Ile godzin ostatnio spałeś?

Pięć, wystarczający czas, aby wypocząć.

Żyjesz w dużym napięciu i stresie?

Oczywiście, ale to jest bardzo dobre napięcie i zdrowy stres. Życzę każdemu dziennikarzowi, aby miał tego typu wyzwania, bo to, co teraz w Krakowie robimy jest solą dziennikarstwa. W kręgu anglojęzycznym jest piękne słowo coverage (relacja). Chodzi o to, aby oddać wydarzenie niezwykłe w całej jego złożoności, pięknie, ale też we wszystkich kontekstach i niebezpieczeństwach.

Jak wielkim wyzwaniem dla telewizji publicznej jest relacjonowanie wizyty papieża Franciszka i Światowych Dni Młodzieży?

Wyzwanie jest w złożoności tego pytania. Jako dziennikarze nieraz relacjonowaliśmy pielgrzymki papieskie  i to już było wyzwanie. Ale tym razem do wizyty Ojca Świętego Franciszka doszło niezwykłe wydarzenie: przyjazd do Polski, bo przecież nie tylko do Krakowa, młodzieży ze 180 krajów świata. To wszystko wpisane jest w kontekst światowego kryzysu związanego z terroryzmem.

Jak trudne jest – z punktu widzenia szefa regionalnej TVP – objęcie bogactwa tych wydarzeń od strony koncepcyjnej, warsztatowej, logistycznej?

Mogę być tylko szczęśliwy, że jako dyrektor oddziału regionalnego telewizji publicznej mam tego typu wyzwanie. Od zarządu TVP dostałem szansę „rozpięcia” się z ogólnopolskiego programu. Mam do własnej dyspozycji 17 godzin programu dziennie! Mogę pokazać, czym powinna być  telewizja regionalna, jeśli ma możliwości ciągłego nadawania przez siedemnaście godzin. Żeby pokazać bogactwo wydarzeń i być medium towarzyszącym: nie tylko relacjonować msze, spotkania papieskie, ale i wszystko to, co – związanego ze Światowymi Dniami Młodzieży – dzieje się w Krakowie i w regionie.

Dajesz radę? Nie zaliczasz wpadek?

Na razie wyłącznie takie, które mają swój urok. Mam pierwsze badania telemetryczne i przy wszystkich ich wadach już wiem, że oglądalność TVP Kraków wzrosła czterokrotnie. Wielu ludzi ogląda nasz program. Gdyby mieli perfekcyjny przekaz mieliby wrażenie, że nie oglądają prawdy. Potknięcia, wpadki, błędy ortograficzne na pasku, to jest absolutnie naturalne przy takim, jak nasze, tempie pracy. Nie obniża to jednak jej jakości.

Masz poczucie, że Polacy koncentrują się w tych dniach wokół telewizji publicznej?

Myślę, że tak. Tego typu wydarzenia pokazują, dlaczego telewizja publiczna jest potrzebna. Bo komercyjny zysk z tego typu przekazów jest żaden. Przerywanie tego programu reklamami – a wiadomo, jakie produkty są głównie reklamowane w telewizjach prywatnych – byłoby zgrzytem. W moim przekazie jedyne przerywniki reklamowe są także związane z misją. Promujemy turystykę, kraj i region.  Cały czas na antenie komentujemy te wydarzenia w poczuciu odpowiedzialności. Wystarczy porównać, jak o Światowych Dniach Młodzieży mówią media komercyjne, a jak publiczne. Dla prywatnych stacji najważniejsze jest, że papież się potknął albo ktoś znalazł porzucony plecak i nie wiadomo, co w nim jest …

… albo pomyłka tłumacza, kiedy papież przemawiał z okna. Zamiast „Nie róbcie zbyt dużo hałasu w nocy” powinno być: „Hałasujcie całą noc!”.

No właśnie. Dla nas nie są to żadne smaczki. Trzeba się skupić na tym, co jest absolutnie niepowtarzalne, wyjątkowe i ważne. Nie można – jak uczyniło to wiele mediów komercyjnych – przedstawić wystąpienia Ojca Świętego na Wawelu przez wyrwanie jednego zdania z kontekstu: „Potrzebna jest gotowość przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu". Jeśli na tym zdaniu buduje się cały przekaz tego, co papież ma Polakom do powiedzenia, to jest to kompletne pomieszanie pojęć.

Jako dziennikarz – i katolik – uczestniczyłeś we wszystkich pielgrzymkach Ojców Świętych do Krakowa. Jakie przesłanie papieża Franciszka uważasz za najważniejsze?

Zdecydowanie za wcześnie, aby o tym mówić, ale już z wystąpień na Wawelu, w Częstochowie i na krakowskich Błoniach widać, że jest to podobne przesłanie, jakie miał dla nas papież Benedykt XVI. Z jednej strony jeden i drugi wyrażają ogromne uznanie dla Polski, jako kraju silnie osadzonego w tradycji katolickiej i szacunku dla rodziny. Z drugiej słyszymy oczekiwanie: Bądźcie dla nas, katolickiej Europy, oparciem. Niezależnie, jakby to nie zabrzmiało, jesteśmy nadzieją chrześcijaństwa. Myślę, że nie należy tego traktować jako pochwały czy kadzenia, ale jako wyzwanie. Nieprzypadkowo Franciszek powtarza dwa słowa klucze – pamięć i tożsamość –  które kojarzą nam się z Janem Pawłem II.  Powinniśmy wziąć sobie do serca, żeby na „dobrej pamięci” budować nasza przyszłość. To jest ogromnie ważne przesłanie dla Polaków. Ale pamiętajmy, że są to Światowe Dni Młodzieży, więc jest to także mocne wezwanie do czynienia dobra, do miłosierdzia, do realizacji chrześcijańskiego pozytywizmu. Jest to o wiele głębsze, aniżeli wezwanie do przyjęcia uchodźców.

Marcin Meller napisał na Facebooku, że jego – niewierzącego – Franciszek ujmuje i porusza. „Chciałbym mieć dar wiary, by za jego sprawą zostać katolikiem”. Czy po wizycie papieża Franciszka w Polsce będzie więcej katolików?

Statystycznie to się nie zmieni, ale mam nadzieję, że będziemy lepszymi katolikami. Nie bardzo wierzę, ze tego typu wydarzenia kogoś nawrócą. Jeśli jednak większość tych, którzy na co dzień uważają się za katolików, będą w swoim codziennym życiu lepszymi ludźmi, to może w dłuższej pespektywie umocnić chrześcijaństwo nie tylko w Polsce.

Pięć i pół tysiąca dziennikarzy, dziesiątki kamer, ale wielu pielgrzymów relacjonuje polskie wydarzenia smartfonami na cały świat. Czy zmieni się postrzeganie Polski w świecie?

To jest gigantyczna promocja. W naszych przekazach pokazujemy też rolę mediów społecznościowych. To jest niesłychanie optymistyczny, dobry przekaz. Za naszego życia nie będzie drugiej takiej okazji do wypromowania pozytywnego obrazu Polski na świecie. A wiadomo, że z tym mamy problem.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl