Z Piotrem Piotrowiczem, wydawcą „Gazety Jarocińskiego”, wyróżnionej Nagrodą im. Bolesława Wierzbiańskiego Polsko- Amerykańskiej Fundacji Wolności  w konkursie SGL Local Press rozmawia Błażej Torański.

 

W Jarocinie jest nepotyzm?

(Śmiech) Dobre pytanie. Nepotyzm jest chorobą polskich samorządów. Wielokrotnie piszemy o zjawiskach, które nie powinny mieć miejsca na lokalnym poziomie polskiej polityki, a mają. Właśnie burmistrz Jarocina wstrzymał publikację wszelkich ogłoszeń urzędowych po informacji w mojej gazecie o mianowaniu jego partnerki życiowej na stanowisko kierownika kancelarii. Równocześnie jest ona dyrektorem Wydziału Administracji Urzędu Miejskiego.

Burmistrz Adam Pawlicki pyta w tym samym tekście: „Dlaczego moja partnerka ma być wykluczona z możliwości awansu w firmie, w której pracuje już 10 lat? Tylko dlatego, że jest ze mną?”. Nie rozumie elementarnych zasad przyzwoitości?

Niestety, nie rozumie. Wybory samorządowe wygrał przytłaczającą większością głosów, a w kampanii wyborczej nawet nikomu nie przyszło do głowy, aby zapytać, jak będzie prowadził politykę kadrową? Czy będzie stosował nepotyzm. Pytanie: czy ludzie zagłosowaliby na niego, gdyby wiedzieli, że tak będzie? Przed laty ten sam burmistrz dynamicznie rozpoczął inwestycje, ale podwykonawcą wszędzie była firma jego ojca. Pisaliśmy o tym w gazecie, ale nie było żadnych reakcji, jakby się  tym nie interesował pies z kulawą nogą. Zastanawiam się, czy ludziom nie jest już wszystko jedno, kto pracuje w urzędzie: przyjaciółka czy bratanek burmistrza.

Normy etyczne w życiu publicznym tak bardzo się obniżyły?

Wiem, że tak jest. Widzę, co się dzieje. O transparentności życia publicznego i walce z nepotyzmem trzeba uczyć młode pokolenia. Jeśli ich tego nie nauczymy, będzie im wszystko jedno.

Przed laty dziennikarstwo śledcze zwiększało poczytność gazet. Jakie tematy decydują o sprzedaży „Gazety Jarocińskiej”?

Nie odkryję Ameryki: sensacje, dramaty i wypadki. Brutalne przestępstwa i przemoc w rodzinie. Tematy tabloidowe przenoszą się na kulturę zachowań. Najbardziej nie możemy sobie poradzić z komentarzami w internecie.

Z nienawiścią, wulgarnymi wpisami? 

Podam przykład. Podaliśmy informację o zapowiadanych zmianach personalnych w prokuraturze.  Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie prokurator rejonowa i krzyczy: „Co wypisujecie w internecie? Jutro wezwę was na przesłuchanie”. Żałuję, że tego nie nagrałem, bo miałem poczucie, jakby się cofnął czas, jakbym nadal żył w peerelu. Prokurator pomyliła tekst dziennikarski z hejtem, który się pod nim znalazł. Za komentarz wulgarnego czytelnika, nazywający ją „komunistyczną marionetką”, obwiniła redakcję. Stosujemy regulamin zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Każdy, kto czuje się urażony wpisem pod artykułem, może złożyć wniosek, a my ten komentarz usuniemy. Nie dyskutujemy czy ma rację, czy nie. Wystarczy, że poczuł się urażony. Ale zaraz potem czytelnicy komentują, że w ten sposób ingerujemy w ich wolność wypowiedzi, stosujemy cenzurę. Każdy ma inne poczucie.

Z poczuciem trudno dyskutować.

No właśnie. W tym przypadku wystarczyło, że prokurator przesłałaby do mnie wniosek drogą elektroniczną. To zaledwie jedno kliknięcie. Usunęlibyśmy  jak najszybciej. Jak tymczasem zachowują się ludzie pełniący funkcje publiczne w Polsce lokalnej? Obrażony burmistrz wstrzymuje publikację ogłoszeń, aby nas ukarać finansowo, a prokurator dzwoni z groźbą: „Ja tobie pokażę. Będziesz ciągany na przesłuchania”. Dziennikarze lokalni żyją pod o wiele większą presją, aniżeli w mediach ogólnopolskich.

To oczywiste, bo mijacie się na ulicy, kupujecie w tym samym sklepie, spoglądacie sobie w twarz.

Dokładnie. Wydaję gazetę od 26 lat. Tak długie utrzymywanie się na rynku dowodzi, że mamy zaufanie czytelników, bo jesteśmy rzetelni, weryfikujemy źródła, działamy zgodnie z zasadami etyki. Gdyby było inaczej, przestaliby kupować gazetę i zaglądać na stronę internetową. Na portalu „Gazety Jarocińskiej” mam 100 tysięcy unikatowych użytkowników i milion siedemset tysięcy odsłon miesięcznie. We wszystkich portalach odpowiednio: 400 tys. i blisko 7 mln odsłon. Dowodzi to, że rozwijamy się we właściwym kierunku. Bo przecież nie opisujemy wyłącznie krwawych, dramatycznych historii, ale głównie sprawy publiczne, ważne dla lokalnych społeczności. Zwłaszcza związane z samorządem. Ale te ostatnie przestały już tak bardzo interesować czytelników, bo wszyscy mają wodociągi, kanalizacje, telefony, chodniki, oświetlone drogi, a przy szkołach boiska, więc myślą sobie, co jeszcze samorząd może mi dać?

Samorządowcy udźwignęli rozwój infrastruktury, ale czy wytrzymali próbę czasu w postawach etycznych?

Nie, nadal popełniają nadużycia. Do największych porażek samorządu zaliczam jednak, że nie wykreował apolitycznej kadry urzędniczej, korpusu służby cywilnej.  Każdy nowy burmistrz czy starosta zatrudnia swoich ludzi. Takich, do których ma zaufanie. Niezależnie od kwalifikacji. Nie patrzy na to, że ktoś był dobrym fachowcem. Wywala go tylko dlatego, że był związany z poprzednim układem.

Jaka jest recepta na redagowanie dobrej gazety lokalnej?

Nasza nagroda w konkursie Local Press dla najlepszej gazety lokalnej roku jest znakiem czasu. Zebraliśmy najwięcej nagród i nominacji dzięki nowym technologiom. To jest sygnał dla innych wydawców, że warto stawiać na multimedia, na przekaz nowoczesny, trafiający do maksymalnego grona odbiorców. Nie tylko tych, którzy czytają wydanie papierowe. Musimy rzetelnie informować, komentować, co jest dobre, a co złe w życiu lokalnej społeczności, kontrolować władzę samorządową, ale  równocześnie nie mieszać się do polityki!





 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl