Z prof. Konradem Tatarowskim, medioznawcą z Uniwersytetu Łódzkiego o wywiadzie Karoliny Lewickiej z prof. Piotrem Glińskim w programie TVP Info „Minęła dwudziesta” rozmawia Błażej Torański.
Czy Karolina Lewicka złamała standardy dziennikarskie?
Oczywiście, że złamała, bo obowiązkiem dziennikarza jest empatia wobec swojego rozmówcy. Traktowanie go w sposób nieponiżający. Jeżeli przyjmiemy, że rolą dziennikarza jest być pośrednikiem między rozmówcą, a widownią. Pani Lewicka wystąpiła w tym wywiadzie jako strona w ideologicznej przepaści, jaka dzieli Polskę.
Była arogancka?
Była. Na uwagi wicepremiera „pani mi przerywa”, odpowiadała, że taka jest rola dziennikarza. (śmiech) Pierwszy raz spotykam się z taką definicją. Na prośbę, że chciałby przedstawić swoje stanowisko dziennikarka zaproponowała, aby sobie zorganizował konferencję prasową. Jestem tym zdumiony, bo telewizja i inne media są właśnie po to, aby prezentować różne stanowiska i wprowadzać je do dyskursu społecznego. To jest dla mnie niepojęte, jak dziennikarz może swojemu rozmówcy mówić, aby najpierw zwołał konferencję prasową. Nie rozumiem tego.
A nie miała racji mówiąc, że konferencje prasowe służą do wygłaszania oświadczeń, a programy publicystyczne do odpowiadania na pytania, które zadaje dziennikarz?
Oczywiście, że konferencje prasowe służą do wygłaszania oświadczeń, a publicystyka jest po to, aby wymieniać punkty widzenia, żeby dyskutować, żeby przedstawiać odbiorcom mediów pewien obraz sytuacji. Można rozmówcę punktować, stawiać mu kłopotliwe pytania, kazać mu się tłumaczyć, ale na zasadzie równego z równym. Jestem wychowankiem starej szkoły dziennikarskiej, gdzie obowiązywały pewne zasady: okazywanie szacunku rozmówcy, nie występowanie z pozycji arbitra, który wszystko wie. Dziennikarz nie jest po to, żeby się wymądrzać, ale aby wywoływać pewne pytania, problemy.
Prof. Wiesław Godzic twierdzi, że „taki styl dziennikarstwa (jaki zaprezentowała Karolina Lewicka – przyp. bt) jest nam ogromnie potrzebny, on nie jest wulgarny ani brutalny, jest tylko dosadny”.
To jest kwestia wrażliwości. Może prof. Wiesław Godzic ma odmienną wrażliwość. Nie wyobrażam sobie, kiedy byłem dziennikarzem „Wolnej Europy”, żebym rozmawiał np. z gen. gen. Kiszczakiem lub Jaruzelskim i potraktował ich z obcasa, jak Karolina Lewicka odnosiła się w stosunku do prof. Glińskiego. To jest minister legalnie powołany do rządu wybranego wolą większości społeczeństwa i traktowanie go wręcz jako agresora jest dla mnie czymś niepojętym.
Medioznawca prof. Godzic interpretuje, że dziennikarka spotkała się z syndromem Telewizji Trwam. „Dziennikarz w TV Trwam, przeważnie duchowny, >współgra< z gościem, jest to doskonale połączony team. Oni wszyscy myślą tak samo i nikt ich nie naciska, i nie zadaje niewygodnych pytań”.
Mnie się wydaje, że to jest zasadnicze nieporozumienie. Żeby prowadzić problemową rozmowę ze swoim gościem nie trzeba być agresywnym i wulgarnym. Można to robić w sposób kulturalny. Pani Lewicka pewnie za swoich mistrzów uważa Monikę Olejnik czy Tomasza Lisa. Dziennikarka TVP Info przyjęła aprioryczne założenie, że minister kultury chce wprowadzić w Polsce cenzurę - i Bóg jeden wie co jeszcze - i żądała od niego, aby potwierdzał jej oczekiwania. To jest oburzające.
Prezes TVP Janusz Daszczyński zawiesił Karolinę Lewicką, ale tylko w prowadzeniu programu „Minęła dwudziesta”. Presserwisowi tłumaczył, że dziennikarka wobec swojego gościa zachowała się w niewłaściwy sposób. „Sposób prowadzenia wywiadu odbiegał zdecydowanie od standardów, które obowiązują w telewizji publicznej”. Równocześnie ten sam Janusz Daszczyński podpisał protest dziennikarzy TVP Info wobec stwierdzenia ministra kultury, że „to jest program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się zmieni. Ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna”. Schizofrenia czy próba wazeliniarstwa wobec nowej władzy?
Schizofrenia? Niewątpliwie tak. Wazeliniarstwo? Pytanie, czy wobec nowej władzy czy tych, którzy tę władzę kontestują. Wydaje się, że prezes TVP zachował się wedle zasady „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Ale logiki w tym nie widzę.
Uczyłbyś swoich studentów takiego dziennikarstwa?
Gdybym analizował studentom ten wywiad, to tylko jako przykład, jak nie należy przeprowadzać rozmów z osobami publicznymi. Dla mnie to jest antywzór.
Sprawą zajmuje się teraz Komisja Etyki TVP. Jakie rozstrzygnięcie przewidujesz?
Czy należało tę dziennikarkę ukarać odsunięciem od mikrofonu? Myślę, że na jakiś czas tak. Nie chciałbym wyprzedzać decyzji komisji, bawić się w sędziego, ale ona złamała klasyczne reguły, stanowiące, że rolą dziennikarza nie jest rola śledczego …
… z Pałacu Mostowskich, siedziby policji.
No tak. Rolą dziennikarza jest bycie pośrednikiem miedzy rozmówcą, a widownią. Nie oznacza to oczywiście, że dziennikarz powinien być stojakiem do mikrofonu czy podnóżkiem, tylko partnerem. Takim, który prowadzi dialog w sposób kulturalny i merytoryczny. Tutaj tego zabrakło.
Tematem rozmowy Karoliny Lewickiej z ministrem kultury był skandal wokół spektaklu „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu, finansowanym z pieniędzy publicznych. Czy minister kultury powinien ingerować w repertuar teatralny?
Tego wątku dziennikarka nie potrafiła pociągnąć, bo nie pozwoliła ministrowi na wyartykułowanie swojego stanowiska. Rzeczywiście próba zdjęcia spektaklu przed jego premierą oznacza cenzurę prewencyjną. Mnie się podoba odpowiedź Dolnośląskiego Urzędu Marszałkowskiego do resortu kultury, w której napisano: „Nie możemy wykluczyć, że zamieszanie medialne wokół spektaklu jest zaplanowanym zabiegiem marketingowym mającym na celu zwiększenie zainteresowania premierą”.
To była klasyczna prowokacja.
Tak też uważam. Prowokacja, zapowiedź seksu na scenie, aby ludzie zaczęli chodzić do teatru. To jest prymitywne, bo przecież pornosy bez ograniczeń są dostępne w Internecie. Mnie się wydaje, że zderzyły się dwa systemy wartości, dwa sposoby pojmowania wolności, wywodzące się ze starożytnej Grecji. Wolności pozytywnej, libertas, która zakłada przyjmowanie odpowiedzialności za swoje decyzje i oddanie części swojej wolności w imię dobra wspólnego, a z drugiej strony wolności pojmowanej jako samowoli. Wolności anarchistycznej. Wypowiedź Krzysztofa Mieszkowskiego, dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu i zarazem posła Nowoczesnej Ryszarda Petru szła w tym kierunku: hulaj dusza piekła nie ma. Jestem wolnym artystą, mogę robić, co chcę. Minister kultury powinien mieć jednak wpływ na to, na co daje pieniądze.
