Z Janem Wróblem o Wojewódzkim, Dodzie i TV Trwam rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.
Jan Wróbel – historyk, dziennikarz, publicysta, nauczyciel, dyrektor liceum ogólnokształcącego. Prowadzi poranek w radiu Tok FM, a z Tadeuszem Moszem audycję „Kto za to zapłaci” w TVP.
Jaki jest Pana stosunek do ostatnich występów Wojewódzkiego i Figurskiego, a także do ostrej krytyki, z którą się spotkali?
Każdy kto uprawia taką odważną satyrę musi spodziewać się, że będzie krytykowany. Tu obaj satyrycy padli ofiarą przekonania, że ostro krytykując PiS i Jarosława Kaczyńskiego zdobyli sobie pozycję ludzi, którym się więcej wybacza, bo „są nasi”. Tymczasem to przekonanie okazało się błędne. Natomiast nie sądzę, by krytykowanie ich antenowych występów było ograniczaniem wolności słowa. Wolność słowa nie oznacza bowiem unieważnienia innych wartości, takich jak poczucie dobrego smaku czy odwieczna walka dobra ze złem.
Krytyczne opinie to na pewno nie ograniczanie wolności słowa, lecz raczej korzystanie z niej.
Tak, ale część tej krytyki to była dyskusja na temat tego, czy w ogóle takie rzeczy mówić wolno i w tym sensie dotyczyła zakresu wolności słowa. Przedmiotem dyskusji nie była forma wypowiedzi, bo większość komentatorów zgadzała się, że to było niesmaczne. Natomiast spierano się o to, czy wygłaszanie takich rzeczy powinno być dopuszczalne czy też ograniczone.
A według Pana takie rzeczy mówić wolno?
W naszych czasach lubimy proste odpowiedzi, a na to pytanie odpowiedź nie jest prosta. Moim zdaniem wolno, ale odpowiedzialność za to ponosi nadawca. Jeżeli nadawca czy wydawca dopuszcza treści w odczuciu wielu osób ordynarne, to ponosi odpowiedzialność nawet większą niż osoby, którym udostępnia swoje łamy czy antenę.
A co Pan sądzi o niedawnym wyroku skazującym Dodę za „obrazę uczuć religijnych?
„Obraza uczuć religijny” jest bardzo trudna do zweryfikowania. Dam abstrakcyjny przykład. Ktoś pozywa do sądu nauczyciela biologii, który uczy o ewolucji jako jedynej interpretacji dziejów człowieka, bo uznał, że jego uczucia zostały urażone. Sąd musiałby orzec, dość intuicyjnie zresztą, czy te urażone uczucia są dostatecznie ważne społecznie, że powinien ukarać nauczyciela za nauczanie o ewolucji. W sprawie Dody sąd stanął przed podobnym problemem. Moim zdaniem, wiele osób autentycznie dotknęły jej niewątpliwie obraźliwe wypowiedzi pod adresem autorów Biblii.
Ale czy wyrok skazujący za te wypowiedzi nie jest ograniczaniem wolności słowa?
Oczywiście, że jest.
I podoba się Panu?
I tak, i nie, i zapewne nie jestem w tym osamotniony. W wypowiedziach publicznych i w mediach odczuwam przewagę bełkotu nad niebełkotem oraz wypowiedzi obraźliwych nad spokojnymi i bardzo chciałbym, żeby ktoś mnie przed tym bronił. Nie bardzo podoba mi się sytuacja, w której ja nie wypowiadam się pod czyimś adresem bełkotliwie i obraźliwie, ale muszę tolerować bełkotliwe i obraźliwe wypowiedzi pod swoim adresem. Chciałbym, żeby ktoś choć trochę tę asymetrie wyrównał na moją korzyść. Nie podoba mi się sytuacja, w której ludzie wygadujący obrzydliwości i niewygadujący tych obrzydliwości uznawani są za dwie takie same strony sporu. Tak więc wyroki sądu, które odpowiadają tej mojej potrzebie mnie się podobają. Jednak tu mam problem, bo sprawa dotyczy owych uczuć religijnych i może skutkować jakimś ograniczeniem krytycznych wypowiedzi pod adresem ludzi wierzących czy też kościołów, a w państwie cywilizowanym taka krytyka musi być dopuszczalna. To prawo do krytyki bym podkreślał, choć sam jestem wierzącym „kościelnym dziadem”.
Ogląda pan TV Trwam i słucha Radia Maryja?
Telewizji w ogóle nie oglądam, a Radia Maryja słucham sporadycznie.
