- Czy koleżanki i koledzy po fachu pomagają w promocji książki? Dziennikarce jest łatwiej? A może działa zawodowa zazdrość?

- Nie mogę narzekać. Zainteresowanie jest duże, oczywiście także z racji bohatera książki. Dostaję zaproszenia nie tylko z mediów z Krakowa czy Warszawy, ale i z Cieszyna, Katowic czy mniejszych miejscowości.

- Dla kogoś, kto ma za sobą m.in. pracę w „Dzienniku Polskim” czy w RMF Classic udzielanie wywiadu to chyba bułka z masłem?

- Przeciwnie. Po drugiej stronie mikrofonu czuję się dziwnie. Kiedy udzielam wywiadu, muszę się np. pilnować, żeby nie przejąć inicjatywy dziennikarza prowadzącego rozmowę. Jest trudniej, niż mi się kiedyś wydawało. Poza tym zawsze jestem z czegoś niezadowolona, znam w końcu tę pracę od drugiej strony. Zdaję sobie sprawę nawet ze szczegółów, które można by poprawić.

- Zainteresowanie kolegów-dziennikarzy jest jednak miłe.

- Niewątpliwie. Nie spodziewałam się, że będzie taki odzew. Szczególnie miłe i ważne są natomiast zaproszenia od ludzi, którzy Wojciecha Kilara znali, z miejsc, które były dla niego wyjątkowo ważne. Dlatego bardzo ucieszyłam się, gdy pani pracująca w gazetce parafialnej z Brynowa (dzielnicy Katowic), parafii bohatera mojej książki poprosiła mnie o zgodę na przedruk fragmentów biografii. Albo zaproszenie od przedstawiciela kopalni Wujek, istotnej w życiorysie  kompozytora, bo Kilar skomponował muzykę do filmu „Śmierć jak kromka chleba” i był członkiem Społecznego Komitetu Realizacji tego filmu.

- Zdarzają się wpadki czy trudne rozmowy?

- Rzadko, ale czasami rozmawiający ze mną dziennikarze są kompletnie „zieloni”. Nie czytali książki, a opowiadają na jej temat niestworzone rzeczy. Zdarzyła mi się w radiu rozmówczyni, która atakowała mnie za to, czego rzekomo w książce nie ma, choć biografii Kilara nie przeczytała. Na szczęście dałam sobie z nią radę. Przyznała, że książkę jedynie przejrzała przed programem.

- A jak się godzi pisanie tekstów dziennikarskich i książki z prowadzeniem prywatnego przedszkola oraz szkoły?

- Zawsze miałam ADHD. Możliwość napisania dziennikarskiego tekstu o muzyce, którą zajmuję się od lat, to znakomita odskocznia od codziennych absorbujących zajęć w szkole czy przedszkolu. Bez dziennikarstwa trudno byłoby mi je wytrzymać.

- Jednak o stałym etacie w mediach nie ma mowy.

- Nie o to chodzi. Ważne, że mogę pisać o tym, o czym chcę i wtedy, kiedy mam coś do powiedzenia. Takie dziennikarstwo muzyczne daje mi prawdziwą wolność. Sama dysponuję i tematem, i czasem.

- A jak długo trwało przygotowanie książki?

- Jakieś 1,5 roku zbierania materiałów i pół roku samego pisania. I to tylko dlatego, że wiele informacji miałam już wcześniej, bo  napisałam doktorat o muzyce filmowej Wojciecha Kilara.

- Czemu dziennikarze biorą się za pisanie książek? Z samego dziennikarstwa tak trudno wyżyć?

- Od tak dawna nie pracuję w mediach na etacie, że trudno mi powiedzieć, czy z mediów da się dziś wyżyć. Książki piszemy zresztą chyba nie z powodów finansowych, raczej dlatego, że mając w zanadrzu fascynującą, ale dłuższą historię, nie możemy się powstrzymać, by nie opowiedzieć jej czytelnikom. A kiedy interesujących materiałów jest sporo, to – skoro uwielbiamy pisać - powstaje książka.

Rozmawiała Ewa Łosińska

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl