Z Andrzejem Brzezieckim o niezależnych mediach na Białorusi i o tym jak ukraińskie media komentują głośną audycje Wojewódzkiego i Figurskiego rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.



Andrzej Brzeziecki (1978) jest redaktorem naczelnym pisma „Nowa Europa Wschodnia” poświęconego tematyce Europy Wschodniej. Publicysta „Tygodnika Powszechnego”. Jest m.in. współautorem książek „Białoruś – Kartofle i dżinsy” (Kraków, 2007) oraz „Ograbiony Naród – rozmowy z intelektualistami białoruskimi” (Wrocław 2008).

Co Łukaszenka zrobi z Andrzejem Poczobutem?

On sam to zapewne niewiele, bo nie wierzę w to, że sam wszystkim na Białorusi steruje, ale oczywiście postępowanie wobec Poczobuta jest charakterystyczne dla tego reżimu. Co zrobi? Nie wiem. Pewnego dnia Andrzej Poczobut zapewne wyjdzie z więzienia.

Ale czy ten dzień nastąpi wkrótce, czy za 4 do 5 lat, bo taki grozi mu wyrok?

Trzeba mieć nadzieję, że to nie będzie długi okres, ale trzeba pamiętać, że Poczobut od roku ma już jeden wyrok w zawieszeniu z podobnego oskarżenia. To jest trudne pytanie, bo to jest pytanie o to, w jakim stopniu Łukaszenka czuje się w tej chwili mocny i na ile jest skłonny reagować na protesty Europy.

To jest też pytanie czy to jest atak na dziennikarzy na potrzeby wewnętrzne, czy też Poczobut jest kartą przetargową w rozmowach z Europą?

W wypadku Andrzeja Poczobuta to są obie sprawy naraz. On jest nie tylko dziennikarzem, ale i liderem nieuznawanego Związku Polaków, a Łukaszenka walczy i z mediami, i z wszelkimi niezależnymi organizacjami społecznymi – co potwierdza dokonana 27 czerwca rewizja w siedzibie spółki Kresowia i rekwizycja komputerów. Ze sprzętu Kresowii korzystają polscy działacze. Poczobut jest więc doskonałym celem i moim zdaniem jest „zakładnikiem”, którym Łukaszenka będzie starał się jakoś z Europą „grać”, ale jeszcze nie wiemy jak.

A jaka w tej chwili jest sytuacja mediów niezależnych na Białorusi?

Kiepska, żeby nie powiedzieć tragiczna. Właściwie Łukaszenko rozprawił się z niezależnymi mediami jeszcze w latach 1995 – 96. Ostały się właściwie tylko dwa pisma: „Narodnaja wola” i „Nasza niwa”, które zresztą są w słabej kondycji. Reszta została zlikwidowana lub przejęta. Użyto do tego różnych organów administracyjnych, na przykład policji podatkowej czy białoruskiego odpowiednika Sanepidu, które nękając media kontrolami doprowadziły do paraliżu działalności niezależnych mediów.

Co więc zostało?

Te dwa pisma, które wymieniłem i które dostępne są niestety w niewielu miejscach w kraju. Część mediów funkcjonuje, ale  w sposób nieomal półlegalny. Niektórzy dziennikarze białoruscy są traktowani jak dziennikarze zagraniczni. Na przykład dziennikarze Radia Swoboda, pomimo tego, że są Białorusinami, muszą mieć taką samą akredytację jak dziennikarze  mediów zagranicznych, a władza tymi akredytacjami prowadzi swoistą grę. Ci dziennikarze rok w rok stają przed pytaniem czy będą mogli dalej oficjalnie pracować czy nie.

A media elektroniczne?

Jest dostępne Radio Racja i Swoboda oraz TV Bełsat, ale one nadają z poza granic Białorusi. Jedyne niezależne komercyjne radio działające w kraju padło z braku reklamodawców zastraszonych przez władze. Skromną telewizje internetową ma „Nasza niwa”. Dość popularne są niezależne strony internetowe czy blogi, ale barierą jest mała dostępność Internetu. Z tej możliwości korzysta 10 do 15 proc. społeczeństwa , głównie mieszkańcy większych miast, zamożniejsi i lepiej wykształceni.

Przejdźmy do drugiego wschodniego sąsiada. Czy ukraińskie media zauważyły ostatnie głośne wypowiedzi Wojewódzkiego i Figurskiego?

Zauważyły i poświęciły temu dużo uwagi. Właściwie wszystkie media o tym donosiły.

W jakim tonie?

W tonie spokojno – relacjonującym. Nie było oceniających komentarzy, ale informowano o sprawie krok po kroku. Najpierw o samej audycji, a potem o protestach i wreszcie o przeprosinach Figurskiego. Szczególnie dokładnie relacjonowano krytyczne opinie i protesty w Polsce. Przy okazji przypominano niegdysiejszy występ Bartosza Węglarczyka w TVN, który nazwał Ukrainki „domowymi robotami”. Generalnie wydźwięk komentarzy był taki, że stosunek Polaków do Ukraińców, jeżeli spojrzy się pod skorupkę nie jest tak pozytywny jakby to z pozoru wynikało z oficjalnej retoryki.  Duży dziennik „Komsomolska prawda” tekst na ten temat zatytułował nawet  „Szliachta i szliuchy” czyli „Szlachcice i dziwki”, tak to delikatnie przetłumaczmy. Te „szliuchy” były zresztą przywołaniem wcześniejszej publikacji „Bild am Sonntag”, w której dziennikarz napisał, że Ukraina to państwo prostytutek. Ale obszernie cytowano też wyjaśnienia Wojewódzkiego i Figurskiego, że ich wypowiedź miała charakter kabaretowy i chodziło im o obśmianie nie Ukraińców, ale polskiego kołtuństwa.

Mam rozumieć, że śledzono z wielką uwagą, ale bez histerii?

Bez histerii, a nawet bardzo spokojnie. Bardzo eksponowano krytyczne głosy polskich środowisk opiniotwórczych oraz krytyczne stanowisko polskiego MSZ. Powiedziałbym, że raczej nie było tonu oburzenia czy głębokiej urazy. Natomiast sprawę zauważyły również media rosyjskie oraz białoruskie.

Właśnie skończyło się Euro 2012. Teoretycznie wspólna impreza Polski i Ukrainy. Jednak polskie media raczej niewiele uwagi poświęciły swojemu partnerowi. Jak wyglądało to na Ukrainie?

Podobnie. Tamtejsze media też niespecjalnie interesowały się Polską. Właściwie od momentu ogłoszenia, że oba kraje będą gospodarzami Euro, Ukraińcy skupili się na sobie. Po pierwsze uważali, że to oni dzięki swojemu lobbingowi załatwili tę imprezę, a Polska załapała się na nią na doczepkę. Po drugie skupieni byli na własnych przygotowaniach: zakupie lokomotyw Hyundai, budowie stadionów, przekrętach, zadziwiająco wysokiej cenie ławeczek na stadionach itd. Nie było żadnego wzrostu zainteresowania Polską. Obserwując media ukraińskie odnosiłem wrażenie, że euro w Polsce i na Ukrainie to były dwie osobne imprezy. W ogóle zainteresowanie Ukraińców Polską jest merkantylne. Biedniejszych interesuje możliwość zarobku, bogatsi są zainteresowani Polską jako miejscem turystyczny, a dla jednych i dla drugich Polska jest po prostu pomostem na Zachód.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl