Kończy się era blogerów, jak kilka tygodni temu wieszczył Piotr Skwieciński na łamach tygodnika „W Sieci”?

Nie kończy się era blogerów, tylko kończy się dotychczasowa era w świecie komunikacji, mediów, a nawet demokracji. Pojawienie się blogerów było pierwszym silnym znakiem, zapowiedzią tej zmiany. Przede wszystkim kończy się dziennikarstwo, jakie znaliśmy i wspólnie z Piotrem tworzyliśmy, i o jakim marzyliśmy. Osiem lat temu, kiedy powstał Salon24 i wywołał erupcję niezależnych blogów wydawało się, że pojawiły się dwa światy: dziennikarzy i blogerów i że jeden z tych światów zaczyna wypychać drugi. Częściowo tak się stało, ale tylko częściowo. Tradycyjne media i pracujący w nich dziennikarze dramatycznie tracą swoje wpływy i pozycję biznesową – to jest zmiana cywilizacyjna. Trudno już mówić dziś, ze media są czwartą, kontrolną władzą. Słabnące media są uczestnikiem coraz bardziej brutalnej gry politycznej i biznesowej. I są coraz bardziej uzależnione od polityki i od biznesu. Tracą jakość, dochody i niezależność. Nie jest jednak tak, że znikają zupełnie albo, że ich miejsce zajmują mityczni, niezależni blogerzy. Powstają miliony nowych mediów – blogów, profili na facebooku i twitterze, youtubie, które krok po kroku wypychają gazety, stacje radiowe, telewizje. Z blogów czy twittera jako nośnika korzystają dziś i anonimowi autorzy wykonujący na co dzień rozmaite zawody, i dziennikarze, i politycy, i eksperci z różnych dziedzin. Te światy się mieszają.

Nie udało się jednak blogerom wyprzeć dziennikarzy publicystów. Wielu, jak pisze Skwieciński, zamilkło albo wydaje z siebie głos niepomiernie mniej donośny, aniżeli dziesięć czy sześć lat temu. Czujesz obniżkę formy blogosfery?

Blogosfera ciągle się zmienia. Jedni autorzy znikają, inni się pojawiają. Blogi pisane przez całkowicie niezależnych autorów nie wypełnią same miejsca po dziennikarstwie, ale też dziennikarze w swej masie nigdy nie będą mieć takie pozycji jaką mieli kiedyś. Blogi piszą dziś ludzie, którzy chcą wyrazić po prostu swoje emocje. Autorzy, którzy chcą kogoś wesprzeć, coś załatwić, coś wypromować, fachowcy z różnych dziedzin, ale także i dziennikarze. Blogów jest coraz więcej a nie coraz mniej. Nie ma już portalu, strony www gazety, stron firmowych przedsiębiorstw, na którym nie ma blogów. Media przechodzą wielką rewolucję. Dziennikarze jako pośrednicy odgrywają w nich coraz mniejszą rolę. Dziś każdy może komunikować sam, niezależnie od tego, czy jest ekspertem, politykiem, czy przedsiębiorcą. To, co przetrwa, nie będzie już nigdy takie, jakim było to, co próbowaliśmy tworzyć przez dwadzieścia kilka lat po upadku komuny.

Dlaczego Azrael nie przejął rządu dusz po Tomaszu Lisie, a Kataryna po Monice Olejnik? Dlaczego, dajmy na to Jacek Żakowski, jest bardziej opiniotwórczy od Kominka?

Rząd dusz tracą wszyscy dziennikarze i nie ma nowych wybitnych autorów, którzy zastępują tych wielce wpływowych do tej pory. Świat mediów ogromnie się dywersyfikuje. Kiedyś było kilkanaście wielkich mediów, dziś jest ich kilkaset. Czas wielkich organizacji mija. TVP, TVN, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, także nowe tygodniki prawicowe mają dużo mniejszy wpływ na rzeczywistość niż miały kiedyś. Spójrzmy na rolę, jaką kiedyś odgrywała „Wyborcza”. To była potężna gazeta, ośrodek polityczny i intelektualny z ogromnym wpływem na rzeczywistość. Dziś ciągle istnieje, ale jej rola jest o niebo mniejsza. To najbardziej spektakularny przykład, ale dotyczy niemal wszystkich mediów „starego świata”. Kataryna, Azrael i tysiące innych nowych autorów oczywiście nie mają tak wielkiego wpływu jak gwiazdy, które wymieniłeś, ale te gwiazdy gasną albo stają się gwiazdami rozrywki a nie poważnego dziennikarstwa. Są znani, ale czy wpływowi? Robią show, ale czy to show ma jakieś znaczenie? Ktoś, kto szuka analizy politycznej czy gospodarczej nie ogląda już programów w telewizji ale szuka w sieci. A tam znajduje i politologów, i ludzi biznesu, i dziennikarzy. Azraela i Katarynę.

Ale gdzie tkwi główne źródło kryzysu? W słabości społeczeństwa obywatelskiego? W niskich lotach, niejednokrotnie degeneracji klasy politycznej?

Mamy do czynienia ze słabością debaty publicznej, z kryzysem demokracji, małym zaangażowaniem obywateli, płytkością i krótkowzrocznością polityków. Jednocześnie trwa rewolucja technologiczna na skalę nieznaną dotąd w historii. Na blogach dyskusja jest na różnym poziomie – czasem niskim, czasem wysokim. W większości programów telewizyjnych ten poziom jest stabilny – bardzo niski. Pusta naparzanka, która nie posuwa żadnego problemu do przodu, nie tłumaczy niczego widzom. To wszystko powoduje, że mamy duży kryzys demokracji.

Czy blogosfery nie psują serwisy społecznościowe – Facebook czy Twitter – gdzie łatwiej o fajerweki, happeningi, hucpę? Uwielbiają je dziennikarze, politycy, czytelnicy.

To sztuczny podział: tu blogosfera, tu twitter, tam facebook a tam gazety i telewizja. Dzisiaj wszystko to istnieje obok siebie, przeplata się, tworzy jeden wielki strumień komunikacyjny. Te same osoby występują w telewizji, na twitterze i na blogach. Są dobre i złe blogi, dobre i złe profile na twitterze czy facebooku, dobrzy i źli publicyści w gazetach. Mniej ważne jest, gdzie się ukazuje tekst, ważne, czy jest on interesujący, czy wywoła zainteresowanie czytelników, będzie dalej powtarzany, udostępniany, cytowany, kopiowany.

Wielu blogerów czuje się atakowanych przez publicystów „drugiego obiegu”. Piszą wprost o prowokacjach, nagonce, próbach pomówień, zarzucaniu agenturalności.

W Polsce jest bardzo niski poziom zaufania społecznego. Niemal każdy każdemu coś zarzuca, o coś go podejrzewa i ma pretensje. Blogerzy nie są lepsi ani gorsi od tych, których nazywasz publicystami. Jeśli ktoś ma tytuł profesora, wykłada na poważnej uczelni, ale nie jest zatrudniony w gazecie, tylko pisze na blogu, to jest blogerem czy publicystą? Te podziały są już nieaktualne. Do niedawna mówiło się o „internautach”. Kto to są „internauci”? Każdy jest internautą, bo każdy korzysta z internetu. Już dziś przestaje się używać tego pojęcia – „internauci”. Tak samo, jak coraz dziwniej brzmi słowo „bloger”. Bo blogerem jest i dziennikarz, i polityk, i ten, o którym mówiliśmy do tej pory „bloger”. Rozmaite zarzuty padają ze wszystkich stron i nie jest to specyfika dziennikarzy „drugiego obiegu” czy tylko dziennikarzy „Gazety Wyborczej” czy tych autorów, którzy publikują tylko w internecie na blogach.

A może jest tak, jak powiadają blogerzy, że to nie blogosfera zdechła - bo tylko w niej odnaleźć można jeszcze informacje i debaty - tylko dziennikarstwo?

Wszystko się zmienia i o tym warto rozmawiać. Kiedy parę lat temu mówiłem, że gazety będą upadać, moi koledzy stukali się w czoło. Dziś to oczywiste. W ciągu ostatnich kilku lat „Rzeczpospolita” i „Gazeta Wyborcza” straciły dwuipółkrotność swoich nakładów. Tygodniki wszystkie – sprzedają co najmniej o połowę mniej niż kilka lat temu. Z drugiej strony rosną media w internecie, ale jest im trudno znaleźć dobrą formułę biznesową. Dziś nie ma sposobu na to, by w portalach zatrudniać taką armię dziennikarzy, jak kiedyś zatrudniały gazety. My sami w Salonie24 mieliśmy kłopot z odnalezieniem dobrej formuły, co kosztowało nas prawie dwa lata zastoju. Ale w końcu znaleźliśmy dobry model biznesowy, wreszcie zaczęliśmy zarabiać, Salon24 jest dochodowy, i zaczynamy wprowadzać stopniowo wiele zmian. Pracujemy nad nową formułą merytoryczną – niedługo będzie ją można zobaczyć. Obserwuję to, co dzieje się w mediach na świecie i wydaje mi się, że taki model, jaki wprowadzimy w Salon24 będzie najlepszym, by nie tylko przetrwać ale rozwijać się w nowej rzeczywistości. O szczegółach nie chcę jeszcze mówić.

Często dziennikarze czerpią z blogów pomysły, traktują blogerów jako darmowych researcherów?

To działa w dwie strony. Dziennikarze często czerpią pomysły z tekstów innych autorów – czasem są to inni dziennikarze, czasem są to blogerzy. Tak samo blogerzy – inspirują się tekstami dziennikarzy albo blogerów. Powtórzę jeszcze raz – ten podział się kończy, te światy się zlewają i nie ma racji ani ten, kto mówi, że blogosfera się kończy albo, ze rozkwita. Komunikowanie się, tworzenie tekstów, docieranie z nimi do odbiorców zmienia się w błyskawicznym tempie i my próbujemy się do tych zmian dostosować, a czasem je wyprzedać i tworzyć. W tak niezwykle pędzącej rzeczywistości, w tak szybko zmieniających się warunkach chwila nieuwagi sporo kosztuje. Wiem coś o tym, bo nam też się to zdarzyło. Na szczęście to przeszłość, uczymy się na błędach. Dlatego nie chcę tak wchodzić w dyskusję o tym, czy świat blogerów czy dziennikarzy jest w kryzysie, bo to jest dyskusja między tymi, którzy nie rozumieją zmiany, która zachodzi. Ci, którzy tkwią w okopach jednego albo drugiego świata nie zauważają, że ten podział jest już anachroniczny. Co oczywiście nie znaczy, że ciągle nie ma wybitnych, piszących świetne teksty dziennikarzy. I że ciągle nie pojawiają się nowi, ciekawi autorzy publikujący wyłącznie na blogach. Fascynująca jest dla mnie skala tej zmiany i to, że odkrywamy ciągle coś nowego. Odszedłem z dziennikarstwa, bo uznałem, że nie ma sensu tkwić w czymś, co się kończy, ale dalej jestem w świecie mediów: przez wspomaganie kierowanego przez moją żonę Bognę Salonu24, przez doradzenie, jak poruszać się w czasie rewolucji w świecie komunikacji klientom mojej firmy Bridge. A to, co mam w sercu, stare dziennikarstwo, realizuję jeszcze tam, gdzie robię po godzinach dla frajdy: pisząc książki i prowadząc długie rozmowy z ludźmi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia o świecie w małym prywatnym kanale w Polsat News2.


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl