Z Januszem Ansionem o tym, jak wicemarszałek Sejmu próbuje zniszczyć lokalną gazetę, rozmawia Błażej Torański.
Janusz Ansion, wydawca i redaktor naczelny „Kuriera Słupeckiego”. Rocznik 1965. Z zawodu zegarmistrz, z zamiłowania grafik (autor plakatów, ilustracji). W 2003 roku przejął wraz zespołem upadający po bankructwie 4Media tygodnik, tworząc „Kurier Internetowy Słupecki". Hobby: windsurfing, tenis - Mistrz Polski Dziennikarzy 2011 w kategorii +45.
Wytoczył Pan wojnę Eugeniuszowi Grzeszczakowi, wicemarszałkowi Sejmu, który złożył do sądu pozew przeciwko gazecie o ochronę dóbr osobistych. Nie boi się Pan, że puści „Kurier Słupecki” z torbami?
Jesteśmy przekonani do swoich racji i mamy poparcie czytelników. Na ulicy spotykamy się z wyrazami szacunku, ale i zaskoczenia, niedowierzania, że w powiecie - rządzonym wyłącznie przez PSL - ośmieliliśmy się obnażyć naszą lokalną świętość, polityka znanego na całą Polskę. „Kurier Słupecki” jako pierwszy w powiecie stawił tak silnie czoła nepotyzmowi. Jakby nie było, wicemarszałek utrzymuje się z naszych podatków. Chcielibyśmy więc, aby postępował etycznie, był wzorem.
Gdzie są źródła konfliktu?
Ponad rok temu władza opanowana przez PSL zaproponowała nam uległość, abyśmy pisali o tym, czego oczekują. Spotkałem się nawet z szantażem. Na wernisażu mojego ojca podszedł do mnie przedstawiciel starostwa i powiedział: „Albo będziesz pisać o nas dobrze, albo wycofamy ci wszystkie zlecenia reklamowe”. I tak się stało.
Władza zaczęła zlecać reklamy „Głosowi Słupcy”, gazecie Michała Grzeszczaka, syna wicemarszałka? Redakcja ma siedzibę pod tym samym adresem, co biuro poselskie ojca, Eugeniusza Grzeszczaka, zarządy powiatowy i miejsko-gminny PSL oraz Forum Młodych Ludowców …
Rodzinna gazeta, wspierana przez ojca i matkę Michała Grzeszczaka, powstała dwa lata temu, zaraz po tym, jak w „Kurierze Słupeckim” zdecydowaliśmy się na pełną niezależność i odcięcie się od pieniędzy samorządowych. Przejął je „Głos Słupcy”, który broni urzędników i atakuje nas.
PSL jest partią rodzinną.
Śmiejemy się z hasła „Człowiek jest najważniejszy”, parafrazując je: „ … byle z PSL-u”. Sami swoi. Ale co gorsze, do nagonki na naszą redakcję dołączyła telewizja kablowa Słupcy. Etyka dziennikarska jest tam w zaniku, gdyż mieszają nagminnie informacje z reklamą. Są opłacani przez Urząd Miasta i byli przez Starostwo Powiatowe stałą, roczną opłatą abonamentową. Nikt nie wie, co w ich programie jest reklamą, PR-em urzędników, a co informacją i nikt z tego powodu nie ma wyrzutów sumienia. Starosta nie rozumie, czym jest informacja, a czym reklama, i w jaki sposób oszukuje się mieszkańców przed wyborami. Widzowie nawet nie wiedzą, za co płacą.
Wicemarszałek Sejmu wytoczył wam proces, bo napisaliście, że jako szef sztabu wyborczego PSL zasilił konto „Głosu Słupcy” sumą 120 tys. zł.
Rzeczywiście takie pieniądze przepłynęły z komitetu wyborczego PSL do firmy Cessans, wydawcy konkurencyjnego tygodnika, którego udziałowcem jest syn Eugeniusza Grzeszczaka. Trwa postępowanie sądowe.
Rozstrzygnie to sąd, ale Grzeszczak twierdzi, że przelewał synowi pieniądze prywatne, które uzbierał wśród rodziny i znajomych. Czy partia, która dostaje dotacje ze skarbu państwa może według Pana odróżnić w kasie wyborczej pieniądze prywatne od publicznych?
Oczywiście, że nie może. Rozmawiałem z Krzysztofem Lorentzem, dyrektorem zespołu kontroli finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych w Państwowej Komisji Wyborczej. Potwierdził, że po wpłacie na konto wyborcze partii, korzystającej z dotacji budżetu państwa, pieniądze przestają być prywatne.
Z ujawnionych niedawno przez media afer PSL wynika, że politycy tej partii często mylą prywatne z publicznym.
Nie muszę sięgać do przykładu afer ogólnopolskich. Żona wicemarszałka Irena Grzeszczak, dyrektorka słupeckiego zespołu szkół ekonomicznych powiedziała wprost, że dała ogłoszenia swojej szkoły do gazety swojego syna i nie widzi w tym nic nieetycznego, gdyż kosztowały „tylko trzysta złotych”. Pytam: od jakiej kwoty jest to nieetyczne? Lokalne władze w Słupcy kompletnie nie rozumieją, czym są pieniądze publiczne i czym jest etyka. Politycy, moim zdaniem, w sferze wydatkowania pieniędzy publicznych narzucili bardzo niskie normy. Społeczność lokalna oglądająca ten spektakl jest apatyczna, ogłupiona, zrezygnowana, nie ma żadnych wzorców i nie potrafi już o nic walczyć.
A jednak „Kurier Słupecki” podjął walkę z lokalną władzą. Ma Pan jakiekolwiek szanse na zwycięstwo?
Wierzę, że odważnie prezentowane przez redakcję zdanie, korzystanie z wolności słowa, nie skutkuje w Polsce niszczeniem gazet. Ledwie wybroniliśmy się z zagrożenia więzieniem z paragrafu 212 kodeksu karnego. Teraz pozostaje nam walczyć w sądzie o swoje racje, aby uniknąć ogromnej dolegliwości finansowej. Wicemarszałek Sejmu domaga się bowiem 30 tys. zł odszkodowania i przeprosin w kilku ogólnopolskich gazetach.
Czy Panu się ta wojna opłaca? Żądanie wykupienia przeprosin w ogólnopolskich gazetach to próba zniszczenia „Kuriera Słupeckiego”, koszty ogłoszeń sięgają dziesiątek tysięcy złotych.
Walczymy o ideę, nie kalkulujemy, czy to się opłaca. Gazeta jego syna czeka, aby zdobyć rynek. Polityk z pozycją ogólnopolską powinien się od takich działań odciąć. Zdaniem przedstawiciela Helińskiej Fundacji Praw Człowieka, sprawą powinien zainteresować się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Taki biznes z góry wplątany jest w sieć zależności samorządowo-politycznych i z tego korzysta. Oskarżając nas o pomówienia, wicemarszałek nie ma najmniejszych skrupułów, by sięgać do paragrafu 212 kodeksu karnego, którego politycy PSL domagali się wykreślenia. Zachowuje się, jak hipokryta.
Mamy zamiar podobne oskarżenie z kodeksu karnego wobec jego syna publicznie podrzeć i pokazać na czym polega honor dziennikarzy. Od tego są pozwy cywilne.
Dominik Księski, wydawca i redaktor naczelny tygodnika „Pałuki” ma poczucie, jakby jego dziennikarze byli korespondentami wojennymi. Pan także ma takie wrażenie?
Oczywiście. Niejednokrotnie od urzędników nie jesteśmy w stanie uzyskać podstawowych informacji. Na przykład - aby pozostać przy tym samym temacie – ile Urząd Miasta w Słupcy wydaje na gazetę Michała Grzeszczaka. Burmistrz nie odpowiedział na nasze pytania, odwołaliśmy się więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Wygraliśmy, a mimo to burmistrz nie respektuje wyroku. Do dzisiaj nie odpowiedział.
