Z Bronisławem Wildsteinem o przekraczaniu granic kompetencji na przykładzie sprawy Tomasza Zimocha rozmawia Błażej Torański.
Interesujesz się piłką nożną?
Bardzo oględnie mówiąc: nie.
Nie pamiętasz barwnych, plastycznych porównań i metafor świetnego komentatora sportowego, także futbolu, Tomasza Zimocha?
Nie.
Nie słyszałeś o takim sprawozdawcy? Ma setki tysięcy fanów, niczym Jan Ciszewski czy Bohdan Tomaszewski. Czytałeś wywiad, jakiego udzielił „Dziennikowi Gazecie Prawnej”?
Słyszałem. Ta historia obiła się echem, które dotarło i do mnie. Dzięki temu dowiedziałem się, że ten pan istnieje. Zahaczyłem okiem o jego blog.
W głośnym wywiadzie skomentował konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. „Za kilkanaście lat Andrzej Rzepliński będzie bohaterem narodowym”, mówił. Skrytykował zmiany, do jakich doszło w Polskim Radiu. Że rozstano się z doświadczoną dziennikarką, która przechodzi do rozgłośni komercyjnej. Że rozmowy z politykami zaczęli prowadzić dziennikarze bez doświadczenia radiowego. Wywiad z prezesem PiS, który został nagrany poprzedniego dnia poza studiem radiowym, nazwał propagandą.
Dlaczego mam się odnosić do wypowiedzi komentatora sportowego, który wykracza poza obszar swoich kompetencji i dotychczasowej aktywności? Tomasz Zimoch stał się sławny, bo żyjemy w śmiesznym świecie. Rola sportu jest w nim radykalnie przesadzona. Śmieszne jest również to, że ludzie, którzy o świat sportu się ocierają – jak komentatorzy – uzyskują szczególne kompetencje do oceniania naszej rzeczywistości. W ogóle mnie nie interesuje, co ten pan wygaduje. I nie chodzi o to, że zamierzam mu odbierać prawa do obywatelskiego zaangażowania. Chodzi mi o to, ze wypowiada się on stronniczo jak ekspert od Trybunału Konstytucyjnego, którym nie jest i oburza się tym, co dzieje się w Polsce w stosunku do mediów i dziennikarzy. Jakoś nie przypominam sobie, aby oburzał się przez ostatnie sześć lat, kiedy czyszczono media publiczne z wszystkich choćby nieco krytycznych wobec władzy. Gdzie był, kiedy rząd polski doprowadził do tego, że gazeta „Rzeczpospolita” sprzedana została za kredyty biznesmenowi bez pieniędzy, ale za to dobrze ustosunkowanemu? Nie słyszałem jego głosu, kiedy z powodów politycznych niszczono „Uważam Rze”, jeden z najbardziej czytanych w Polsce tygodników. Po pierwsze: nie widzę żadnych specjalnych kompetencji tego pana poza światem sportu. Po drugie: nie widzę u niego żadnych kompetencji obywatelskich. Wiem tylko, że radykalnie się wypowiedział, mówił o stanie wojennym.
O polityczno-prawnym konflikcie powiedział tak: „Frasyniuk ma rację, to jest stan wojny”.
Stan wojny, to coś innego aniżeli stan wojenny, czyli odniesienie się do bardzo konkretnego, ponurego wydarzenia w polskiej historii. Nie pamiętam też, aby pan Zimoch – w przeciwieństwie do Władysława Frasyniuka – był wtedy zaangażowany i w stanie wojennym walczył o prawa obywatelskie. Skoro jednak mówił o stanie wojny, to tacy ludzie, jak on, Tomasz Zimoch, ten stan organizują. Podsumowując: nie widzę powodu, aby zajmować się wypowiedzią tego pana.
Zarząd Polskiego Radia zawiesił Tomasza Zimocha w pełnieniu obowiązków służbowych i odsunął od komentowania piłkarskiego EURO 2016 oraz igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Zarzucono mu, że swoimi wypowiedziami i gestem naruszył dobre imię nadawcy i złamał zasady etyki zawodowej. Podjąłbyś podobna decyzję wobec swojego dziennikarza, kiedy kierowałeś Telewizją Polską?
Nie wiem. Musiałbym ocenić konkretne wydarzenia. Powtórzę: ten pan wypowiedział się poza sferą swoich kompetencji. W każdym tego słowa znaczeniu, także moralnym, bo nie uczestniczył przed ostatnimi wyborami i wymianą władzy w jakiejkolwiek próbie krytyki rzeczy, które tego wymagały. Skandalem było inwigilowanie przez poprzednią władzę dziennikarzy i niszczenie krytycznych autorów. Domniemuję, że Tomasz Zimoch postanowił zostać bezbolesnym męczennikiem, bo przestało mu się układać w medium, w którym pracował. Teraz, aby zostać bohaterem, intelektualistą i ekspertem we wszystkich możliwych dziedzinach wystarczy powiedzieć, że „Kaczyński jest świnią, a Duda łajdakiem”. To jest prosta kariera i wydaje się, że ten pan postanowił ją zrobić. Nie będę komentował działań Zarządu Polskiego Radia, nie jestem w nim, byłem wobec nich krytyczny, dawałem temu wyraz.
Jakie są wobec tego dopuszczalne granice wypowiedzi dziennikarza? Wedle Europejskiego Trybunału Praw Człowieka „dziennikarz ma prawo, ale także i obowiązek komentowania spraw o znaczeniu publicznym”. Zimoch je przekroczył?
To nie jest sprawa oczywista. Granice narzuca nam kultura, normy cywilizacyjne i obyczajowe. Nie powinniśmy obrażać naszych przeciwników. W Polsce dziennikarze wielokrotnie to robią. Są też standardy. Dziennikarz czy komentator powinien się wypowiadać o sprawach, które zna, nie deformować obrazu swoich przeciwników, ale polemizować z tym, co jest. Norm jest wiele, ale nie są one proste do stosowania. Teraz mamy do czynienia z serią zachowań celebrytów dziennikarskich, którzy nie znają żadnej miary w wypowiedzi. Tego przykładem jest Tomasz Lis, który już w TVP łamał wszelkie możliwe zasady. To dzięki podobnym wypowiedziom Tomasz Zimoch szeroko zaistniał, o co mu pewnie chodziło. Ja się nim zajmować nie mam zamiaru.
Oburza Cię, jeśli dziennikarze biorą udział w wojnie politycznej?
Nie tylko biorą udział, ale sami ją organizują. Weźmy taką „Gazetę Wyborczą”. Nie przedstawia ona rzeczywistości. Nie jest gazetą, tylko organem politycznym, tworzy projekt ideologiczno-polityczny. To, niestety, nie jest tylko problem Polski. Dziennikarze, zamiast pokazywać świat w jego złożoności, uczestniczą w bojach politycznych. Muszę się przyznać, że też w nich uczestniczyłem. Ale równocześnie próbowałem oddawać sprawiedliwość tym, z którymi polemizowałem. Nie obrażałem ich. To, że dziennikarz ma wolność wypowiedzi nie oznacza, że nie może jej oceniać jego zwierzchnik.
Dopuszczasz udział dziennikarzy w działaniach o zabarwieniu politycznym?
Nie bardzo, ale granica jest płynna. Dziennikarzem przestaje być ten, kto wychodzi z roli pokazywania rzeczywistości, jaką jest.
A ma prawo należeć do partii politycznej?
Nie ma prawa, bo jedno z drugim się kłóci. Partia ma swoje cele i dyscyplinę partyjną. Dziennikarz powinien mieć do tego dystans, kierować się lojalnością nie wobec partyjnego gremium, ale swego odbiorcy: czytelnika, widza, radiosłuchacza. Ma opisywać świat tak, jak on naprawdę wygląda.
***
