Z dr Tomaszem Rożkiem o kontynuacji kultowego programu telewizyjnego „Sonda” rozmawia Błażej Torański.

Oglądał Pan jako nastolatek w Telewizji Polskiej kultowy program „Sonda”?

Pamiętam obrazy, podobało mi się, ale nie oglądałem świadomie. Nie czekałem przez cały tydzień do czwartku na kolejny odcinek. Chyba byłem za młody.

Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński do chwili swej tragicznej śmierci nakręcili 490 odcinków. Powtarzane były na różnych kanałach, ostatnio w „TVP Historia”.

Powtórki oglądałem wielokrotnie.

Na czym polegał fenomen „Sondy”?

Na kilku wartościach. Pokazywali nowoczesne technologie, miejsca, do których nieliczni mieli dostęp wtedy – i mają dziś – świat, jakiego większość Polaków w PRL nie widziała. Dzisiaj dzięki Internetowi, telewizjom kablowym i tematycznym świat ten już tak bardzo nie zaskakuje. Tematy, jakie poruszali, rzadko pojawiały się w telewizji publicznej. Dominowały dyskusje polityczne, gospodarcze, rolnicze, ale programów bez otoczki propagandowej było niewiele. „Sonda” była powiewem świeżości. No i kwestia konwencji prowadzenia programu. Autorzy opowiadali na luzie o ciekawych sprawach. Tym też się wyróżniali, bo inni prowadzili w tym czasie programy, jakby połknęli kij. W „Sondzie”, jak trzeba było, opowiadając na przykład o GMO, dziennikarze przebierali się  za stracha na wróble, albo rozkładali w studiu ogromną trampolinę i pokazywali ugięcia czasoprzestrzeni. Takich programów w PRL nie było.

Program był siermiężny, bo budżet niski. Zawiłości fizyki, matematyki czy przyrody Andrzej Kurek ze Zdzisławem Kamińskim wyjaśniali na przykładach doświadczeń domowych. Jeden z nich wchodził w rolę sceptyka, drugi entuzjasty i dyskutowali, robili spektakl. Bez konstatacji. Wnioski wyciągali widzowie.

Rzeczywiście nie podawali wniosków ani tez na tacy. Wymieniali argumenty, a widz sam sobie wyrabiał zdanie. W komunistycznej telewizji poza tym programem było to nie do pomyślenia. Nawet debaty czy dyskusje w innych programach były całkowicie malowane, reżyserowane. Niby kilka osób prowadziło spór, ale od początku do końca wiadomo było czym on się skończy. Na dodatek, jakby się wsłuchać w ten pozorny spór, wszyscy mówili to samo. A w „Sondzie” dwóch panów autentycznie wymieniało poglądy i – co więcej – nie traktowali widzów, jak idiotów, tylko jakby mówili: „Poznałeś nasze poglądy, wnioski wyciągnij sam”. Co do siermiężności, owszem, z naszego punktu widzenia tak to wygląda. Ale w tym czasie program był bardzo nowoczesny. Nie było grafik czy wirtualnego studia, ale wtedy nigdzie tego nie było, nie pozwalała na to technologia. Przy możliwościach technicznych telewizji na przełomie lat 70. i 80. autorzy „Sondy” dokonywali cudu.

„Sonda” wyprzedzała swoje czasy. Autorzy byli proroczy. W jednym z programów, a było to wiele lat przed Internetem,  Andrzej Kurek mówi: „Ja myślę o zupełnie innym rozwiązaniu … Po co w ogóle jeździć? Po co ludzie mają jechać do tego biura? Przecież tak na prawdę wystarczy, jeśli zamiast nich powędruje tam informacja”.

W domach każdego z nas Internet pojawił się wiele lat później. Kurek myślał o powszechnym dostępie do sieci komputerowej, jak tlen w powietrzu. O tym, że ludzie będą mogli przez nią pracować. W latach 70. taka wizja musiała zadziwiać i możliwe, że wielu widzów jej niedowierzało. Gdyby jeszcze uwzględnić uwarunkowania polityczne, w jakich tkwiła Polska, to był totalny kosmos. Rzeczywiście Kamiński i Kurek wielokrotnie próbowali przewidzieć przyszłość.

Niejednokrotnie im się to udawało.

W tym przypadku tak, choć moim zdaniem potencjał Internetu jest nadal niedoceniany. Ludzie nadal chodzą do pracy, choć wielu z nich mogłoby ją wykonywać w domu albo gdziekolwiek indziej. Pokazuje to, że technologia rozwija się znacznie szybciej niż nasze umysły i przyzwyczajenia.

Autorzy „Sondy” stawiali pytania, które nadal są aktualne, jak „Skąd się wzięło życie na Ziemi?”. Niby wiele o tym wiemy, ale wciąż mamy niedosyt. Będzie Pan w swojej „Sondzie2” drążyć te same pytania, konfrontować?

Chcę te pytania kontynuować. Nie będę zastępować Kurka i Kamińskiego. Nie będzie to remake, powtórka. To będzie ciąg dalszy tego, co oni rozpoczęli. W nowych warunkach i z nowymi możliwościami. Chcę sprawdzić, co z tamtych przewidywań się sprawdziło, a co nie. Jak wyglądał tamten świat, a jak wygląda on dzisiaj. Powiedział pan, że oni ze sobą dyskutowali, a widz musiał sam wyciągnąć wnioski. Ja też będę dyskutował, częściowo z nimi. Z ich wizjami, przewidywaniami albo komentarzami. Często, opowiadając o przyszłości,  fantazjowali. Jedne z tych przewidywań się sprawdziły, inne nie. Pamiętam, jak w jednym z odcinków snuli dywagacje na temat poruszania się ludzi w transporcie prywatnym. Że powierzchnia drogi nie będzie ich przytrzymywała, że na krótkich odcinkach będą się wzbijać w powietrze. Taka wizja latania z pracy do domu pojawiała się już w latach 40. Amerykańskie firmy produkowały nawet prototypy samochodo–samolotów. Wiemy, że to się nie sprawdziło, choć w nowoczesnych miastach przestrzeń powietrzna jest wypełniona, nie przez latające samochody, ale przez pojazdy jeżdżące na wielopiętrowych autostradach. Podświadomie czuli – i nadal to czujemy – ze w dużym mieście ruch jest na tyle duży, że powierzchnia samej drogi nie wystarcza. Kurek z Kamińskim myśleli, że będziemy latali, a my wiemy, że lepiej wybudować piętrowe drogi. Ich wizje nie brały się „z palca”, wynikały z wyobrażeń o przyszłości. Niektóre okazały się złudne, ale to nie znaczy, że oni byli ignorantami i rzucali pomysły na wiatr. To znaczy tylko tyle, że świat zmienia się w kierunkach nieprzewidywalnych. W moim programie będzie wiele płaszczyzn dyskusji. Widza będę chciał zostawić z niedopowiedzeniem „co dalej?”.

Z pewnością będzie Pan stawiać pytania: skąd wzięliśmy się? Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? „Sonda” Andrzeja Kurka i Zdzisława Kamińskiego miała jeszcze jedną wartość: nowinki techniczne przekładali na życie praktyczne. Pójdzie Pan tym samym tropem?

Chciałbym bardzo, żeby w „Sondzie 2” ten element był silny. Żeby opowiadać nie tylko o tym, co mamy i kto to zrobił, ale i próbować odpowiedzieć na pytanie: „Po co to robimy”. To jest ważne, bo nie jest tak, że ludzie coś robią „po nic”. Wszystko robi się „po coś”. Bywa, że zaczynamy jakieś badania mając inną motywację, aniżeli na końcu tej pracy. Z czasem zaczynamy dostrzegać potencjał tego, czym się zajmujemy. Oni, opowiadając o zjawisku próbowali je pokazać w studiu w prosty sposób. Być może wynikało to z ograniczeń technologicznych, bo Telewizja Polska lat 70., a nawet 80. nie była w stanie wyprodukować np. trójwymiarowej animacji czy hologramu. Dzisiaj można to zrobić. Ale w tej mierze także chciałbym nawiązywać do „Sondy”, aby mój program nie był przeładowany nowoczesną  technologią, wirtualnym studiem, animacjami, grafikami, bo wydaje mi się, że te zabiegi stają się coraz mniej wiarygodne. W animacji można przecież pokazać dziś wszystko. Jeżeli natomiast przeprowadzę w studiu eksperyment, który każdy będzie mógł powtórzyć w domu, będę bardziej wiarygodny i przy okazji nawiąże do stylistyki, w jakiej o nauce opowiadali Andrzej Kurek i Zdzisław Kamiński.

Świat wokół nas stosunkowo łatwiej wytłumaczyć, aniżeli tajemnice mózgu. Sięgnie Pan także do wnętrza człowieka?

Wielokrotnie będziemy pokazywać mózg człowieka i rozmawiać o wyzwaniach związanych chociażby z genetyką. Chcę opowiadać o sztucznej inteligencji czy anatomii. W zaplanowanych odcinkach tematy biologiczne będą silnie reprezentowane.

Jaka jest recepta na opowiadanie o nauce ciekawie, bez zadęcia, w prosty sposób?

Nie ma jednej. Ja staram się zrozumieć sam to, o czym mówię. W wielu wypowiedziach publicznych ludzie nie wiedzą o czym mówią. Nie wiedzą, bo brakuje im wiedzy, albo nie chce im się doczytać. Swoją niewiedzę przykrywają zgrabnymi hasłami, mową–trawą, a także trudnym, hermetycznym słownictwem. Ja staram się opowiadać dopiero wtedy, kiedy zrozumiem sam. Mam wrażenie, że odbiorca, słuchając, dosyć łatwo wyczuwa czy ktoś, kto to mówi, także rozumie. Odpowiadając panu jednym zdaniem na to pytanie: warto najpierw samemu zrozumieć, a dopiero później opowiadać innym.


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl