Z Renatą Redą o pospolitym ruszeniu pracowników rozgłośni regionalnych polskiego radia rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.

Renata Reda. Absolwentka Wydziału Prawa Uniwersytetu w Białymstoku i podyplomowych studiów na Uniwersyteckie Jagiellońskim z prawa prasowego, autorskiego i wynalazczego. Pracuje w radiu od 23 lat, w tym w Polskim Radiu Białystok od lat 18. Jest wydawcą dzienników, reporterem, autorką reportaży, przez kilka lat prowadziła poradnikowy magazyn prawniczy „Masz prawo”. Wyróżniona za reportaż w 2003 roku w konkursie im. Jacka Stwory w Kazimierzu Dolnym, w 2004 roku jej audycja „Prywatny Folwark” została nagrodzona w konkursie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich z zakresu dziennikarstwa śledczego. W czerwcu 2012 została przewodniczącą nowopowstałego Stowarzyszenie na rzecz Rozgłośni Regionalnych Polskiego Radia.
W jakim celu utworzono Stowarzyszenie na rzecz Rozgłośni Regionalnych Polskiego Radia?
Chcemy zachowania suwerenności i niezależności finansowej rozgłośni regionalnych, które są jedną z gwarancji pluralizmu i wolności mediów. Chcemy działać na rzecz społeczeństwa obywatelskiego poprzez rzetelne przekazywanie informacji oraz swobodne wypowiadanie opinii za pośrednictwem wszystkich środków komunikacji społecznej. Chcemy też inicjować i opiniować akty prawne dotyczące funkcjonowania mediów publicznych.
Funkcjonuje już Stowarzyszenie Radia Publicznego, które w osobach członków zarządów skupia wszystkie rozgłośnie publicznego radia. Czy nie wystarczyłoby włączyć się lub poprzeć jego działań?
W zarządzie tego stowarzyszenia jest prezes Polskiego Radia Andrzej Siezieniewski, który od dawna opowiada się za połączeniem mediów publicznych. Zwolennikiem połączenia publicznych spółek jest też przewodniczący KRRiT Jan Dworak. Takie rozwiązanie zapisane jest nawet w strategii Krajowej Rady na lata 2011 – 2013. Wprawdzie nie ma jeszcze żadnych projektów aktów prawnych, w których centralizacja mediów publicznych byłaby już zapisana, ale możemy mieć uzasadnione obawy, że właśnie to nam grozi.
Chcecie opiniować akty prawne dotyczące przyszłości mediów publicznych, ale politycy od dłuższego czasu problemami mediów publicznych zajmować się nie chcą. Być może rozgłośnie publiczne padną zanim zostaną uchwalone nowe ustawy, bo sytuacja finansowa, szczególnie rozgłośni regionalnych, jest katastrofalna. W wywiadzie dla sdp.pl prezes Radia Kraków przepowiada bankructwo spółek w połowie roku 2014.
Takie niebezpieczeństwo niestety istnieje. Dlatego oprócz sprzeciwianiu się idei łączenia mediów publicznych w jedną spółkę lub łączeniu poszczególnych regionalnych rozgłośni z lokalnymi oddziałami TVP chcemy zająć się też przyczynami złej sytuacji finansowej rozgłośni. Będziemy apelowali do władz o to, żeby państwo realizowało swój obowiązek, czyli należycie i sprawiedliwie ściągało abonament od wszystkich, a nie tylko od części obywateli.
No to jest problem. Premier, czyli szef rządzącej partii sam - delikatnie mówiąc - wyrażał się o abonamencie z lekceważeniem. Liczy Pani, że nagle zmieni zdanie?
To było kilka lat temu. Mam nadzieją, że premier i minister skarbu przypomną sobie o ich obowiązkach. Ministerstwo skarbu jest właścicielem 19 spółek mediów publicznych (spółek regionalnych Polskiego Radia, PR i TVP) i powinno dbać o bezpieczne finansowanie tych spółek. Wiem, że to może brzmi nieco naiwnie, ale do ministra skarbu też będziemy apelować.
Dziennikarze to nie górnicy. Nie przyjadą do Warszawy, nie zrobią burdy i nie podpalą opon, a niestety czasami mam wrażenie, że tylko tak można zwrócić uwagę władz.
To prawda, ale będziemy słać pisma do klubów poselskich, do ministra skarbu, do ministra administracji i cyfryzacji, ministra kultury, Krajowej Rady, Sejmowej i Senackiej Komisji Kultury. Będziemy też alarmować różne lokalne środowiska informując o kondycji rozgłośni regionalnych i skutkach ich zniknięcia. Jeżeli ich program zostanie okrojony, a stanie się tak jeśli media publiczne zostaną połączone, to dostęp obywateli do informacji regionalnych i lokalnych też będzie ograniczony. Tym bardziej, że nakłady prasy regionalnej spadają.
Czy nowe Stowarzyszenie ma poparcie we wszystkich rozgłośniach regionalnych?
Tak. Po raz pierwszy pracownicy różnych rozgłośni działają wspólnie. Jest nas około 1,5 tysiąca. Nieomal jeden telefon i jeden mail spowodował, że na spotkaniu założycielskim pojawiło się około 50 osób z 15 rozgłośni. Przedstawiciele Opola i Krakowa nie pojawili się jedynie ze względów technicznych, ale wyrażają chęć dołączenia do nas. W trzy godziny uchwaliliśmy statut i zredagowaliśmy pierwsze pisma do władz. Spotkanie odbyło się 4 czerwca. W tej chwili Stowarzyszenie jest w trakcie rejestracji. Ja uważam, że to jest duże osiągnięcie. Jeszcze jedna ważna informacja. Nie jest celem Stowarzyszenia ochrona praw pracowniczych. Tym zajmują się związki zawodowe. Celem Stowarzyszenia jest wyłącznie obrona suwerenności rozgłośni.
Kondycja mediów regionalnych nie jest najlepsza. Na rynku prasowym od dawna duże koncerny pożerają małych graczy. Inicjatywa utrzymania regionalnych rozgłośni to próba płynięcia pod prąd. Wierzy Pani, że to się uda?
Mam obawy, ale mam i nadzieję. Jeżeli nie będziemy nic robić, to sami sobie będziemy winni, a tak to przynajmniej polegniemy z podniesionym czołem. Czas nagli. Kondycja części rozgłośni jest tak zła, że rzeczywiście mogą nie przetrwać dłużej niż dwa lata. Jesteśmy zdeterminowani, mamy dobre argumenty i nadzieję, że politycy od których decyzji zależy znalezienie rozwiązania, po wysłuchaniu tych argumentów wykażą się rozsądkiem i mile nas zaskoczą.
