Za jedno pytanie grozi Panu grzywna lub ograniczenie wolności. Czyje ambicje Pan uraził?

Jarosław Jakimczyk: Zastanawiam się czyje, analizując kolejne, trzecie już stanowisko spółki Qumak. Uderzający jest brak koordynacji. Rzecznik spółki plącze się w wyjaśnieniach sam sobie zaprzeczając. Gołym okiem widać symptomy działania pod silną presją. Mogę się jedynie domyślać z czego wynika ta gorączkowość. W końcu sprawa – co potwierdza treść odpowiedzi na moje pytania nadesłanych mi 20 lipca br. przez Qumak - dotyczy wycieku wrażliwych danych klientów VIP Banku Pekao, największego banku w Polsce, należącego do grupy UniCredit z siedzibą w Mediolanie.

Zapytał Pan spółkę technologiczno-informatyczną Qumak, w jaki sposób doszło do sprzedaży przez nią twardych dysków komputerów, na których znajdowały się dane wrażliwe klientów banku Pekao. Nie była to presupozycja?

Oczywiście, że nie, bo na fakturze, którą mam, spółka Qumak występuje jako sprzedający, a jako kupujący firma prowadząca skup i utylizację tzw. elektrośmieci.

Odpowiedziano Panu jednak, że do sprzedaży nie doszło. Nie złamał Pan zasad sztuki zadawania pytań?

O to dlaczego tak odpowiedziano należy zapytać spółkę. Mogę tylko zgadywać, że jej władze wychodziły z założenia, iż nie znam niektórych dokumentów. A jeśli chodzi o sztukę zadawania pytań, to moje pytanie było zgodne z jej arkanami, gdyż wynikało ze zgromadzonej wiedzy i miało na celu weryfikację zebranych informacji przed publikacją. Na etapie zbierania i sprawdzania informacji dziennikarz przecież nie zna pełnej prawdy.

Ale – aby uniknąć podejrzewania spółkę o przestępstwo - można było zadać dwa pytania: „Czy doszło do sprzedaży dysków” i „czy były na nich dane wrażliwe”.

Ciekawe jakim cudem zadając pytania rzecznikowi spółki, zgodnie z prawem prasowym i – co podkreślam – niepublicznie, miałbym dać asumpt, żeby ktoś mógł tę spółkę podejrzewać o przestępstwa. Powtarzam, że konstrukcja pytania była pochodną zgromadzonej wiedzy wynikającej z dokumentów i jeśli ktoś chce narzucić pogląd, że było to zbudowane w stylu „Kiedy pan przestał bić swoją żonę?”, to jest to manipulacja, która ma na celu odwrócenie uwagi od istoty problemu, czyli bezpieczeństwa danych klientów banku.

Powiedział Pan, że w oświadczeniach giełdowej spółki Qumak są sprzeczności. W czym się wyrażają?

Najpierw Sebastian Krawczyk, odpowiadający w firmie Qumak za komunikację, powiedział w rozmowie z Presserwisem, że nie należy ścigać dziennikarza z art. 212 kk. Tymczasem zarząd spółki skierował przeciwko mnie akt oskarżenia o zniesławienie. Nie kryjąc zaskoczenia podjęciem takich działań przez Qumak rzecznik spółki stwierdził, że „chodziło o to w jaki sposób ten pan (Jakimczyk – przyp. red.) wszedł w posiadanie tych informacji”. Pragnę przypomnieć, że źródła informacji dziennikarskiej objęte są tajemnicą zawodową i tylko sąd – w określonych przypadkach najcięższych przestępstw, tj. zbrodni przeciwko państwu lub życiu ludzkiemu – może zwolnić dziennikarza z obowiązku zachowania tej tajemnicy. Proszę jednak zwrócić uwagę na to, że w wydanym później specjalnym oświadczeniu rzecznik Qumak przedstawił już inną wersję wypadków: okazuje się, że zarząd spółki oskarżył mnie o zniesławienie „aby dać jasny sygnał, że nie będzie akceptować szkodliwych działań dziennikarza”. Z kolei w rozmowie z serwisem branżowym PRoto Sebastian Krawczyk oświadczył, że chociaż „z perspektywy postronnego obserwatora działania firmy (Qumak – przyp. red.) mogą wydawać się przesadzone i niedorzeczne, sprawa ma jednak dużo szerszy i poważniejszy kontekst, o którym dla dobra postępowania nie może teraz mówić ani spółka, ani agencja”. Mamy zatem potwierdzenie, że ktoś tu się czegoś bardzo obawia i stąd ta nerwowa reakcja zarządu Qumak. Myślę, że opinia publiczna ma prawo poznać szczegóły tej sprawy, ponieważ dotyczy ona bezpieczeństwa danych klientów banku, w którym swoje oszczędności trzyma parę milionów Polaków.

 

Zbiera Pan materiały do książki o polskim sektorze finansowym?

O tym, jak funkcjonują polskie instytucje finansowe i o fasadowym nadzorze nad nimi.

Czy reakcja szefów spółki Qumak nie dowodzi, że dotknął Pan istoty sprawy?

Nie mam cienia wątpliwości, że tak się stało. Spółka Qumak usiłuje narzucić opinii publicznej narrację, w której nieobecna jest zasadnicza kwestia, mianowicie, co stało się z danym klientów Pekao. Konsekwentnie milczy też w tej sprawie bank, który całkowicie zlekceważył moją prośbą o spotkanie w celu rozmowy na ten temat i teraz, gdy sprawa wyszła na światło dzienne przy okazji kuriozalnego oskarżenia mnie przez spółkę Qumak, udaje, że go to nie dotyczy.

Rzeczywiście - jak zauważa Wiktor Świetlik, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP - prywatny akt oskarżenia przeciwko Panu jest kuriozalny. Ale czy nie narusza on również Pana dóbr osobistych? W końcu w świat poszła informacja, że jest Pan oskarżony z art. 212 kodeksu karnego, a to stygmatyzuje.

Owszem, ponieważ przypisuje mi się popełnienie czynu karalnego, piętnując jako dziennikarza zadającego rzekomo tendencyjne pytania. Można więc zastanawiać się też, czy nie doszło do skierowania pod moim adresem fałszywego oskarżenia, co jest czynem karalnym.

Wiktor Świetlik twierdzi, że rzeczywistym celem w Pana przypadku nie jest ochrona dóbr prawnych spółki Qumak, tylko szykanowanie dziennikarza.

Jak najbardziej. Dowodzi tego przytoczony przeze mnie wcześniej fragment oświadczenia, w którym Qumak przyznał, że podjął takie kroki prawne, aby dać sygnał dziennikarzowi. Rzecznik Sebastian Krawczyk napisał w nim także: „jeśli intencje pana Jakimczyka były etyczne, a działanie jego zdaniem zgodne z prawem, nie powinien on, w naszej opinii, obawiać się konsekwencji”. Nie mam zatem złudzeń, że tym aktem oskarżenia zamierzano na mnie wywrzeć presję wywołując przy okazji efekt mrożący w stosunku do dziennikarzy w ogóle.

No tak, bo nie chodzi o to, co się stało – Pan przecież niczego nie opublikował – ale o to, co może Pan napisać.

Dlatego próbuje się odwrócić uwagę od tego, co jest istotą tej sprawy, czyli bezpieczeństwa danych banku. Zarząd Qumak uciekł się w tym celu do stosowania cenzury prewencyjnej strasząc sankcją karną.

Od lat politycy, zanim dojdą do władzy deklarują, że zniosą art. 212 wobec dziennikarzy, a po wyborach szybko o tym zapominają. Wolą zachować ten bat na media. Widzi Pan szansę ograniczenia tego paragrafu wyłącznie do walki z mową nienawiści?

Musiałoby dojść do spektakularnego skazania z art. 212 kk jakiegoś dziennikarza i wyroku niesprawiedliwego w powszechnym odczuciu społecznym. Tak, żeby poczucie krzywdy w opinii publicznej było na tyle silne, że skłoni ona klasę polityczną do zmiany tego artykułu. Na razie różni urzędnicy lub spółki wykorzystują ten paragraf, aby niewygodne dla nich informacje zamieść pod dywan w obawie przed opinią publiczną.

Jest krzywda, jest niesprawiedliwość i skazania. Ofiarami padają blogerzy i dziennikarze lokalni, jak Andrzej Pieślak, dziennikarz portalu naszlidzbark.pl. Sprawy te nie są wystarczająco silnie nagłaśniane, bo za skrzywdzonymi nie stoją wielkie tytuły.

Tym razem jednak oskarżyciel posunął się o jeden krok za daleko sięgając po art. 212, zanim ukazała się publikacja. Ufam, że nagłośnienie tego przypadku doprowadzi w końcu do zmian legislacyjnych. Na razie zapraszam przedstawicieli opinii publicznej do Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy, gdzie w sali 117 w środę 7 października o godz. 14.00 rusza mój proces z oskarżenia Qumak.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl