Z Ewą K. Czaczkowską, dziennikarką „Rzeczpospolitej”, która od 17 lat pisze o Kościele i religii, rozmawia Błażej Torański.
Ewa K. Czaczkowska, dziennikarka i historyk z wykształcenia. Założycielka portalu Areopag21.pl - Rozmowy o Bogu, wierze i religii. Autorka książek, w tym biografii o ks. Popiełuszce, prymasie Wyszyńskim i św. Siostrze Faustynie. Jest pierwszą laureatką Nagrody dziennikarskiej im. Biskupa Jana Chrapka „Ślad”, odznaczona złotym medalem Jana Pawła II za zasługi dla archidiecezji krakowskiej.
Dostałaś złoty medal Jana Pawła II archidiecezji krakowskiej. Będziesz miała mniej wrogów w Kościele?
(śmiech) Mam nadzieję, że ich nie mam. Ten medal jest dla mnie dowodem, że moja praca jest ceniona. To jest miłe, że archidiecezja krakowska dostrzegła, co robię w ogólnopolskiej gazecie.
Czy łatwo się pisze o Kościele w Polsce?
Coraz trudniej. O Kościele piszę od 1995 roku i widzę różnice. Przeżywamy dziś w Polsce ofensywę ateizmu walczącego - walczącego z Kościołem, religią, wiarą. Część mediów - i akurat nie mam na myśli antyklerykalnych mediów w dawnym stylu, które zawsze były na marginesie - wyraźnie wspiera ten nurt światopoglądowy. Te media chcą przemodelować w Polsce świat wartości. Biorą więc udział w walce, atakując także te media świeckie, które nie chcą w niej uczestniczyć. Z kolei część duchownych, generalizując obarcza winą wszystkie media świeckie za walkę z Kościołem części z nich. Do tego dochodzi polaryzacja wewnątrz Kościoła, ale i presja w mediach związana z rywalizacją tytułów na rynku. W efekcie zdarza się, a słyszę to od kolegów, chcących pracować uczciwie, że odmawia im się informacji. Tego w latach 90. nie było.
Przewidywałaś, że tak się stanie?
Obawiałam się, że po śmierci Jana Pawła II zmieni się postrzeganie Kościoła w mediach. Dziś jeszcze wyraźniej widać, jak dziennikarze pociągani osobowością papieża byli otwarci na to, by przekazywać prawdziwy obraz Kościoła i wiary. Inni w milczeniu respektowali to, że papież jest dla większości Polaków autorytetem, bo.... podnosił oglądalność i nakłady prasy. Ten czas minął. Dziś walka światopoglądowa się zaostrzyła i wszyscy, chcąc czy nie chcąc są do niej wciągani. Dlatego o Kościele i religii pisze się trudniej.
Podzielasz obawy, że chrześcijaństwo w świecie medialnym znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie?
To prawda. Media świeckie broniące wartości chrześcijańskich są dziś w mniejszości. Modne jest co innego. Ale myślę, że trend będzie zanikał. O tym, że czytelnicy mają inne inne potrzeby, odczucia, skale wartości widać choćby po sukcesie rynkowym nowych tytułów jak „Uważam Rze” czy „Na poważnie” oraz po tym, że najwyższą sprzedaż wśród tygodników opinii - choć do takich nie jest oficjalnie zaliczany - ma tygodnik katolicki „Gość Niedzielny”. Myślę, że w świecie mediów będą zachodziły dalsze zmiany w tym właśnie kierunku. W tej chwili mamy w Polsce do czynienia ze zjawiskiem, które dawno zauważono w Stanach Zjednoczonych. Otóż wśród dziennikarzy mainstrimowych mediów poglądy liberalne są częstsze niż wśród całego społeczeństwa. Chrześcijaństwo w Polsce wciąż ma się dobrze, czego dowodzą choćby najnowsze dane pokazujące, że w niedzielnych mszach świętych uczestniczy 40 proc. Tradycja religijna jest dla Polaków ważna. Gołym okiem widać dysharmonię między rzeczywistością, a tym, co próbują ludziom narzucić wiele mainstrimowych mediów.
A nie masz poczucia, że Kościół w Polsce nie potrafi budować swego wizerunku, duchowni są oderwani od rzeczywistości medialnej.
Nie chcę uogólniać, ale rzeczywiście, obok duchownych, którzy wiedzą na czym polega praca dziennikarska, szczególnie w mediach świeckich, są też tacy, którzy nie mają pojęcia i zrozumienia dla specyfiki mediów. Nie wiedzą, że odmawiając kontaktu z mediami, tracą nie one, ale Kościół, który traci jeden z kanałów informacji i preewangelizacji. Spotykam też osoby, które mają fałszywy obraz mediów: według nich wszystkie media świeckie miałyby być sterowane z jakiegoś zagranicznego ośrodka. I w tym sensie te osoby są oderwane od rzeczywistości medialnej.
Czy pisząc o Kościele ograniczasz się? Są tematy, których nie poruszasz?
Myślę, że każdy dziennikarz ma w sobie jakąś formę autocenzury. Ale uważam, że należy pisać o wszystkim, co jest społecznie ważne i z tego powodu może zainteresować czytelnika. Mam jednak wrażenie, że są też duchowni, którzy uważają, że o czymś można po prostu nie pisać...
Są przekonani, że jak się o czymś nie napisze, to nie istnieje?
Woleliby, aby nie podnosić jakiego tematu, to wtedy nie będzie istniał. Myślę, że podobnie jest z politykami czy urzędnikami. To mylne rozumienie istoty pracy dziennikarza, którego obowiązkiem jest informowanie o wydarzeniach i tłumaczenie zjawisk. Naszym obowiązkiem jest pisać o sprawach dobrych, ale i złych, niepokojących. Tymczasem od dziennikarzy czasami oczekuje się, aby te drugie pomijali. Jeśli tego nie robią, to nie wydarzenie jest złe, tylko dziennikarz, który o nim informuje.
10 lat temu Jurek Morawski opublikował w „Rzeczpospolitej” głośny tekst „Grzech w Pałacu Arcybiskupim” o domniemanym molestowaniu seksualnym kleryków przez abp. Paetza. Biuro Prasowe Konferencji Episkopatu Polski pytało wówczas o intencje autorów takich poczynań. Czy wtedy nie było Ci trudniej pozyskiwać informacje?
Jurek pisał tekst w tajemnicy, nie wiedziałam nawet, że nad nim pracuje. Zresztą byłam akurat na urlopie, ale nie wierzono mi, że nic o tym nie wiedziałam. Ktoś sugerował, że specjalnie, dla kamuflażu wyjechałam na urlop (śmiech). Niektórym wydawało się, że skoro zajmuję się tematyką kościelną w gazecie, to znaczy, że o wszystkim decyduję: kto i o czym pisze. Jestem tylko dziennikarzem. Rzeczywiście po tym tekście trudniej mi się pracowało. Podobnie było po serii publikacji, również moich, o lustracji w Kościele, z wątkiem arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Właściwie przy każdej drażliwej w Kościele sprawie, podejmowanej przez media świeckie powstają na tym styku napięcia. Ale to jest cena wpisana w zawód.
Nie łatwiej by Ci było, gdybyś wyłącznie pisała książki, jak o siostrze Faustynie?
Czasem tak właśnie myślę, że gdybym jako dziennikarka zajmowała się ekonomią lub prawem a w prasie katolickiej od czasu do czasu pisała na temat wiary oraz wydawała książki, byłoby mi łatwiej. Ale nie chcę, by zabrzmiało to jak narzekanie. Lubię mój zawód i tę pracę, która daje możliwość poznawania wielu wspaniałych osób, w tym duchownych. A medal, od którego zaczęliśmy rozmowę jest dla mnie dowodem, że warto się trudzić.