Czy sekunduje Pan TV Trwam w walce o miejsce na multipleksie?
Sekunduję w tym sensie, że chciałbym, żeby to miejsce miała. Natomiast nie wspieram poglądu, że TV Trwam powinna w procesie koncesyjnym dostać parę punktów więcej tylko za to, że jest to telewizja katolicka. Mój zapał zupełnie by ostygł, gdyby ta katolickość miała być argumentem pozwalającym na niespełnienie niektórych warunków koncesyjnych.
To czy KRRiT podjęła słuszną czy niesłuszną decyzje?
Szczerze mówiąc te argumenty, które mówiły, że wnioskodawcy, czyli TV Trwam, nie udało się spełnić wymagań co do zabezpieczenia finansowego wydawały się przekonujące. To ocena sytuacji „prawnej”. Natomiast od strony „moralnej”, to gdyby Krajowa Rada miała możliwość dać tę koncesję TV Trwam kosztem kogoś, kto jest zupełnie neutralny światopoglądowo, to byłbym za. Byłoby dobrze gdyby tak światopoglądowo określony nadawca, przeciwny rządowi i mainstreamowi, miał miejsce na multipleksie. Tu trzeba zadać pytanie kogo publiczny regulator powinien wspierać? Ja uważam, że trzeba wspierać słabszych, których głos bez pewnego wsparcia może zaginąć. Sytuacja jest trochę jak z dowcipu o Panu Bogu, Izaaku i loterii, w którym Bóg krzyczy do Izaaka: „Ja to załatwię, ale kup wreszcie ten los”. Odnoszę wrażenie, że TV Trwam przedstawiając niepełny wniosek wykupiła tylko pół losu. Niech ten wniosek będzie bezbłędny, to Krajowa Rada nie będzie miała innego wyjścia jak tylko koncesję przyznać.
Przeczytałem w „Gazecie Wyborczej”, że organizatorzy ostatniej pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę prawo do relacjonowania wydarzenia przyznali jedynie mediom o. Rydzyka, „Niedzieli”, Ewie Stankiewicz, „Uważam Rze” oraz „Na Poważnie”. Czy zgodzi się Pan z oceną, że to jest ograniczanie wolności słowa i czy ci dopuszczeni do relacjonowania dziennikarze nie powinni solidarnie imprezę zbojkotować?
Znam przypadki takiego solidarnego bojkotu w odpowiedzi na próbę bojkotowania któregoś z dziennikarzy. Tu sytuacja jest odmienna. Tu większość nie została dopuszczona i decyzję o ewentualnym bojkocie musiałaby podjąć mniejszość. Tylko, że taka postawa byłaby chyba sprzeczna z ich poglądem o istnieniu prasy „tożsamościowej”. Ta część mediów uważa, że kraj jest pod „miękką” okupacją i każdy sprzeciw przeciw tej władzy, każdy psikus, na przykład niedopuszczenie „opcji prorządowej” do imprezy, jest moralnie uzasadniony.
A Pan się z tym zgadza?
Ja uważam to za głupotę. Rząd PO i PSL to rząd wielu rozczarowań i mamy obywatelskie prawo żądać jego ustąpienia, natomiast nie jest mądre opowiadanie o Polsce okupowanej czy o polskim kondominium.
A Pan, gdyby był na Jasnej Górze i był dopuszczony do relacjonowania przez organizatorów, to solidaryzowałby się z niedopuszczonymi kolegami czy nie?
To zależy kogo uznałbym za kolegów. Akurat ja za kolegów z branży uznaje wszystkich dziennikarzy poza redakcją „Nie” i chyba nie miałby kłopotów do okazania solidarności z nimi. Natomiast moi koledzy z różnych stron barykady uważają się za tuby pewnych poglądów. Gdy uważają, że wyrażający te poglądy są prześladowani zachowują się inaczej niż ja. Nie mam o to pretensji, to wynika po prostu z różnej oceny rzeczywistości.
Zaznaczę też, że media związane z o. Rydzykiem nigdy nie wpisywały wolności słowa na swoje sztandary. One uważają, że „dobre” słowo powinno być promowane, a „złe” prześladowane. Ograniczając dostęp do relacjonowania pielgrzymki organizatorzy zachowali się zgodnie ze swoimi poglądami, w ramach których uważają, że nie każda wolność jest „dobra”, ale jedynie ta „dobra” jest dobra.
Wywiad nie był autoryzowany gdyż Jan Wróbel uważa, że „dziennikarz udzielający wywiadu innemu dziennikarzowi i autoryzujący go ośmiesza się”.
