„Die Welt” opublikował reportaż o hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. „Lisy zabijane są prądem - jedną elektrodą owijany jest pysk lisa, druga wsadzana do odbytnicy. Norki są z reguły gazowane”. Takie jest piekło zwierząt w Polsce?
Nie wiem, jak jest z lisami, ale norki na pewno są gazowane. Robią to - pod bezpośrednim nadzorem lekarza weterynarii - ubojnie, które muszą mieć specjalne uprawnienia.
Na filmie opublikowanym na stronie internetowej „Die Welt” widać zwierzaki ściśnięte w małych, brudnych, drucianych klatkach. Łapy mają opuchnięte i zdeformowane, owrzodzone oczy, otwarte rany.
Widziałem ten film. Pokazuje on co najmniej dwa różne miejsca, które niby są całością. Taka jest sugestia. Tymczasem jest to montaż ujęć, które nie wiadomo, gdzie zostały zrobione, poza zatrzymaniem, o czym napisałem. Z drugiej strony pokazuje pewną patologię, bo trudno zaprzeczyć, że w jakimś miejscu zwierzęta są w takim stanie fizycznym jak pokazano na filmie.
Manipulacja?
W jakimś stopniu na pewno. W swoim tekście napisałem o czymś innym: o wtargnięciu na teren prywatny, w Granowcu, w Wielkopolsce, dwojga dziennikarzy „Die Welt” wraz niemieckim ekologiem, Marcusem Müllerem.
Sara Bhatti i Jörg Winterbauer włamali się do polskiej fermy z ekologiem z organizacji Soko-Tiershutz i wypuścili dwieście norek?
Mój tekst „Niemcy bezkarnie niszczą polski biznes” opisał fakt, że Marcus Müller, ubrany w panterkę oraz towarzyszący mu dziennikarze „Die Welt” weszli nielegalnie na fermę, na której zniszczono klatki i uwolniono około 200 zwierząt. Pewne jest, że zostali przez policję zatrzymani za płotem fermy, wylegitymowani i spisani. Tekst wywołał oburzenie w „Die Welt”. W swoim artykule wymienili portal wGospodarce i „Super Express” oraz napisali, że jesteśmy nieprzygotowani.
Postawili wam znacznie poważniejsze zarzuty: kłamstwa i łapówki! Napisali, że reportaż „Die Welt” „jest też kontrą na reakcję polskiej prasy, która w skandalizujących doniesieniach pisała w czerwcu br. jak to niemieccy ekoterroryści >bezkarnie niszczą polski biznes<, demolując polską fermę zwierząt futerkowych i wypuszczają na wolność około 200 zwierząt”.
To już jakiś absurd. Zaprzeczam takim oskarżeniom. To godzi w moje dobre imię. Informacje zebrałem od policji, właściciela oraz z innych źródeł. Wiem, że o sprawie zostało poinformowane ABW.
„Die Welt” zlecił to swoim dziennikarzom?
Dokładnie o to spytałem wydawcę „Die Welt”, prezesa koncernu Axel Springer Mathiasa Döpfnera, ale do dzisiaj nie dostałem odpowiedzi. Zadałem mu też pytanie, czy normą w tej redakcji jest zbieranie materiałów poprzez działania przestępcze. Po zatrzymaniu przez polską policję niemieccy dziennikarze natychmiast okazali legitymacje prasowe. Tłumaczyli się, że zbierają materiały, że chcieli porozmawiać z właścicielem fermy. To nie jest do końca prawda. Wtargnięcie na fermę jest faktem.
Na filmie, na stronie „Die Welt On Line”, widać, że wchodzą po drabinie, ale na tym taśma się urywa.
Bo film jest zmontowany, raz pokazuje fermę lisów, potem norek. W sieci można znaleźć wiele wypowiedzi Marcusa Müllera, który chwali się swoimi włamaniami.
Artykuł „Die Welt” odbiera pan jako antypolski?
Ależ nie. Ten reportaż jest rozpaczą nad tym, że w stosunku do polskich hodowców norek i lisów niemieccy są nieudolni. Polaków i Duńczyków uważa się za spryciarzy.
Polacy opanowali 15 proc. rynku w Europie.
Dokładnie. Przy tym skóry w stu procentach eksportujemy. Do Rosji, Chin i do zachodniej Europy . W ubiegłym roku wartość tej produkcji osiągnęła 500 milionów euro! To są ogromne pieniądze. Niemcy nie mogą sobie tego darować, bo u nich jest tylko 9 ferm.
Myśli pan, że użyto dziennikarzy „Die Welt” do walki konkurencyjnej?
Niestety takie filmy - jak ten na stronie „Die Welt” - coś pokazują, ale nie mówią wiele o rzeczywistości. Zamiast nazwy gospodarstwa, pokazali tabliczkę, że to własność prywatna. Ten film jest słaby od strony dowodowej. Być może w tym przypadku chodzi o zdezinformowanie polskiego społeczeństwa, przekonanie go, że fermy norek lub lisów są szkodliwe. Co ciekawe w tym artykule napisano, że fermy polskie spełniają normy europejskie. Należy podkreślić, że w Polsce ta branża intensywnie się rozwija, choć nie dostaje od rządu dotacji. Kręci się sama.
Według Europejskiego Stowarzyszenia Hodowców Futer polska produkcja wzrosła z 4,3 mln skór w 2010 roku do 5,4 mln w 2012.
Dokładnie tyle.
Czy organizację Soko-Tiershutz należy uważać za ekologiczną czy ekoterrorystyczną?
Każdy sam musi sobie wyrobić opinię, ale jest wiele wątpliwości, co do legalności ich działań i celów.
No dobrze. Ale polscy hodowcy też nieźle zarabiają. „Die Welt” wylicza, że taki na przykład Rajmund Gąsiorek ma 20 mercedesów, dom 600 mkw, jezioro i korty tenisowe.
Nie znam Rajmunda Gąsiorka, ale w znanej mi fermie norek jest 70 ciągników. Te mercedesy mogą być transportowe, służyć do wożenia klatek. A poza tym, dlaczego mamy robić zarzut, że ktoś dzięki swojej pracy wybudował sobie dom z basenem? Zastanawia mnie fakt, dlaczego nikt nie atakuje ferm w Danii czy Holandii tylko w Polsce? Z tego co wiem „występ” pana Müllera nie był pierwszym w Polsce.
Chce pan powiedzieć, że nasłano niemieckich ekoterrorystów, aby zniszczyli polskich hodowców, ich biznes, dochody, miejsca pracy?
Radykalne organizacje ekologiczne, takie jak Soko-Tiershutz, nie mają na celu promowania biznesu, a na pewno polskiego. Ten film pokazuje jak właśnie jedna z takich organizacji działa. Nasuwają się pytania, ile w tym, ekologii, a ile radykalnej walki? Polscy hodowcy świetnie sobie radzą w tej branży, głównie z powodu niższych kosztów pracy. Z duńskiej giełdy wypchnęli Niemców.
