Z Dariuszem Fedorem o żywotności reportażu i nowym piśmie „Kontynenty” rozmawia Marek Palczewski.

Dariusz Fedor, rocznik 1964, polonista po UW. Od 1990 roku związany z „Gazetą Wyborczą”, przez wiele lat zastępca sekretarza redakcji. W latach 2005-2008 wicenaczelny wydawanego przez Agorę miesięcznika „Logo”, później, do 2012 roku, główny redaktor książek wydawanych przez Agorę. Od lipca 2012 redaktor niezależny. Pismem „Kontynenty” kieruje od pierwszego numeru, który ukazał się w maju 2012 roku

Reportaży w gazecie coraz mniej. Czy reportaż prasowy przeżywa obecnie kryzys?

Kryzys trawi prasę, a nie reportaż. Owszem, zmieniają się nośniki treści, sposoby komunikowania się z czytelnikiem, czy odbiorcą, ale przecież ludzie pozostają ludźmi. Reportaż ma się dobrze, jeśli jego podmiotem jest człowiek, kontekstem konkretne sytuacje, a środkiem wyrazu  - wrażliwość piszącego (fotografującego czy filmującego). I dopóki są ludzie ciekawi drugiego człowieka, jego odmienności, jego historii, tradycji, zwyczajów, nie ma co płakać nad reportażem. Reportaż jako gatunek rozwija się całkiem nieźle, a reportaż podróżniczy święci triumfy na całym świecie. Ma swoich mistrzów - jak nasz Ryszard Kapuściński czy Colin Thubron albo Paul Theroux, mistrzowie zaś mają uczniów i naśladowców, wśród których znaleźć można pióra znakomite i wybitne.

Wymienił Pan reporterów piszących książki, może więc reportaż to luksus, na który stać tylko wydawców książek?

Sztuka reportażu szlachetnieje - wydawców książek na taki „luksusowy towar” stać, bo „stać” na niego czytelników. To znaczy czytelnicy zauważają, doceniają i proszą o jeszcze. Przecież są w Polsce wydawnictwa, które żyją tylko z reportażu. Krąg ich odbiorców wciąż się poszerza, tak jak poszerza się grono osób, które od etapu bycia turystą przechodzą do etapu bycia podróżnikiem. Im już all inclusive w Hurgadzie nie wystarcza - chcą znaleźć swoje szlaki, smaki i zapachy, sięgnąć w poznawaniu świata głębiej. Taka zachłanność poznawcza jest dobra, prowadzi do zrozumienia.

Skąd powziął Pan przekonanie, że reportaże uda się sprzedać w kwartalniku?

Z głębokiego namysłu. Z tego namysłu wziął się też model pisma, w którym jest miejsce nie tylko dla reportażu czy reportażu literackiego, ale także tekstów z pogranicza reportażu i eseju, reportażu i publicystyki. Gdzie jest miejsce na artystyczną galerię zdjęć - owszem, z podróży - czy osobiste wyznanie pisarza. Formuła pisma o podróżach jest zresztą na tyle pojemna i otwarta, że zmieścić tu można naprawdę wiele. I ostatecznie nie temat, nie kierunek świata są tu wyznacznikiem. Są nimi smak i wrażliwość. W końcu - jest to pismo dla osób, które lubią czytać i lubią podróżować, choćby w wyobraźni. 

Dlaczego tytuł nowego czasopisma nawiązuje do wydawanych w PRL „Kontynentów”?

Bo „kontynenty” to dobre słowo. Intrygujące, obiecujące przygodę, a jednocześnie poważne i nie lokalne. Takie były stare „Kontynenty”, takie ma być pismo, którym kieruję. Ale chciałbym zwrócić uwagę, że to tytuł nie tylko peerelowskiego magazynu reporterów. Były jeszcze polskie „Kontynenty” w Londynie, na emigracji - pismo literackie, organ grupy poetyckiej o tej samej nazwie, którą tworzyli m.in. Florian Śmieja i Jerzy S. Sito. Co ciekawe, istniało ono do 1964 roku. W tym samym roku w PRL-u zaczęły się ukazywać „Kontynenty” - pismo reporterów. W czasach, gdy szczytem marzeń był wyjazd na wczasy do Złotych Piasków w Bułgarii czy zakupy w NRD to było prawdziwe okno na świat. Pisywali w nim m.in. Ryszard  Kapuściński, Elżbieta Dzikowska, Ryszard Badowski czy - debiutujący tam - Wojciech Jagielski, dziś współpracujący z nowymi „Kontynentami”. Pismu Agory bliżej zapewne do „Kontynentów” Ryszarda Kapuścińskiego, którego mamy za patrona, ale duch przodka londyńskiego też nad nami się unosi.

Nowe „Kontynenty” to wyłącznie zbiór reportaży podróżniczych czy także poradnik o tym, gdzie warto pojechać w podróż?

Rad, jak tanio i przyjemnie pojechać w tzw. egzotyczny zakątek i jakich ciekawostek należy się tam spodziewać, proszę raczej w „Kontynentach” nie szukać. Ale to pismo inspiruje, pobudza do poszukiwań, pokazuje kierunki i uczy, jaką satysfakcję można czerpać z poznawania świata i ludzi. W tym sensie jest to poradnik.

We wstępie do pierwszego numeru napisał Pan, że „Poznawaniu świata może towarzyszyć zachłanność oglądania, może obsesja zgłębiania”, i drukuje wywiad z Colinem Thubronem, autorem 16 książek podróżniczych. Co jest właściwie celem pisma: zgłębić świat czy reportaż?

Te dwa cele nie wykluczają się. Wielość, poznanie, ciekawość, przygoda - to słowa-klucze „Kontynentów”. Postawiłem sobie i pismu „Kontynenty” za cel czerpanie na ile to tylko możliwe z dorobku mistrzów reportażu, wyszukiwanie ich najzdolniejszych uczniów i współpracę z nimi.

Wojciech Jagielski opisuje wnuka Nelsona Mandeli, Andrzej Stasiuk senność i dzikość Mołdawii, a Adam Wajrak jak dał się podejść niedźwiedziowi. Są jeszcze teksty m.in. Jacka Hugo-Badera, Marii Wiernikowskiej, Lidii Ostałowskiej i Aleksandry Pawlickiej. Czym Pan pozyskał do współpracy tylu znakomitych pisarzy i reportażystów?

A w numerze drugim, który właśnie zamknąłem, Dorota Masłowska opisuje swoją świeżo odbytą podróż do USA, Krzysztof Varga krąży z duchami węgierskich pisarzy po chorwackiej Suboticy, Jerzy Pilch opowiada, dlaczego podróże są dla niego męką, Paulina Wilk wylicza indyjskie demony chciwości, Jarosław Mikołajewski pozdrawia z Bolonii, a Max Cegielski snuje się po pograniczu pakistańsko-afgańsko-indyjskim, czyli szlakiem Wielkiej Gry. Są też teksty Pawła Smoleńskiego, który kreśli przejmujący portret kurdyjskiej  bojowniczki, i Nataszy Goerke, która pisze o swoim domu do niemyślenia w Nepalu. Ponadto zamieściliśmy fotografie Tadeusza Rolke, Krzysztofa Millera i Mikołaja Grynberga.

 

Czym ich wszystkich pozyskuję? Tajemnica zawodowa. Numer III zapowiada się niemniej atrakcyjnie.

Przeczytałem tekst z pierwszego numeru, w którym Jacek Hugo Bader pyta co różni podróżnika od turysty i odpowiada: podróżnik jedzie  w świat po coś, turysta po nic. I rozpętała się dyskusja na Facebooku, a Pan zdecydował się na jej publikację. To przypadek czy zaplanowana stała  interakcja pomiędzy pismem a stroną na FB?

Mam wizję tego pisma, wiem, jak powinno się rozwijać, jakich chcę autorów i jak ma ono wyglądać. Ale robię je dla czytelników, ich głos jest dla mnie najważniejszy. Chcę nie tylko do nich przemawiać, ale chcę też ich słuchać i odpowiadać. Dlatego interakcja jest dla mnie ważna, chcę mieć kontakt z odbiorcami. Przecież nie wszystko jest ustalone raz na zawsze. Dyskusja wokół słów „turysta” i „podróżnik” tak ciekawie się rozwija (zapraszam zresztą na FB, tam jest cała masa innych, ciekawych wątków), że poprosiłem o jej spuentowanie jednego z najlepszych polskich specjalistów od słów, prof. Jerzego Bralczyka. Nie odmówił, wnioski są intrygujące. I to wszystko już w II numerze, który ukaże się na początku września.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl