BŁAŻEJ TORAŃSKI: Czy Turcja jest obecnie dla dziennikarzy największym więzieniem świata?

GRZEGORZ LINDENBERG:  Zdecydowanie tak. Na pewno w tureckich więzieniach jest więzionych stu pięćdziesięciu dziennikarzy i pracowników mediów. Sami Turcy twierdzą – tak powiedział prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan – że w więzieniu jest tylko dwóch dziennikarzy. Ale na 177 aresztowanych dziennikarzy tylko dwóch dostało od władz „żółtą kartę” uprawniającą do wykonywania zawodu, a pozostali – dziennikarze mediów kurdyjskich i opozycyjnych – uznawani są przez władze za terrorystów. W światowym rankingu wolności pracy RSF na 180 państw Turcja plasuje się na 155 miejscu. Można rzec, że nie ma tam wolności prasy.

W raporcie Reporterów Bez Granic można wyczytać, że „pluralizm (mediów) został zredukowany do garstki prześladowanych gazet o niewielkim nakładzie. Dziennikarstwo (w Turcji) jest dziś w agonii”. Jak to się przejawia w praktyce?

Nie ma już prawie w Turcji mediów, nawet w Internecie, które byłyby krytyczne wobec rządu. Media są monopartyjne. Od nieudanego zamachu w ubiegłym roku zamknięto około stu sześćdziesięciu redakcji albo przejęto je siłą. Na podstawie nakazu sądowego władzę spacyfikowały „Zaman”, gazetę opozycyjną o największym nakładzie. Usunięto kierownictwo redakcji, a na ich miejscu posadzono wybranych przez sąd administratorów  i po dwóch dniach dziennik stał się prorządowy. Podobne represje zastosowano wobec innych mediów. Dziennikarzy „Cumhuriyet” oskarżono o zdradę. Ludzie mediów krytyczni wobec rządu dawno zostali wyrzuceni z pracy, są aresztowani albo zastraszani. Zablokowano media społecznościowe.

Formalnie wsadza się dziennikarzy do więzienia za zdradę?

Są przepisy mówiące np. o obrazie prezydenta. Dziennikarzom zarzuca się podsycanie wrogości i szerzenie nienawiści, popieranie terroryzmu i wyrażanie wobec niego sympatii - z tego przepisu Turcja aresztowała korespondenta „Die Welt” Deniza Yucela, który wyśmiewał się z Erdogana. Tak najczęściej knebluje się media.

Weterana tureckiego dziennikarstwa Ahmeta Sika – jak podała agencja prasowa Anadolu – oskarżono o uprawianie propagandy terrorystycznej, obrazę państwa, systemu sądownictwa, wojska oraz policji.

No właśnie. Względna swoboda jest tam jeszcze w mediach społecznościowych. Tam Turcy mają jeszcze dostęp do informacji. Ale wielkie media wszystkie są prorządowe.

Sik powiedział, że oskarżono go za tweet.

(Śmiech). Za wszystko można oskarżyć. Większość dowodów przeciwko dziennikarzom zbierana jest w mediach społecznościowych. Zarzuca im się, że posługują się szyfrowanym komunikatorem i wyrażanie sympatii dla Kurdów lub islamisty Gulena. To wystarczy, aby zarzucić im terroryzm.

Akt oskarżenia przeciwko dziennikarzom  „Cumhuriyet" liczył 324 strony. Zarzucano im „ukrywanie działalności grup terrorystycznych", co grozi więzieniem: od 7,5 roku do 43 lat! Redakcja uznała te oskarżenia, jako „urojone i oszczercze".

Walka Erdogana z niezależnymi mediami trwa od lat. Od dawna represje cierpiały media kurdyjskie, wyrażające sympatie dla autonomii Kurdów. Atak na pozostałe media nasilił się na jesieni 2015 roku przed wyborami. W czerwcu 2015 partia Erdogana AKP nie zdobyła większości. Wygrała dopiero w powtórzonych i sfałszowanych wyborach w listopadzie. Wtedy prezydent Turcji zaczął przykręcać mediom śrubę. Po zeszłorocznym, nieudanym zamachu stanu przykręcił ją do końca. Ogłosił, że wszystkie media współpracujące z jego wrogiem, islamskim kaznodzieją Gulenem, są terrorystyczne. W ten sposób zlikwidował wolność prasy.

 Według raportu organizacji praw człowieka Human Rights Watch do tureckich więzień powróciły tortury: bicie, kopanie, zakrywanie głowy kapturem, rozbieranie do naga, elektrowstrząsy, kompromitujące zdjęcia, seksualne napastowanie. Czy dotyczy to także dziennikarzy?

Oczywiście. Ale nie mamy pełnej wiedzy na ten temat. Ponad stu dziennikarzy zostało skazanych. Drugie tyle przebywa w więzieniach bez procesów. Nie wiadomo, co się z nimi dzieje, bo mają odcięty dostęp do rodzin i prawników. Wiadomo natomiast, że poddawani są torturom. Jeśli śledczy chcą ich postawić przed sądem, muszą z nich coś wydusić. Najlepiej przyznanie się do bycia terrorystami.

Turecki wymiar sprawiedliwości jest sparaliżowany i upolityczniony. Co im pozostaje? Odwołanie się do Trybunału w Strasburgu? Turcja przecież nie jest w Unii Europejskiej.

Zwolniono w Turcji ok. cztery tysiące sędziów i prokuratorów, tysiące policjantów. W służbie pozostali tylko posłuszni. Jedyne, co im pozostaje, to walka o naciski Unii Europejskiej, opinii publicznej. Trzeba o tym głośno mówić. Nie sądzę jednak, aby Erdogan kogokolwiek posłuchał.

Co Pan czuł widząc przyjęcie prezydenta Turcji w Polsce?

Czułem obrzydzenie. Człowieka, który likwiduje demokrację powinno się kopnąć w dupę, a nie przyjmować na salonach.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl