telewizyjne, kanapy, okładki pism, festiwale. Automatycznie powiększałam sobą grono ludzi, którzy podziwiali ich sukces, ale i ten cud, mechanizm oraz sprawność komunikatora jakim jest wielki FB. Mimo to wyszłam stamtąd. Brakowało czasu i wiary w sens.
Potem zwiększyłam wejścia realne do empiku, po książki. Odkryłam przy okazji, że mnóstwo cudownych ludzi tam przychodzi codziennie je dotykać. Bo ludzie nie zawsze kupują książki, ale oglądają pasjami, czytają fragmenty stron nie licząc czasu. Następnie spostrzegłam, że do empiku zaczęły wchodzić jakieś inne rzeczy – mydło i powidło, kubki parasolki, żelki i termosy – i zaczęło to zajmować półki książkowe i płytowe. Nadal jednak z przyjemnością chodzę tam na spotkanie z książką czy płytą, jeszcze tam one są, kupuję notes i długopis, rozmawiam z ludźmi. Pewnie wkrótce dojdzie tam kawa...
Bez facebooka znalazłam więc czas na empik, ale też na szukanie ciekawych tematów w internecie. W sieci trafiłam na Polskie Radio WNVR 1030 Chicago, zaistniałam w kilku audycjach, zawiązałam znajomości ze słuchaczami tego radia i zrealizowałam z mężem (kompozytorem) projekt muzyczno-wizualny z ich udziałem. Bez facebooka. Teraz myślę, że może z facebookiem zdziałałabym więcej?... Ale tak naprawdę co, skoro nawet zeszłoroczne gwiazdy już nie istnieją, bo wyparły je tegoroczne? Znajomy z Chicago ucina moje rozważania „być czy nie być na FB”, stwierdzeniem „Byłem, wyszedłem, nie żałuję, bo to koło gospodyń wiejskich, dziś spokojniej śpię.”
Teraz ja, to pozafacebookowe dziwadło, znalazłam się w sieci w konkursie na muzykę do auta. Siedzę w niszy muzyki elektronicznej jak polna mysz w dziurze, poza tym jestem bez kręgu znajomościowego na facebooku, co stawia mnie poza nawiasem promocji. Obserwuję, jak dalece jestem niewidoczna. Nie wygram, także z tego powodu, że uprawiam sztukę niszową, mój wybór, ale śledzę: kto trafi do osoby, która nie istnieje? Dziś patrzę, że ktoś tam trafia! I to jest dowód tego, że jednak żyję. Bez tysięcy czy milionów, ale żyję. Dziękuję!
Jak narkotyk wraca pytanie: czy z FB zdziałałabym więcej?
Elżbieta Mierzyńska
