Rozmowa z Markiem Wałkuskim o Stanach, mowie nienawiści i o tym, czego możemy się uczyć od Amerykanów.

 

 

Marek Wałkuski, rocznik 1967. W latach 1990-2002 w programie III Polskiego Radia prowadził „Zapraszamy do Trójki”. Od 2002 r. korespondent PR w Waszyngtonie. W 2011 odznaczony Srebrnym Krzyżem zasługi. 19 września b.r. ukazała się w jego książka „Wałkowanie Ameryki” (wyd. Helion).

 

Dołączył Pan do grona dziennikarzy, którzy piszą książki. Dlaczego, czy korespondencje nie wystarczyły, żeby opisać to wszystko, co Pan obserwował w Stanach?

Miałem poczucie, że to, co robię w radiu, czyli relacje do serwisów informacyjnych i reportaże oraz rozmowy na żywo, to trochę za mało, żeby przybliżyć, wytłumaczyć Amerykę. W relacjach musiałem upraszczać, posługiwać się schematami, więc żeby odbiorca miał pełniejszy obraz Ameryki, żeby ją poczuł i zrozumiał, zdecydowałem się na tę książkę.

Spróbuję scharakteryzować w kilku zdaniach – choć to niełatwe -  to, co pisze Pan o Ameryce: że tam ceni się, szanuje, demokrację, wolność, sprawiedliwość, równość wobec prawa i własność prywatną. Amerykanie są gorącymi patriotami, wierzą w Boga i w wielkość - swoją oraz swojego kraju. Czy to nie brzmi jednak trochę stereotypowo?

Tak brzmi, ale to nie są stereotypy. Amerykańskie przywiązanie do wolności ma wymiar praktyczny. Kiedy jechałem do Stanów, wydawało mi się to banałem. Nie rozumiałem dlaczego wolność amerykańska miałaby być większa niż polska, francuska, czy brytyjska,  jednak żyjąc tam, przekonałem się, że to nie jest puste słowo. Ta wolność przejawia się na każdym kroku: w prawie drogowym, wolności wypowiedzi, wolności zakładania organizacji, nawet faszystowskich, w polityce i w codziennych kontaktach z ludźmi.

Ta wolność polega między innymi na tym, że można kupić czołg, posiadać broń i grać na gitarze na Times Square bez żadnego odzienia, na golasa.

Akurat golizna w życiu publicznym w USA jest mniej tolerowana niż w Polsce czy Europie. Kowboj na Times Square występuje w bieliźnie.  W pozostałych sferach ma Pan rację.

Ale przecież nie tylko do tego sprowadza się ta wolność. Co jeszcze się na nią składa - czego nie mamy w Polsce?

W Stanach Zjednoczonych chroniona jest nawet mowa nienawiści. Amerykański Sąd Najwyższy, i to w wielu orzeczeniach - a jest on kluczowy, jeśli chodzi o interpretację prawa w Stanach Zjednoczonych - wziął w ochronę mowę nienawiści, twierdząc, że jeżeli dotyczy spraw publicznych, to powinna być dopuszczona. 

W ten sposób bardzo szeroko zakreślił granice wolności słowa. Co ciekawe w amerykańskim życiu publicznym czy w mediach mowy nienawiści jest bardzo mało. W amerykańskich portalach internetowych trudniej zetknąć się z powszechną u nas agresją słowną. Szanując wolność słowa i przesuwając bardzo daleko jej granice, Amerykanie znaleźli sposoby, aby uniknąć przenikania mowy nienawiści do życia publicznego. Stworzyli reguły, których rygorystycznie przestrzegają. Mimo, że w USA działają na przykład organizacje faszystowskie i chronione jest przez prawo głoszenie poglądów antysemickich, to nie oznacza wcale, że one w debacie publicznej występują.

Powiedział Pan, że w tamtych mediach nie ma mowy nienawiści. Jak by Pan w ogóle scharakteryzował amerykańskie media, zakres ich wolności? Czy one sobie pozwalają na tyle samo, co media w Polsce – na przykład na znieważanie czy zniesławianie polityków?

Myślę, że nie. Amerykanie są narodem o dużej kulturze. Obrażanie, agresja słowna, dużo rzadziej występują w tamtym społeczeństwie. Takie są moje doświadczenia z Ameryki. Poważna, szanująca się gazeta, poważny portal internetowy, czy stacja telewizyjna, która ma stronę internetową, cenzurują wypowiedzi swoich czytelników. Oczywiście, Państwo tego nie może robić, ale to nie znaczy, że New York Times czy Washington Post nie mogą prowadzić moderowanej dyskusji i nie dopuszczać do tego, żeby pod adresem polityków, ale także osób publicznych, pojawiały się agresywne, obraźliwe, czy też poniżające wypowiedzi. Poważne media amerykański mają poczucie, że nie mogą pozwolić na wszystko w publicznej dyskusji, dlatego, że wówczas poziom tej dyskusji będzie bardzo niski, a dyskutanci zamiast merytorycznie polemizować ze sobą, będą się obrzucać błotem. W USA nikt nie może pójść do więzienia za poglądy, nawet najbardziej skrajne i radykalne ale to nie znaczy, ze może dostać trybunę do ich głoszenia.

A taka rzecz jak,  jak z antykomorem w Polsce, czyli strzelanie do prezydenta - czy takie gry w sieci są dopuszczalne? Czy w USA można strzelać do Baracka Obamy jak do tarczy?

W amerykańskim Internecie są portale, na których obraża się polityków. Prawo nie pozwala na ich zablokowanie w Państwo może wkroczyć do akcji tylko wtedy, gdy ktoś podżega innych do przemocy albo sam zapowiada jej użycie. Nie sądzę jednak, żeby taka strona została nagłośniona tak, jak to stało się w Polsce. Myślę, że prędzej zostałaby zignorowana albo pojawiłyby się głosy krytyczne, głosy oburzenia. W USA nie reklamuje się takich stron, a raczej spycha się je na margines.

Od 10 lat jest Pan korespondentem Polskiego Radia w USA  i nadaje codziennie relacje ze Stanów. Z drugiej strony Amerykanie niewiele wiedzą o Polsce i niewiele jest relacji w ich mediach o naszym kraju. Kiedy mieszkałem przez rok w Bostonie tylko dwa razy przeczytałem wzmianki o Polsce w tamtejszych gazetach. Z czego to wynika? Nie jesteśmy dla nich atrakcyjni, nie jesteśmy krajem wartym uwagi?

Mało piszą o Polsce, ale mało piszą też o Włochach, czy Czechach. Trochę więcej o Niemcach, ale to ze względu na rolę Angeli Merkel w rozwiązywaniu kryzysu gospodarczego. Z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina wydarzenia w Polsce nie są interesujące. Polska jest stabilnym krajem, który nie ma wielkich konfliktów społecznych, etnicznych, czy rasowych. Nie jest też krajem, z którym  Ameryka ma problemy, dlatego zainteresowanie Polską jest dosyć ograniczone.

W książce pisze Pan o niespodziankach, jakie Pana spotykały w Stanach. A co było największym zaskoczeniem?

Na początku, kiedy tylko przyjechałem do Stanów byłem bardzo zaskoczony jak sztywno Amerykanie trzymają się procedur. Jeden dzień spóźnienia z opłatą za mieszkanie, 300 dolarów kary, i nie ma dyskusji. Zapomniałem karty do biblioteki, musiałem się wrócić po nią do domu. Na lotnisku wyznaczono tor – labirynt do odprawy, chociaż można by pójść prosto, ale ktoś wymyślił krętą drogę i trzeba przejść dodatkowe 300 metrów, itp. Amerykanie mówią, że są bardzo przywiązani do prawa. Mają takie powiedzenie, że jeśli prawo ci się nie podoba, to trzeba je zmienić, a nie je łamać.

Drugim, i może największym zaskoczeniem było to, że oni są bardzo prospołeczni. Mimo, że są indywidualistami, że akceptują wszelką odmienność i starają się demonstrować swoje poglądy na każdym kroku, to jednak masowo angażują się w działalność kościołów, organizacji charytatywnych, organizacji społecznych, stowarzyszeń, czy grup zainteresowań. Angażują się w wolontariat; dziesiątki milionów Amerykanów społecznie pomagają innym. Oni nie lubią, kiedy Państwo im coś narzuca, ale sami dobrowolnie i chętnie tworzą wspomagające się społeczności.

Czego możemy się od nich się nauczyć, my Polacy?

Poza tą chęcią pomocy innym, angażowania się w działalność społeczną, myślę, że dobrze byłoby, gdybyśmy od nich nauczyli się otwartości, życzliwości w stosunku do innych, codziennej pogody ducha. Europejczycy bardzo często zarzucają Amerykanom, że są sztuczni, że ten amerykański uśmiech jest nieprawdziwy…

Przyklejony do twarzy…

…że to pozdrawianie „jak się czujesz”, jest tylko pozorne, nieszczere. Ale naprawdę, to jest część kultury amerykańskiej, coś, co oni wynoszą ze szkoły, z domu, czego uczeni są od dziecka. I to jest coś, co bardzo pomaga w codziennym życiu.

 

 

Zdjęcie ze strony

http://www.facebook.com/pages/Lato-z-Radiem/127640923936729

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl