Jaki widok roztacza się z okien kamienicy, w której mieszkał Witold Gombrowicz w Vence?

Marzena Mróz-Bajon. Na Plac du Grand Jardin, gdzie bawią się dzieci i sprzedaje się owoce – dojrzałe melony, nieprawdopodobnej wielkości i kształtów pomidory. Są fontanny, dużo zieleni i przestrzeń. To gwarne miejsce, w którym unosi się duch.

Ruch, żywioł?

Dynamizm, żywioł. Myślę, że Gombrowicz patrząc z okien willi Alexandrine w której mieszkał, obserwował życie ulicy. Przede wszystkim ludzi.

A z domu Mario Vargasa Llosy w Limie?

Dom, w którym do dziś mieszka Llosa, położony jest bardzo blisko plaży, w parku, w dzielnicy Miraflores. Widać ocean, klify, fale i zmarzniętych chłopców pływających na deskach. Scena dokładnie, jak z jego opowiadania „Szczeniaki”.

Od dziesięciu lat podróżujesz po świecie śladami wybitnych pisarzy. Czego chcesz się dopatrzeć spoglądając przez okna ich domów?

Uwielbiam literaturę, dużo czytam, i czasami, mając dylematy w życiu zastanawiam się, jak zachowaliby się w podobnej sytuacji bohaterowie literaccy. Może więc jestem bardziej z życia literackiego, aniżeli z codzienności. Podróżuję po świecie szlakiem największych autorów XX wieku, żeby zobaczyć, jaki mieli widok za oknem. I stawiam pytanie: w jaki sposób ten widok zdeterminował ich życie i twórczość.

Jakie uzyskujesz odpowiedzi? Która z nich najbardziej Cię zaskoczyła?

Spontanicznie odpowiem ci tak: duże wrażenie zrobiło na mnie miejsce, w którym urodził się Czesław Miłosz, bo nie zmieniło się od ponad stu lat. Dolina rzeki Niewiaży – pierwowzór Issy, tysiącletnia puszcza, leśne jeziora, przestrzeń. Wysokie drzewa. Kapliczki, wydaje się, że pogańskie. Kiedy pokazałam zdjęcia stamtąd nieżyjącemu już krytykowi literackiemu Henrykowi Berezie powiedział, że tam z pewnością rozgrywały się „Dziady”. Pierwotna siła, niebywała energia. Myślę, że Miłosz, wychowując sią w takim otoczeniu, miał fantastyczne podstawy żeby tworzyć. Miał skąd czerpać pomysły i energię.

Podobnie magiczne miejsca odwiedzasz na całym świecie. Jak wygląda dom autora „Wściekłości i wrzasku”, Williama Faulknera w Missisipi?

Przejechałam pół Stanów z Houston w kierunku Chicago. W Rowan Oak jest farma Faulknera. Dość duże terytorium. Ogrodzone. Tabliczka z zakazem wstępu na teren posiadłości po zmroku. Ale można zwiedzać dom. Duży, biały. Byłam tam przez kilka dni. Przez trzy dni leżałam na trawie fotografując. Jest stajnia, w której trzymał konie. Wózek, na którym je woził. Jego buty do jazdy konnej. Małe łóżko. Wreszcie słynna stodoła. Też niewielka. Przychodził do niej z butelką whisky. Wdrapywał się po drabinie na strych. Strącał drabinę i pisał na maszynie dopóki nie skończył rozdziału.

Mroczna, jak jego literatura? Klaustrofobiczna?

Słynna stodoła Faulknera jest niewielka i, powiedziałabym, zwyczajna. W parku okalającym dom są ławki i wspaniałe cedry, które fotografowałam w blasku zachodzącego słońca. Wychodziły z nich magiczne cienie. Mam takie zdjęcie, na którym wydaje się, że ktoś stoi w oknie domu Faulknera. Kto wie, czy to nie on.

W książce będziesz chciała bardziej wykazać związek swoich bohaterów z życiem czy z literaturą?

Chcę uczciwie napisać o jednym i drugim. Miałam kilka wystaw fotograficznych. Prezentowałam zdjęcia z Szetejń na Litwie gdzie urodził się Czesław Miłosz i z farmy Williama Faulknera. Do poszczególnych zdjęć wybrałam cytaty z ich książek. Idealnie pasowały. Niewątpliwie jest związek między miejscem zamieszkania a literaturą, ale każdy przypadek jest indywidualny, szczególny.

Dziennikarze-podróżnicy maję nie tylko patologiczną ciekawość świata, ale i potrzebę silnych wrażeń. Co u Ciebie dominuje?

Przede wszystkim jestem skupiona na celu. Jadąc na kraniec świata, w poszukiwaniu śladów pisarzy, najpierw czytam wszystko, co napisali. Książki, listy, pamiętniki. Zabieram je ze sobą, zajmują w walizce najwięcej miejsca. Taszczę je, fotografuję. W ogóle robię wiele zdjęć i notatek. Jestem wtedy jak w transie. To mój projekt na życie. Pracuję nad nim od dziesięciu lat, ale mam wrażenie, że wiele jest jeszcze do opisania. Powinnam już finiszować, ale muszę jeszcze odwiedzić dom Gabriela Garcii Marqueza w Kolumbii. Bez niego książka się nie ukaże.

No tak. Realizm magiczny, jak miejsca, które odwiedzasz. Jakie cechy winien mieć dziennikarz globtroter oprócz pasji, odporności psychicznej i silnego zdrowia?

Powinien być wrażliwy na detale, dobrze pisać i fotografować.

Czego nauczyły Cię podróże: pokory, tolerancji, empatii?

Z tych cech może pokory. Kiedy wyruszasz w drogę, daj się jej zaskoczyć. Niech podróż cię niesie. Niezależnie od tego, co zaplanowałeś, podróż otwiera ci niespodziewanie takie drzwi i możliwości, których nigdy byś się nie spodziewał. W moim przypadka wzrasta też wiara w ludzi, bo spotykam na swojej drodze fantastyczne osoby, z którymi utrzymuję potem kontakt przez lata.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl