Z Grzegorzem Lindenbergiem o propozycji dla tych, którzy nie chcą kupować kota w worku rozmawia Błażej Torański.

Jak zamierza Pan przekonać Polaków, aby płacili za treści dziennikarskie, skoro nie chcą płacić nawet abonamentu radiowo-telewizyjnego.

Abonament i mikropłatności to są różne rzeczy. Chcę – a raczej chcemy, bo Webnalist stworzyliśmy we trójkę, z Markiem Górskim i Mateuszem Dołęgą - przekonać do płacenia za treści dziennikarskie mniej więcej 5 proc. użytkowników Internetu, około miliona osób. Jeżeli uda się to zrobić, to będzie wielki sukces. Dalej, poza ten horyzont, mój wzrok nie sięga. 5 proc Polaków pewnie płaci abonament radiowo-telewizyjny. Nie mam dokładnych danych, ile i za co Polacy płacą w sieci. Oczywiście najwięcej płaca za rozrywkę, ale wszystkie najpoważniejsze media mają też od kilku do kilkudziesięciu tysięcy płacących abonament. Więc to nie jest tak, że ludzie za nic nie chcą płacić. Gdyby zaproponować im inny rodzaj płatności, wygodniejszy niż abonament, to uważamy, że kilka-kilkanaście proc. internautów na taki wygodniejszy system się zdecyduje. Wygodniejszy, czyli taki, w którym nie trzeba płacić pieniędzy z góry i nie płaci się hurtem, tylko detalicznie za to, co rzeczywiście się przeczyta.

No właśnie. Na platformie Webnalist, którą Pan tworzy, można czytać teksty bez płacenia za nie z góry, wystarczy się zarejestrować. Czytelnik płaci dopiero wtedy, kiedy osiągnie limit 7 złotych. To wyjątkowo tanio. Stosuje Pan starą, żydowską zasadę handlową: duży obrót mały zysk?

Nie (śmiech). Rzeczywiście chcemy, aby wydawcy lub autorzy wyceniali dostęp do tekstu na poziomie kilkunastu, kilkudziesięciu groszy, ale nie mogę powiedzieć, aby to był mały zysk, gdyż wcześniej te artykuły nie przynosiły nic. Jeśli teraz zysk osiągnie w sumie powiedzmy 50 zł, będzie nieporównanie wyższy niż dotychczas, kiedy wynosił 0 zł. Mamy nadzieję, że te pieniądze staną się poważne, że pozwolą autorom na niezależne zarabianie pieniędzy, a wydawcom na zastrzyk finansowy, który pomoże utrzymać serwisy papierowe czy internetowe.

Ok. Ale gdzie są nadzieje na sukces, skoro słowacki projekt Piano Media od trzech lat, odkąd pojawił się na polskim rynku, nie ma znaczących sukcesów w mikropłatnościach. Mają 42 wydawców gazet internetowych i stacji radiowych. Wydawcy budują własne struktury, zapowiadają poluzowanie współpracy z Piano Media.

To prawda. Ale system Piano jest dokładnie tym, czego nie powinno się w Internecie robić. W Piano użytkownik płaci nie za jeden serwis, ale za pakiet, czyli także za wiele serwisów, których nie potrzebuje. Kupuje nie tylko jednego kota w worku, ale i wiele innych kotów. Nie ma żadnego powodu, aby płacić za 42 serwisy. Niby po co, skoro używa jednego lub dwóch? Problemy, jakie mają ludzie z płaceniem w Internecie z góry za cokolwiek, zostały w systemie Piano podniesione do 42 potęgi. Ja uważam, że czytelnik powinien płacić tylko za to, co już wyczytał. Na sztuki. A nie za możliwość, że coś przeczyta.

Ale Webnalist i Piano Media maja też wspólne cechy.

Tak jak w Piano, chcemy także, aby czytelnik przy pomocy jednego logowania miał dostęp do wielu serwisów. Cieszy mnie, że system Piano, który jest absurdalny i niczego w gruncie rzeczy czytelnikowi nie ułatwia, schodzi z rynku. Martwi, że wydawcy, którzy sparzyli się na Piano teraz zbyt ostrożnie podchodzą do innych możliwości zarabiania na tekstach.

Czy schodzi, to jeszcze nie wiemy. Tymczasem na polskim rynku działa jeszcze inny gracz: MPP Global Solutions, która stworzyła paywall m.in. dla „The Times”, a w Polsce w jej technologii powstał serwis internetowy „Rzeczpospolitej”.

Nie wiem, co chce robić MPP, ale jeśli prenumeratę, to nie jest dla nas konkurencja. Nasze systemy się uzupełniają. Są ludzie, którzy kupują zgrzewkę piwa i tacy, którzy kupują tylko jedną butelkę. Prenumerata jest jak cały bagażnik piwa, a my jesteśmy detalistami: tu piwo, tu lemoniada, a tam kasza jęczmienna i batonik. Systemów prenumeraty jest wiele, wydawcy budują też własne. Od dawna istnieją też detaliczne systemy płatności smsami za dostęp do tekstu, najczęściej na godzinę. Ale te systemy słabo działają, niewielu internatów z nich korzysta, bo są niewygodne.

No dobrze, ale gdzie upatruje Pan szanse na sukces?

Nasza propozycja jest zgodna z logiką Internetu. Zostało sprawdzone przez iTunes na muzyce …

… iTunes jest wyjątkiem od reguły. Kilkanaście milionów użytkowników kupuje co miesiąc co najmniej jedną piosenkę.

Tak. Na podobnej zasadzie sprzedaje się też pojedyncze filmy. Podobny do naszego system działa od ponad roku w Holandii. Ma 100 tys. płacących - i trzy razy więcej niepłacących - użytkowników. Ale nie jest tak elastyczny, jak nasz, gdyż udostępnia jedynie teksty z wydań aktualnych, a my chcemy wprowadzić także publikacje archiwalne.

Z doświadczeń serwisu Newsweek Plus wynika, że najbardziej popularna opcją jest dostęp siedmiodniowy – korzysta z niego 43 proc. użytkowników. Wykupują ją czytelnicy zachęceni skandalizującą okładką lub głośnym wywiadem. Stawiacie na te same wybory emocjonalne?

Nie dziwi mnie popularność dostępu 7-dniowego. Ludzie nie chcą płacić w Internecie za prenumeratę. Z danych polskich i światowych wynika, że jeśli cena dostępu jest zbliżona do ceny wydania papierowego to wydawca maksimum może mieć 1 proc. unikalnych użytkowników miesięcznie. Jeżeli cena jest o wiele niższa, to wydawca może liczyć, że prenumeratę wykupi maksymalnie 2 proc. unikalnych użytkowników. Na przykład w prenumeracie „Gazeta Wyborcza” kosztuje 80 gr, wydanie papierowe jest cztery razy droższe, na koniec ubiegłego roku prenumeratę wykupiło 1 proc. unikalnych użytkowników. W tym roku liczą na dojście do półtora procenta. Prenumerata internetowa jest propozycją dla maks. 1-2 proc. tzw. unique user. Nasza oferta jest dla pozostałych, którzy nie chcą kupować prenumeraty.

U nas czytelnik będzie się decydował nie na kupno całego wydania, ale pojedynczego tekstu. Dlatego nie będziemy publikować okładek tylko początek artykułu i zdjęcie. Może zachęcić zajawka, może tytuł, może nazwisko autora.

Na waszej platformie będą treści dziennikarskie. Czy książki i filmy także?

Udostępniamy wydawcom i autorom system płatności, który umożliwia pobieranie pieniędzy i dodatkowo budujemy portal agregacyjny, gdzie prezentujemy te płatne treści. Sami żadnych własnych płatnych treści nie mamy. Natomiast to nie muszą być tylko teksty. Możemy pobierać nanopłaty za dowolną rzecz, która ma własny adres URL, to może być dostęp do tekstu, ale także do filmu, galerii zdjęć czy książki. Warunek jest taki, aby udostępnienie nie kosztowało więcej niż kilka złotych. Z reguły kilkadziesiąt groszy.

Na razie platformę Webnalist.com w fazie beta testują: magazyn psychologiczny „Charaktery” i AVT-Korporacja, wydawca pism hobbystycznych. Kto jeszcze wyraża zainteresowanie?

Jesteśmy platformą nie tylko dla wydawców, ale i pojedynczych osób. Na pewno pójdą za nami wybitni autorzy, dziennikarze, którzy nie mają etatów. Mam nadzieję, że zaczną zarabiać na publikowaniu swoich tekstów na autorskich stronach, na blogach. Czy pójdą wydawcy – i którzy – zobaczymy w ciągu najbliższych tygodni i miesięcy. Twórca tego holenderskiego Blendle przekonywał wydawców prasowych przez 5 lat. Mamy nadzieję, że polscy wydawcy są bardziej innowacyjni niż holenderscy.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl