Stajnia, rozgwieżdżone niebo i śpiew ptaków
Ze Sławomirem Matczakiem o tym, jak Leasing Team traktuje dziennikarzy telewizji publicznej rozmawia Błażej Torański.
Co to jest „Fabryka Figur”, Panie Sławku?
Nie mam pojęcia.
Odmówił Pan udziału w procesie oceny pracowników przez firmę LeasingTeam. Na jednym z etapów były testy psychologiczne, a wśród nich symulacja nazwana „Fabryką Figur”. W jednej ze scenek trzeba było wykonać i sprzedać kartonowe figury geometryczne.
W regulaminie konkursu, w którym miałem startować przeczytałem, że będę musiał jakieś figurki sprzedawać i od tego zależy moja ocena. Pomyślałem, że nie jest to miejsce dla dziennikarza. Nie jestem od sprzedawania tekturowych figurek i nie będę poddawać się ocenie jakiegoś „koordynatora”, którego poznałem. Ta dziewczyna mogłaby być moją córką.
Przewidziano trzy etapy oceny.
W żadnym nie uczestniczyłem. W regulaminie była mowa o testach, jakiejś zabawie w grupie i figurkach.
Za odmowę udziału zwolniono Pana dyscyplinarnie.
Odmówiłem udziału w czymś, co jest niegodne pracy dziennikarza. Jestem człowiekiem wolnym, niezależnym i nie ulegam wpływom. Nie będą mnie oceniać ludzie z agencji pracy tymczasowej. Próbowałem się dowiedzieć, kim są autorytety, które zamierzają mnie oceniać. Usłyszałem, że to tajemnica.Moi koledzy z bogatym dorobkiem dziennikarskim dostali w tych testach po kilka punktów. W rezultacie obniżono im drastycznie honoraria i pensje.
Miał Pan poczucie upokorzenia?
Upokorzeniem było już przeniesienie mnie z TVP do LeasingTeamu. Robili nam testy psychologiczne dla ludzi szukających pracy tuż po maturze. Zapamiętałem kilka pytań. Czy lubię pracować w stajni, wpatrywać się w rozgwieżdżone niebo i słuchać śpiewu ptaków. Robiliśmy sobie z tego żarty, ale pisaliśmy, skoro pracodawca chciał sprawdzić nasze poczucie humoru. Pytania przygotowywał ktoś, kto nie zna specyfiki pracy w telewizji, zwłaszcza w kanale informacyjnym. Na koniec była rozmowa z moim bezpośrednim przełożonym i z panem, który realizował testy. Analizowaliśmy różne przypadki. To było śmieszne, bo oni doskonale mnie znają. Wiedzą, jakie mam kompetencje, że byłem wydawcą tysięcy programów informacyjnych i radziłem sobie w wielu sytuacjach kryzysowych, np. po tragicznych wypadkach - kolejowym pod Szczekocinami czy autobusu polskiego pod Berlinem. W obu przypadkach przez wiele godzin jechaliśmy na antenie na żywo. Wyników testów nie dostałem, ale okazało się, że z Wiadomości TVP wszyscy je zdali, jedna lub dwie osoby z Teleexpressu i z Panoramy, kilkanaście z kanału, a pozostałym powiedziano „do widzenia”. Kiedy przeniesiono nas do LeasingTeamu spytałem mojego koordynatora – Iwonę Kmieć - czy nie powinienem czegoś podpisać. - Nie, bo ci, którzy są na etacie, zostali przeniesieni automatycznie - usłyszałem. - Jak to? Po 22 latach pracy w telewizji przeniesiono mnie do agencji pracy tymczasowej? Bez mojej zgody i podpisu? – dociekałem. – Takie są formalności, umowa z telewizją – skwitowała. Potem dostałem tylko do podpisu dokument, aby zaakceptować zasady etyczne w telewizji i jej regulamin. Stwierdziłem, że znam to od lat, ale skoro trzeba podpisać, podpisałem. Pieniądze zacząłem dostawać z LeasingTeamu. Mieliśmy gwarancje prezesa Juliusza Brauna, że przez rok nie zmienią nam się warunki. Tymczasem przed upływem roku dowiedzieliśmy się, że TVP ma mniejsze zapotrzebowanie na naszą pracę, więc LeasingTeam musi zwolnić ludzi. Zanim przygotują listę zwolnionych - tłumaczyli - sprawdzą nasze kompetencje. Nie miałem wątpliwości, że to jest fikcja i obraża mnie. Bo panie z agencji pracy tymczasowej nie mają żadnych kompetencji, aby oceniać mnie, jako dziennikarza. Oceniają mnie widzowie.
Rzeczywiście miał Pan mniej zleceń?
A skąd. Programy TVP Info, przy których pracuję - „Twoja sprawa” i „Puls Polski” – mają bardzo dobrą oglądalność. W tym ostatnim pomagamy wielu ludziom w trudnych sytuacjach. W całej Polsce. Dzięki widzom znajdujemy pieniądze, budujemy i remontujemy mieszkania.
Przyjął Pan zwolnienie dyscyplinarne?
Dostałem do wyboru: albo dyscyplinarkę, albo rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Gdybym przyjął drugą ofertę, zgodziłbym się na upokarzające traktowanie. Poprosiłem o dyscyplinarkę, wziąłem kwit i poszedłem. Pokazałem, że jestem wolnym człowiekiem i nie zamierzam uczestniczyć w fikcji. To uwłacza mojej godności. Odwołam się do sądu.
