Zadzwoni Pan w Wigilię do minister edukacji, Joanny Kluzik-Rostkowskiej, aby sprawdzić, czy pracuje?

Oczywiście. Pani minister skomplikowała mi plany ogłaszając, że będzie w tym czasie na czacie, ale mam nadzieję, że oderwie się na chwilę do telefonu.

Wystraszyła się, że zablokujecie centralkę ministerstwa?

Nie znam motywacji pani minister, ale sama chęć rozmawiania z nauczycielami jest dobrym objawem, bo od jakiegoś czasu takiego dialogu brakowało.

A czemu ma służyć taka zadyma w sieci, jak Pana akcja „Dzwonimy w Wigilię o godzinie 13:00 do Pani Minister Kluzik-Rostkowskiej"?

Jest skutkiem ubocznym rozgoryczenia i frustracji nauczycieli, którym ich szef kilka razy do roku mówi, jacy są beznadziejni, leniwi i jak wiele mają przywilejów. Nie służy to dobrej motywacji do pracy. Do tej akcji przyłączyło się 10 tys. nauczycieli, ponad 2 proc. tych, którzy wykonują ten zawód w Polsce. Przypuszczam, że gdyby ich było mniej, pani minister nie otworzyłaby się na dialog.

Poszło o to, że minister edukacji ogłosiła, że podczas przerwy świątecznej „szkoły mają obowiązek zająć się uczniami”, którzy potrzebują opieki. W konsekwencji w wolną dla uczniów Wigilię nauczyciele będą dyżurować w szkołach.

Nauczycielom nie chodziło o to, aby mieć więcej wolnego, tylko oburzyło ich takie budowanie relacji. Gdyby to uregulowano w rozporządzeniach na początku roku, nie byłoby awantur.

Nauczyciele zarzucają minister edukacji arogancję?

Takie dominują opinie. Zarzuca się jej, że nie zna specyfiki pracy w szkole. Mam nadzieję, że na czacie w Wigilię pani minister nie będzie wygłaszała opinii ex cathedra i wyliczała, jak wiele przywilejów mają nauczyciele i jak są leniwi, tylko wsłucha się w ich głosy i będzie argumentowała merytorycznie.

Co do lenistwa: obraźliwy zarzut, gdyż nauczyciele wykonują piekielnie trudny zawód. Co do przywilejów: nie mają ich najwięcej spośród grup zawodowych w Polsce?

Nie wiadomo, jak to zważyć, gdyby porównać z przywilejami górników, zawodowych żołnierzy czy policjantów.

Rozhuśtał Pan akcję społeczną. Nie wyszedł Pan z roli dziennikarza?

Na portalu edukacja.net staram się oddzielać informacje od komentarzy. Jestem bardziej publicystą, aniżeli dziennikarzem informacyjnym i jak każdy publicysta mam prawo do własnego zdania. Bliska jest mi maksyma Rafała Ziemkiewicza: „trzymaj się faktów, a nie osób”, dlatego wypowiadam się nie bacząc na to, czy jest to w interesie nauczycieli, rodziców czy ministerstwa.

Ok. Ale Pan wyszedł z roli dziennikarza. To jest akcja obywatelska.

Uważam, że dziennikarz ma prawo ujawniać swoje poglądy. Żyjemy w czasach dominacji Internetu i socjal-mediów, co ma zasadniczy wpływ na pracę dziennikarzy. Bardzo ważne jest zaangażowanie czytelników, a moja akcja powstała przy okazji działalności dziennikarskiej i trafiła w ich potrzeby. W kilkanaście sekund założyłem na Facebooku grupę. Nie moderuję wpisów, nie usuwam wątków dyskusji, choć bywają agresywne. W sposób naturalny zostałem twarzą kampanii.

A przypadkiem akcja nie jest po to, aby wypromować portal edukacja.net?

Mamy wiele wejść z powodu tej akcji, bardzo mnie to cieszy. Ucieszę się, jeśli pośrednim efektem będzie budowanie wizerunku naszego portalu.


 


 


 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl