Z prof. Teresą Sasińską-Klas o Euro 2012 w mediach i o tym dlaczego media wolą show od informacji rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.
Prof. dr hab. Teresa Sasińska-Klas. Pracuje w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ; Kierownik Zakładu Międzynarodowa Szkoła Dziennikarstwa; członek Polskiego Towarzystwa Socjologicznego i Komisji Prasoznawczej przy Oddziale PAN w Krakowie; ekspert Polskiej Komisji Akredytacyjnej.
Czy jest Pani kibicem piłkarskim?
Jestem kibicem, choć na pewno nie należę do tych najbardziej zagorzałych.
Miała Pani możliwość obserwowania atmosfery Euro 2012 i sposobów relacjonowania imprezy przez media i w Polsce i w Niemczech.
Rzeczywiście pierwsze dwa tygodnie obserwowałam mecze, media i publiczność w Niemczech, a po powrocie do kraju mogłam to porównać z atmosferą w Polsce.
I jak wypadło to porównanie?
Różnica jest ogromna i dla mnie zaskakująca. W Niemczech zarówno w mediach jak w debacie publicznej, czy w zwykłych rozmowach na ulicy, w knajpkach panował nastrój radości. Atmosfera sportowego święta. Wszyscy wręcz cieszyli się, że to odciąga ich od codziennych problemów, również politycznych. Wszyscy chętnie poddawali się atmosferze pewnego uniesienia i oderwania od prozy życia, tak w sferze publicznej jak i prywatnej. Życzliwość dotyczyła nie tylko własnej reprezentacji. Trener niemieckiej drużyny stwierdził w jednym z wywiadów, że Klose i Podolski to dwóch świetnych ambasadorów Polski, którzy pomagają im coraz lepiej zrozumieć Polaków.
A wrażenia po powrocie?
Wróciłam i zaczęłam słuchać co się nie udało, co jest źle, gdzie są burdy, jak należy reagować na niestosowne zachowania, itp. Potem doszły do tego medialne dywagacje, czy w bramce stanie Szczęsny czy Tytoń. Odniosłam wrażenie jakby było więcej problemów niż entuzjazmu, i że media poszukują konfliktu lub nawet usiłują go wykreować. A to pytania o atmosferę w drużynie, a to żądania zmian w PZPN. Jednym słowem poszukiwanie winnych. Moim zdaniem ten medialny wizerunek Euro w polskich mediach odbiega od atmosfery wśród polskich kibiców.
Czy nasze media nie zachowują się schizofrenicznie? Z jednej strony dają nam za przykład kibiców irlandzkich z ich radosnym nastrojem, niezależnie od wyników ich drużyny. Z drugiej zaś strony nasz udział w turnieju był traktowany niezwykle poważnie, a po niepowodzeniu zaczęło się „żądanie głów”.
Zamiast kreacji radości, jak w mediach niemieckich, nasze media wciągają kibiców w realny lub wykreowany konflikt. Zamiast sportowego święta, o którym się niby mówi, mamy w rzeczywistości poszukiwanie pól konfliktu. Kibice są traktowani bardzo instrumentalnie. Są wzywani do opowiedzenia się po którejś stronie tego sporu. Zupełnie jakby chciano, żeby kibice byli niezadowoleni z tego święta.
Czy mam rozumieć, że w jakimś stopniu obwinia Pani polskie media o doprowadzenie d
o starć przed meczem Polska – Rosja?
Niewątpliwie kreowały atmosferę, że „będzie się działo”. Budowały poczucie, że powinna wystąpić jakaś erupcja niezadowolenia, niechęci, agresji i uprzedzeń. No i tak się stało. Jeśli media sterują nastrojami, to musi się to przekładać na realne zachowania.
W fazie rozgrywek grupowych w mediach, szczególnie elektronicznych, właściwie zniknęły ważne wiadomości z zagranicy. Duża demonstracja antyputinowska w Moskwie ledwie zaistniała. Po macoszemu traktowano wybory w Grecji i we Francji. Wybory w Egipcie przebiły się chyba tylko dzięki temu, że przeprowadzono je, gdy polska reprezentacja wypadła już z turnieju. Odnoszę wrażenie, że media coraz chętniej kreują show kosztem rezygnacji z roli uważnego i obiektywnego obserwatora.
Dokładnie tak. Rezygnują z roli informacyjnej i to widać nawet abstrahując od ważnych wydarzeń zagranicznych spoza sfery Euro. Proszę zwrócić uwagę, że przecież Euro odbywa się w dwóch krajach, nie tylko w Polsce, ale także na Ukrainie, a nasze media zupełnie marginalizują partnera koncentrując się jedynie na naszym kraju. Do tego dochodzi szukanie sensacji i kreowanie emocji wokół najbardziej nośnego tematu pomijając inne ważne informacje z kraju, a szczególnie z zagranicy. Rola informacyjna i opiniotwórcza mediów została w trakcie Euro zupełnie zarzucona tak przez „sterników’ mediów, jak i dziennikarzy. Widzów czy czytelników nikt nie pyta, czy to im się podoba.
Wydaje mi się, że media mają tak silne parcie na zamienianie rzeczywistości w medialny show, że jest im wszystko jedno, czy okazją do tego jest śmierć uwielbianego papieża czy piłkarski turniej. Czy to jest kierunek, w którym media będą się „rozwijać”?
Tak. Tego rodzaju zachowań będzie jeszcze więcej. Media przestają być instytucjami zajmującymi się przekazywaniem rzetelnej informacji, a coraz bardziej stają się elementem show biznesu. Stają się wypełniaczami wolnego czasu. Następuje głęboka redefinicja roli odbiorcy mediów. Warto zwrócić uwagę, że ten odbiorca wcale nie jest pytany, czy ta zmiana jest przez niego oczekiwana. Czy woli zabawę i sensację od informacji i opinii.
A może ten odbiorca chce takiej zmiany?
Niekoniecznie. Nie ma żadnych badań potwierdzających, że odbiorca tego chce. Są natomiast badania potwierdzające, że odbiorcy tak telewizji, jak i prasy i Internetu oczekują poważniejszej informacji, ale jej nie otrzymują. Ta zmiana w ofercie mediów nie wynika z diagnozy potrzeb odbiorców czy mediów elektronicznych czy mediów drukowanych.
To dlaczego media pędzą w tym kierunku?
Bo działają, jak firmy ukierunkowane na zysk, a nie na swoją pierwotną funkcję informacyjną. Poza tym, jak się rozmawia z właścicielami czy menadżerami mediów, to się okazuje, że oni „wiedzą lepiej”, czego oczekuje publiczność. Nie oczekują podpowiedzi, ani wyników badań dotyczących oczekiwań publiczności. Wręcz przeciwnie. Jeżeli odbiorca wykazuje niezadowolenie zmieniając kanał telewizyjny, to według nich coś jest „nie tak” z
odbiorca, a nie z ofertą. W ostatnich miesiącach „Gazeta Wyborcza”, w związku ze spadkiem sprzedaży, dokonała głębokiej zmiany formuły, jednak bez analizy oczekiwań czytelników. To tylko nasiliło tendencję spadkową w zakresie sprzedaży, ale wydawca brnie w to dalej. To świeży i jaskrawy przykład takiego rozumowania.
