Z Piotrem Goćkiem o przyszłości Radia Wnet i różnicach pomiędzy światem wolnych mediów a światem „celebrytanów” rozmawia Kajus Augustyniak.

Piotr Gociek (Publicysta tygodnika „Uważam Rze”, od niedawna związany także z Radiem Wnet. Był m.in. korespondentem filmowym RMF FM oraz dyrektorem muzycznym i szefem anteny sieci Radio Plus. Pracował m.in. w tygodnikach „Wprost" i „Ozon". W latach 2008-2011 kierował działem krajowym „Rzeczpospolitej”. We wrześniu ukaże się jego powieść „Demokrator”.
Trochę zmian zdarzyło się ostatnio w Radiu Wnet, także personalnych. Ty zostałeś zastępcą redaktora naczelnego…
Od piętnastego czerwca oprócz Krzysztofa Skowrońskiego, który jest prezesem i redaktorem naczelnym, w radiu Wnet jest także dwoje zastępców redaktora naczelnego: Katarzyna Adamiak-Sroczyńska i ja. Katarzyna zajmuje się przede wszystkim Wolną Anteną, a ja sprawami programowymi, nowymi projektami, portalem i redakcją radiową.
Czy to znaczy, że Radio Wnet już tak okrzepło, rozrosło się, że wymaga kilku osób kierujących?
Radio cały czas krzepnie i cały czas się rozwija. Myślę, że czas swojego największego rozwoju ma dopiero przed sobą. Z całą pewnością jest na takim etapie, że możemy wkrótce dokonać skoku jakościowego i ilościowego. O Radiu Wnet trzeba już myśleć jako o czymś większym niż tylko pospolite ruszenie ludzi, którzy chcą zrobić coś fajnego. Budujemy redakcję, nawiązujemy współpracę z innymi mediami. Wszystko to powinna pokazać nasza jesienna ramówka.
Rozumiem, że to ma być nie tylko radio, ale i szerszy projekt multimedialny?
To jest szeroki projekt multimedialny i tu nic się nie zmienia. Celem obecnych zmian nie jest zmienianie, przycięcie czy likwidowanie czegokolwiek, a wręcz przeciwnie, chodzi o to by wszystkie rzeczy, które decydują o wyjątkowości i unikatowości Radia Wnet, były bardziej widoczne i przynosiły jeszcze więcej pożytku. To od samego początku jest nie tylko samo radio, ale także portal społecznościowy, na którym kilka tysięcy naszych republikanów, czyli członków Republiki Wnet, zamieszcza swoje własne materiały dziennikarskie: wpisy, filmy, dźwięki. Tutaj nic nie ulega zmianie, wszystkich zachęcamy do współtworzenia mediów, które są prawdziwie publiczne, bez zaglądania komuś w poglądy. Każdy może zostać republikaninem i wyrażać siebie w sposób, który jest mu bliski. Jednocześnie chcemy wzmocnić część informacyjną i czysto radiową.
Na czym to wzmocnienie ma polegać?
Już w tej chwili przygotowujemy rano profesjonalny serwis radiowy. Chcemy, żeby tych serwisów było dużo więcej – docelowo przez całą dobę Chcemy też, żeby na portalu oprócz materiałów republikanów, były też materiały naszych dziennikarzy, nasze własne niusy, rozmowy z naszymi specjalnymi gośćmi, czyli więcej kontentu, który może w przyszłości zainteresować nie tylko odbiorców, ale i potencjalnych kontrahentów szukających nowych treści do swoich przedsięwzięć medialnych.
Rozumiem, że Radio Wnet chce swoją strukturę programową przechylić w stronę rozgłośni „napowietrznych”?
Nie zamierzamy ścigać się z naziemnymi radiami, bo one są inne i my jesteśmy inni. Internet ma swoją specyfikę, można w nim pomieścić o wiele więcej niż w mediach tradycyjnych. Dlatego jednym z projektów, nad którymi w tej chwili pracujemy, jest uruchomienie wielu streamingów. Już w tej chwili nie mieszczą nam się na antenie wszystkie propozycje programowe, którymi chcielibyśmy podzielić się ze słuchaczami i internautami, dlatego już działa (na razie okresowo) drugi streaming, którego można słuchać niezależnie od tego, co dzieje się w głównym strumieniu. W ten sposób na przykład transmitowaliśmy Kongres „Polska – Wielki Projekt” ze specjalnie postawionego w Arkadach Kubickiego studia radiowego. W tej chwili ten dodatkowy streaming działa w zależności od potrzeby, natomiast lada tydzień ruszy jako nasz drugi stały, całodobowy program. Bardzo szybko dobiją do tego kolejne strumienie. To będzie kilka, potem kilkanaście różnych kanałów, wśród nich kanały muzyczne.
Czy zawsze będziecie tylko w Internecie, czy też zamierzacie wyjść „na powierzchnię”?
My już jesteśmy także na powierzchni. Kilka stacji fm transmituje „Poranki Wnet”, które prowadzimy na zmianę z Krzysztofem Skowrońskim, Katarzyną Adamiak-Sroczyńską oraz Łukaszem Warzechą. Słucha nas wiele tysięcy słuchaczy Radia Warszawa w Warszawie, Radia Nadzieja w Łomży, czy radia FIAT w Częstochowie. To jest oferta skierowana zarówno do rozgłośni katolickich, jak do niezrzeszonych, niezależnych stacji. Myślę, że potencjał Radia Wnet gwarantuje wysoką jakość, coraz trudniej dostępną na głupiejącym rynku naziemnym. A to czy sami będziemy w stanie wyjść na powierzchnię nie zależy od nas, tylko od dobrotliwości Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Biorąc pod uwagę, że Jan Dworak publicznie deklarował, że jest wiernym słuchaczem Radia Wnet, którego słucha na falach Radia Warszawa, i że bardzo sobie ceni pluralizm, to jesteśmy oczywiście dobrej myśli.
Na waszej stronie internetowej można przeczytać, że misją Radia Wnet jest „zwiększanie zakresu wolności polskich mediów”. Rozszerzysz tę myśl?
Chyba nietrudno jest zauważyć, że światopogląd prezentowany w tej chwili w koncesjonowanych polskich mediach jest dość jednostronny i brakuje miejsca dla wielu różnych opinii. Na naszej antenie jest miejsce zarówno dla Janusza Korwin – Mikke, który jest radykalnym prawicowcem, jak i dla Milo Kurtisa, który jest socjalizującym anarchistą. Wnet transmitowało zarówno uroczystości rocznicowe katastrofy smoleńskiej, jak i protesty warszawskich squattersów. Jedno i drugie, z lewej i z prawej strony, to wydarzenia, które są pomijane przez media mainstreamowe. Zajmują się one głównie infotainmentem, i niespecjalnie jest tam miejsce na prezentowanie poglądów wykraczających poza standardowy zestaw „gazetowowyborczotefauenodwadzieściaczterotygodnikopolitykoniusłikowy”.
Świat mediów stale się zmienia, na co dziś szalony wpływ ma technika. Ja Radia Wnet słucham przez telefon…
My wszyscy tworzący Radio Wnet głęboko wierzymy, że jesteśmy świadkami rewolucji w sposobach korzystania z mediów. O tej rewolucji świadczy popularność rozgłośni internetowych, sieciowych kanałów telewizyjnych i pomału spadająca słuchalność i oglądalność wielkich graczy. Świadczy to o tym, że sposób poznawania świata się bardzo zmienia. Nie tylko przenosi się to do Internetu, ale jednocześnie ulega daleko idącemu rozdrobnieniu. To oznacza, że przedsięwzięcia takie jak nasze, mają przed sobą tylko jedną drogę, w górę. A przedsięwzięcia takie, jak TVN, Polsat, Gazeta Wyborcza czy Radio Zet mają tylko jedną drogę – w dół. Pytanie jest tylko, jak szybko my będziemy rosnąć, a oni będą tracić.
Technicznie oni się nie poddają, Gazetę Wyborczą można już dostać na czytnik, a wybrane programy mainstreamowych telewizji można sobie pooglądać na smartfonie.
Tak, ale ja mam na myśli zmieniający się model mediów w ogóle. Jedna czy dwie telewizje docierające do dziesięciu czy piętnastu milionów ludzi naraz albo jedna gazeta dla milionów czytelników, to już zaczyna być przeszłość. Już mamy setki telewizji, z których każda dociera do kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy odbiorców. Największe telewizje i radia to wciąż potężni gracze, którzy nadają dla milionów, ale w najbliższych latach to się będzie zmieniało, i to właśnie na korzyść małych stacji, tak jak już w tej chwili telewizja zmienia się z korzyścią dla kanałów tematycznych. I to dotyczy także radia. Już teraz wiadomo, że to w internetowych radiach można nieraz spotkać ciekawsze osobowości, ciekawszych showmenów niż w tym nijakim, głupawym świecie „celebrytanów”, że szybciej trafi się tam premierowa piosenka ambitnego, polskiego zespołu niż na antenie Radia Zet. Że jeśli ktoś chce wyrazić opinię mocną, śmiałą, antysalonową, to też robi to w niezależnym medium, jakim na przykład jest Radio Wnet. To właśnie u nas generał Petelicki po raz pierwszy formułował bardzo ostre oskarżenia pod adresem rządu Donalda Tuska. A na tego typu zachowania, wypowiedzi, w mainstreamowych mediach nie ma praktycznie miejsca.
