Byłeś pewien tak wyraźnej wygranej z Krzysztofem Bobińskim, wieloletnim korespondentem Financial Times, skrojonym na angielskiego dżentelmena?
Owego pięknego dnia, tak. Nie wiedziałem, że będzie tak wyraźna wygrana, ale po trzech latach znamy się, znamy delegatów i było wiadomo, że w czasie Zjazdu mogą się pojawić różne niespodzianki, ale nie aż takie. Redaktor Krzysztof Bobiński zamiast zaprezentować program lekceważąco podszedł do sprawy. Po jego wystąpieniu wiadomo było, że nie walczy poważnie, aby zostać prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a chce jedynie zamarkować swoją obecność na sali. Nie przedstawił żadnego programu. A spodziewałem się dyskusji. Zabrakło mi starcia idei, koncepcji, odmiennych poglądów na definicję dziennikarza, na jego potrzeby. Ale Krzysztof Bobiński zszedł z jakiejkolwiek linii możliwej dyskusji.
Cokolwiek Cię zaskoczyło podczas Zjazdu?
Pozytywna energia, jaka się wytworzyła wewnątrz SDP. Miałem wrażenie, że spotkali się ludzie, którzy bardziej się lubią, aniżeli trzy lata temu i mogą wspólnie zrobić wiele dobrego. Efektem Zjazdu będzie bardziej harmonijna praca całej organizacji.
Czytałeś relacje ze Zjazdu?
Czytałem.
Zacytuję. Presserwis: „Opcja prawicowa umocniła się”. TOK FM: „Miażdżące zwycięstwo nad opozycją”. Janinę Jankowską zmartwiło, że skład zarządu się nie zmienił. Bartosz Ławski, sekretarz OW SDP stwierdził, że „obecnie SDP służy tylko grupie prawicowych dziennikarzy” i zapowiedział secesję. Będzie rozłam?
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest otwarte dla nowych członków, ale zarazem nie zamyka drzwi, nie jest więzieniem dla tych, którym się nie podoba. Secesji nie będzie. Żadna opcja nie zwyciężyła. Tak wygląda demokracja. Wygrywają ci, których jest więcej. Na tym polegają reguły demokratyczne, jakich przestrzegamy. Zdecydowali delegaci. Zdziwiły mnie te komentarze, ale będziemy z nimi żyli.
A jak słyszysz, ciągle czytasz, że jesteśmy SDPiS-em? Moherową, prawicową organizacją.
Może to źle, ale nie robi to na mnie specjalnego wrażenia. Wolałbym, żeby - zamiast przypisywania łatek - zajrzeć do środka. Aby ci, którzy nas tak opisują przystąpili do stowarzyszenia. Do niesłusznych, niesprawiedliwych określeń, o których nie wiadomo skąd płyną, przyzwyczaiłem się już pięć lat temu, odchodząc z Programu III Polskiego Radia. Czytam o tym, bo dostaję linki. Sam z siebie nie poszukiwałbym takich opinii na portalach i gazetach, które wspominasz, bo pokazują one rzeczywistość w krzywym zwierciadle nie tylko o SDP, ale wielu innych instytucji i organizacji. Z tym SDP walczy, bo można mieć różne poglądy, ale trzeba pisać uczciwie. Zachęcamy do tego naszych kolegów, ale, jak na razie, nie mamy z tego punktu widzenia masowego sukcesu.
Zdecydowałeś się na drugą kadencję, co dało Ci najwięcej satysfakcji w minionej?
Fundacja Solidarności Dziennikarskiej, która powinna wspierać różne projekty dziennikarskie, także wydawanie książek oraz polityka zagraniczna, nasze związki z Europejską Federacją Dziennikarską - gdzie we władzach reprezentuje nas Agnieszka Romaszewska-Guzy - i z ukraińskimi dziennikarzami. To ostatnie przekracza już relacje dziennikarskie, bo do naszego ośrodka w Kazimierzu nad Wisłą przyjeżdżają ci, którzy mają największy wpływ na ukraińskie media. Szef Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy kieruje ukraińskim odpowiednikiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ma ważny wpływ na ukraińskie media. Chcemy, żeby nasze spotkania w Kazimierzu przekształciły się w Forum Europy środkowo-wschodniej. Zaprosimy też dziennikarzy z innych stron, głównie zza wschodniej granicy, aby poznali i nasze problemy, żyją w świecie wypaczonych relacji na ten temat.
O SDP, choć najstarsze i największe, mówi się, że jest słabe. Czy tak jest w istocie w porównaniu z krajami postsowieckiego imperium?
Do stowarzyszenia na Ukrainie należy 20 tys. dziennikarzy. Po prostu są tam wszyscy. Nawet nie wiem, czy się do niego zapisywali. Po prostu tam są. Na Litwie, Łotwie, w Estonii stowarzyszenia są słabe. W Czechach i na Słowacji również. Węgierskie nierozpoznane. We wszystkich tych krajach dziennikarze uciekli od stowarzyszeń - jak w Polsce na początku przemian - i wielu nie wróciło. Mamy ten sam problem, aby przekonać środowisko, jak ważne jest SDP. Robimy to przez takie projekty, jak Fundacja Solidarności Dziennikarskiej czy Pogotowie Dziennikarskie. Jesteśmy na dobrej drodze.
SDP jest sędziwe. Mimo wielu apeli nie udaje się przyciągnąć młodych. Wśród delegatów na zjeździe można ich było wyliczyć na palcach jednej, dwóch dłoni. Jaki widzisz na to sposób? Może, jak napisał na portalu sdp.pl Olek Wierzejski, zaproponować im pomoc socjalną: dla nich spółdzielnie mieszkaniową lub system wynajmu pokojów, dla ich dzieci przedszkola, kolonie, zimowiska? Syndykat, który sprzedawałby prawa autorskie, reportaże i zdjęcia za granicę.
Nie wykluczam żadnego z tych pomysłów. Temu ma służyć Zjazd Programowy, który zorganizujemy w Kazimierzu. Jeśli ktoś zgłosi pomysł, to niechaj go realizuje. Ja nie będę tworzył spółdzielni mieszkaniowej czy przedszkola, ale poprę każdy taki pomysł. Każdy projekt potrzebuje lidera. Ale to musi iść od dołu do góry. Zachęcam też do tworzenia spółdzielni medialnych wydających gazety. Taki projekt może integrować dziennikarzy, ale, co ważniejsze, dać im pracę. Zarówno starym, jak i młodym potrzeba pracy! Można próbować odbić rynek mediom regionalnym. Ale to wymaga wysiłku nie na poziomie Warszawy. Jest już taka wola w Poznaniu i w Rzeszowie. I to by było piękne, bo zbudowalibyśmy nie domy, ale miejsca pracy, dzięki którym kupimy sobie mieszkania.
Ale Dom Dziennikarza Seniora zamierzamy wybudować. Na początek potrzeba 10-15 mln zł. Znajdziesz je w tej kadencji?
Nie. Mogę zagwarantować, że Domu Seniora w tej kadencji nie zbuduję. To jest duże wyzwanie, bo nie tylko potrzeba kilkanaście milionów, ale i odpowiedzi na pytanie: co będzie dalej. Muzycy wybudowali swój dom, bo mieli kapitał. Jest bardzo elegancki, atrakcyjny, ale … nie stać na niego seniorów. Żeby tam mieszkać, trzeba zapłacić 4,5 tys. zł miesięcznie, a za tyle samo można wynająć segment na Saskiej Kępie. Oczywiście bez opieki medycznej, ale to i tak jest wiele. Czy będzie na to stać emerytowanych dziennikarzy? Ale to nie znaczy, że nie będziemy robić wszystkiego, aby ten dom powstał.
Co wobec tego chcesz na mur beton zrealizować w drugiej kadencji?
Jak najszybciej powinna ruszyć Fundacja Solidarności Dziennikarskiej. Ale Zjazd na jej temat się nie wypowiedział. Chciałbym, aby zakwitło dziesiątki oddolnych projektów. Żeby SDP było twórczą organizacją, a Fundacja Solidarności Dziennikarskiej jednym z dwudziestu pięciu pomysłów, którym się chwalimy. W SDP są fantastyczni ludzie i potężny potencjał. Trzeba tylko ożywić i zintegrować środowisko. Uruchomić motory dumy. Takiego zadania chcę się podjąć. I tworzyć nowe oddziały. Wiem, że za chwilę powstanie w Ciechanowie. Jeżdżąc po Polsce spotykałem wielu młodych dziennikarzy, którzy – na pytanie czy są w SDP – wyrażali zdumienie, że takie jest. Teraz mogą już wypełniać wnioski. Zjazd pokazał, że jest sens bycia w SDP, bo razem można coś zrobić.
Ale jak chcesz przyciągnąć tych młodych? Często zapisują się do SDP dla legitymacji, która daje bezpłatny wstęp do europejskich muzeów.
Jest nas w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich 2800 osób. Na dobrą sprawę jesteśmy największą w Polsce redakcją. Jeżeli zaczniemy siebie nawzajem widzieć, nie tylko raz na trzy lata z powodu zjazdu, to dostrzegą i SDP, a wtedy będziemy przyciągać.
A z osobistego punktu widzenia: po co Ci ta prezesura Krzysztofie? Nie masz służbowej limuzyny ani kierowcy. Nie masz atrybutów władzy. Berła.
Nie wiem po co, ale wiem, co chciałbym zrobić i wiem, jak duży to zaszczyt i wyzwanie. Czasy sprzyjają tworzeniu rzeczy pięknych, bo żyjemy wśród wielu ruin. Trzeba je odbudować.
Przez ostatnie trzy lata żona nigdy nie powiedziała Ci, że ma tego dosyć? Nie powiedziała: rzuć to!
Powiedziała mi to już trzy lata temu pierwszego dnia. Ale potem coraz rzadziej to powtarzała. Teraz już nie wetuje.
Xxx
Krzysztof Skowroński, rocznik 1965, dziennikarz radiowy, telewizyjny oraz prasowy. Od października 2011 roku prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W roku 2009 założył Radio WNET, a od listopada 2013 jest redaktorem naczelnym "Kuriera WNET - Gazety Niecodziennej". Pracę dziennikarską rozpoczął w Radiu ZET, które tworzył razem z Januszem Woyciechowskim. Prowadził m.in. takie programy jak: Gość Radia ZET, Śniadanie z Radiem ZET, Koktajl Mołotowa, Jazda Polska. W 2000 wraz z grupą innych dziennikarzy odszedł z Radia ZET. Od 7 stycznia 2001 do sierpnia 2002 współpracował z Programem III Polskiego Radia, w którym prowadził codzienne rozmowy z politykami w porannym programie Salon polityczny Trójki. W telewizji znany jest m.in. z programów publicystycznych Gość Jedynki w TVP1 i Rozmowa Dnia i Pytania w Telewizji Puls. Od września 2003 do września 2004 współpracował z Polsatem, gdzie można było go zobaczyć w takich audycjach jak Wywiad Skowrońskiego czy cotygodniowa debata Biały kot czy czarny pies. Później ponownie współpracował z TVP1, zajmując się prowadzeniem niedzielnego programu publicystycznego Wywiad i Opinie, w którym wraz z zaproszonymi dziennikarzami prasowymi komentuje wydarzenia polityczne ostatniego tygodnia. Był felietonistą dziennika „Rzeczpospolita”. Od 8 lipca 2006 do 25 lutego 2009 dyrektor programowy Programu III Polskiego Radia.
Jest laureatem nagrody imienia Dariusza Fikusa z 2007 roku (przyznawanej przez redakcję gazety „Rzeczpospolita” i jej wydawcę „Presspublica”) w kategorii wydawców i redaktorów naczelnych oraz od niedawna nagrody im. Jacka Maziarskiego.
Byłeś pewien tak wyraźnej wygranej z Krzysztofem Bobińskim, wieloletnim korespondentem Financial Times, skrojonym na angielskiego dżentelmena?
Owego pięknego dnia, tak. Nie wiedziałem, że będzie tak wyraźna wygrana, ale po trzech latach znamy się, znamy delegatów i było wiadomo, że w czasie Zjazdu mogą się pojawić różne niespodzianki, ale nie aż takie. Redaktor Krzysztof Bobiński zamiast zaprezentować program lekceważąco podszedł do sprawy. Po jego wystąpieniu wiadomo było, że nie walczy poważnie, aby zostać prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a chce jedynie zamarkować swoją obecność na sali. Nie przedstawił żadnego programu. A spodziewałem się dyskusji. Zabrakło mi starcia idei, koncepcji, odmiennych poglądów na definicję dziennikarza, na jego potrzeby. Ale Krzysztof Bobiński zszedł z jakiejkolwiek linii możliwej dyskusji.
Cokolwiek Cię zaskoczyło podczas Zjazdu?
Pozytywna energia, jaka się wytworzyła wewnątrz SDP. Miałem wrażenie, że spotkali się ludzie, którzy bardziej się lubią, aniżeli trzy lata temu i mogą wspólnie zrobić wiele dobrego. Efektem Zjazdu będzie bardziej harmonijna praca całej organizacji.
Czytałeś relacje ze Zjazdu?
Czytałem.
Zacytuję. Presserwis: „Opcja prawicowa umocniła się”. TOK FM: „Miażdżące zwycięstwo nad opozycją”. Janinę Jankowską zmartwiło, że skład zarządu się nie zmienił. Bartosz Ławski, sekretarz OW SDP stwierdził, że „obecnie SDP służy tylko grupie prawicowych dziennikarzy” i zapowiedział secesję. Będzie rozłam?
Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest otwarte dla nowych członków, ale zarazem nie zamyka drzwi, nie jest więzieniem dla tych, którym się nie podoba. Secesji nie będzie. Żadna opcja nie zwyciężyła. Tak wygląda demokracja. Wygrywają ci, których jest więcej. Na tym polegają reguły demokratyczne, jakich przestrzegamy. Zdecydowali delegaci. Zdziwiły mnie te komentarze, ale będziemy z nimi żyli.
Nawet, jak słyszysz, ciągle czytasz, że jesteśmy SDPiS-em? Moherową, prawicową organizacją.
Może to źle, ale nie robi to na mnie specjalnego wrażenia. Wolałbym, żeby - zamiast przypisywania łatek - zajrzeć do środka. Aby ci, którzy nas tak opisują przystąpili do stowarzyszenia. Do niesłusznych, niesprawiedliwych określeń, o których nie wiadomo skąd płyną, przyzwyczaiłem się już pięć lat temu, odchodząc z Programu III Polskiego Radia. Czytam o tym, bo dostaję linki. Sam z siebie nie poszukiwałbym takich opinii na portalach i gazetach, które wspominasz, bo pokazują one rzeczywistość w krzywym zwierciadle nie tylko o SDP, ale wielu innych instytucji i organizacji. Z tym SDP walczy, bo można mieć różne poglądy, ale trzeba pisać uczciwie. Zachęcamy do tego naszych kolegów, ale, jak na razie, nie mamy z tego punktu widzenia masowego sukcesu.
Zdecydowałeś się na drugą kadencję, co dało Ci najwięcej satysfakcji w minionej?
Fundacja Solidarności Dziennikarskiej, która powinna wspierać różne projekty dziennikarskie, także wydawanie książek oraz polityka zagraniczna, nasze związki z Europejską Federacją Dziennikarską - gdzie we władzach reprezentuje nas Agnieszka Romaszewska-Guzy - i z ukraińskimi dziennikarzami. To ostatnie przekracza już relacje dziennikarskie, bo do naszego ośrodka w Kazimierzu nad Wisłą przyjeżdżają ci, którzy mają największy wpływ na ukraińskie media. Szef Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy kieruje ukraińskim odpowiednikiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Ma ważny wpływ na ukraińskie media. Chcemy, żeby nasze spotkania w Kazimierzu przekształciły się w Forum Europy środkowo-wschodniej. Zaprosimy też dziennikarzy z innych stron, głównie zza wschodniej granicy, aby poznali i nasze problemy, żyją w świecie wypaczonych relacji na ten temat.
O SDP, choć najstarsze i największe, mówi się, że jest słabe. Czy tak jest w istocie w porównaniu z krajami postsowieckiego imperium?
Do stowarzyszenia na Ukrainie należy 20 tys. dziennikarzy. Po prostu są tam wszyscy. Nawet nie wiem, czy się do niego zapisywali. Po prostu tam są. Na Litwie, Łotwie, w Estonii stowarzyszenia są słabe. W Czechach i na Słowacji również. Węgierskie nierozpoznane. We wszystkich tych krajach dziennikarze uciekli od stowarzyszeń - jak w Polsce na początku przemian - i wielu nie wróciło. Mamy ten sam problem, aby przekonać środowisko, jak ważne jest SDP. Robimy to przez takie projekty, jak Fundacja Solidarności Dziennikarskiej czy Pogotowie Dziennikarskie. Jesteśmy na dobrej drodze.
SDP jest sędziwe. Mimo wielu apeli nie udaje się przyciągnąć młodych. Wśród delegatów na zjeździe można ich było wyliczyć na palcach jednej, dwóch dłoni. Jaki widzisz na to sposób? Może, jak napisał na portalu sdp.pl Olek Wierzejski, zaproponować im pomoc socjalną: dla nich spółdzielnie mieszkaniową lub system wynajmu pokojów, dla ich dzieci przedszkola, kolonie, zimowiska? Syndykat, który sprzedawałby prawa autorskie, reportaże i zdjęcia za granicę.
Nie wykluczam żadnego z tych pomysłów. Temu ma służyć Zjazd Programowy, który zorganizujemy w Kazimierzu. Jeśli ktoś zgłosi pomysł, to niechaj go realizuje. Ja nie będę tworzył spółdzielni mieszkaniowej czy przedszkola, ale poprę każdy taki pomysł. Każdy projekt potrzebuje lidera. Ale to musi iść od dołu do góry. Zachęcam też do tworzenia spółdzielni medialnych wydających gazety. Taki projekt może integrować dziennikarzy, ale, co ważniejsze, dać im pracę. Zarówno starym, jak i młodym potrzeba pracy! Można próbować odbić rynek mediom regionalnym. Ale to wymaga wysiłku nie na poziomie Warszawy. Jest już taka wola w Poznaniu i w Rzeszowie. I to by było piękne, bo zbudowalibyśmy nie domy, ale miejsca pracy, dzięki którym kupimy sobie mieszkania.
Ale Dom Dziennikarza Seniora zamierzamy wybudować. Na początek potrzeba 10-15 mln zł. Znajdziesz je w tej kadencji?
Nie. Mogę zagwarantować, że Domu Seniora w tej kadencji nie zbuduję. To jest duże wyzwanie, bo nie tylko potrzeba kilkanaście milionów, ale i odpowiedzi na pytanie: co będzie dalej. Muzycy wybudowali swój dom, bo mieli kapitał. Jest bardzo elegancki, atrakcyjny, ale … nie stać na niego seniorów. Żeby tam mieszkać, trzeba zapłacić 4,5 tys. zł miesięcznie, a za tyle samo można wynająć segment na Saskiej Kępie. Oczywiście bez opieki medycznej, ale to i tak jest wiele. Czy będzie na to stać emerytowanych dziennikarzy? Ale to nie znaczy, że nie będziemy robić wszystkiego, aby ten dom powstał.
Co wobec tego chcesz na mur beton zrealizować w drugiej kadencji?
Jak najszybciej powinna ruszyć Fundacja Solidarności Dziennikarskiej. Ale Zjazd na jej temat się nie wypowiedział. Chciałbym, aby zakwitło dziesiątki oddolnych projektów. Żeby SDP było twórczą organizacją, a Fundacja Solidarności Dziennikarskiej jednym z dwudziestu pięciu pomysłów, którym się chwalimy. W SDP są fantastyczni ludzie i potężny potencjał. Trzeba tylko ożywić i zintegrować środowisko. Uruchomić motory dumy. Takiego zadania chcę się podjąć. I tworzyć nowe oddziały. Wiem, że za chwilę powstanie w Ciechanowie. Jeżdżąc po Polsce spotykałem wielu młodych dziennikarzy, którzy – na pytanie czy są w SDP – wyrażali zdumienie, że takie jest. Teraz mogą już wypełniać wnioski. Zjazd pokazał, że jest sens bycia w SDP, bo razem można coś zrobić.
Ale jak chcesz przyciągnąć tych młodych? Często zapisują się do SDP dla legitymacji, która daje bezpłatny wstęp do europejskich muzeów.
Jest nas w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich 2800 osób. Na dobrą sprawę jesteśmy największą w Polsce redakcją. Jeżeli zaczniemy siebie nawzajem widzieć, nie tylko raz na trzy lata z powodu zjazdu, to dostrzegą i SDP, a wtedy będziemy przyciągać.
A z osobistego punktu widzenia: po co Ci ta prezesura Krzysztofie? Nie masz służbowej limuzyny ani kierowcy. Nie masz atrybutów władzy. Berła.
Nie wiem po co, ale wiem, co chciałbym zrobić i wiem, jak duży to zaszczyt i wyzwanie. Czasy sprzyjają tworzeniu rzeczy pięknych, bo żyjemy wśród wielu ruin. Trzeba je odbudować.
Przez ostatnie trzy lata żona nigdy nie powiedziała Ci, że ma tego dosyć? Nie powiedziała: rzuć to!
Powiedziała mi to już trzy lata temu pierwszego dnia. Ale potem coraz rzadziej to powtarzała. Teraz już nie wetuje.
Xxx
