Z Krystyną Adamowicz o sytuacji polskich mediów na Litwie i potrzebie obrony polskości rozmawia Kajus Augustyniak.


 

Krystyna Adamowicz, dziennikarka polskich mediów na Litwie i „Gazety Olsztyńskiej”, wilnianka z dziada pradziada.  Ukończyła słynną „Piątkę” (Piąta Szkoła Średnia w Wilnie, dziś im. Joachima Lelewela). Studiowała medycynę w Łodzi, ukończyła dziennikarstwo na uniwersytecie w Mińsku (Białoruś). Po studiach zaczęła pracę w „Czerwonym Sztandarze” w Wilnie jako rejestratorka listów. Pierwszy własny tekst traktował o studniówce w „Piątce”. Od 1983 r. była zastępcą redaktora naczelnego „Sztandaru”, a kiedy gazeta zmieniła nazwę w 1990 roku na „Kurier Wileński” była redaktorem naczelnym. Współautorka książki „Otwórzcie drzwi przed słońcem” o tradycjach wileńskich i świętowaniu dnia patrona Litwy, św. Kazimierza. Jest nagrodzona Złotym oraz Kawalerskim Krzyżem Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej.


W zawodzie dziennikarskim jest Pani od…

Od 1959 roku.

To kawał czasu…

To jest kawał czasu. Właściwie całe życie poświęciłam gazecie, która za władzy radzieckiej nosiła tytuł „Czerwony Sztandar”, później zaś „Kurier Wileński”. Teraz jestem już emerytowanym dziennikarzem, współpracuję z „Tygodnikiem Wileńszczyzny” i z „Gazetą Olsztyńską”, gdzie od trzech lat mam swój cykl „Rodowody wileńskie na Warmii i Mazurach”. Jestem z niego bardzo zadowolona, bo dzięki niemu lepiej poznaję historię Wileńszczyzny, która kiedyś była przemilczana. Chodzi mi o ludzi, którzy wyjechali z Ziemi Wileńskiej w czasie repatriacji powojennej w 1945 roku, później w 1956, 1957 i o ich uczucia, o to co zostawili za sobą. Ich karty życia są dla mnie bardzo wzruszające. W żadnym podręczniku nie ma tego, co oni mi opowiadają, i co idzie do druku w „Gazecie Olsztyńskiej”. To kawał żywej historii, ludzkiego życia.

Zmienne były też karty życia dziennikarzy. Pani praca w „Czerwonym sztandarze” dawniej a dzisiaj…

Tak. Wypadło mi pracować w czasach sowieckich, kiedy gazeta była organem partyjnym, potem pracowałam jako zastępca, a w jakimś okresie także jako redaktor naczelny, gdy dochodziło do różnych zmian w czasie odrodzenia litewskiego.

To jeszcze był „Czerwony Szandar”, czy już „Kurier”?

Myśmy zmienili tytuł na „Kurier Wileński” kilka miesięcy przed ogłoszeniem niepodległości Litwy. To było 9 lutego 1990 roku.

I Pani była tam wtedy szefową?

Wtedy już byłam zastępcą redaktora naczelnego. A później przyszedł czas prywatyzacji, także dla naszej gazety i oprócz właścicieli zmieniło się również kierownictwo. 

Do Wilna docierają polskie gazety?

Docierają. Nie powiedziałabym, żebym widziała je w jakimś punkcie sprzedaży, ale organizacje czy konkretni ludzie mogą je sobie zaprenumerować i wtedy przychodzą pocztą.

Czyli w kioskach, w powszechnej sprzedaży ich nie ma?

W kioskach nigdy nie widziałam. A czasopisma rozpowszechnia u nas „Magazyn Wileński”. Nie mamy tak dużego dostępu do prasy polskiej, jak to kiedyś było. Co prawda, kiedyś był mały wybór polskich gazet, ale dostęp był większy. Zresztą tak samo w Polsce nie ma naszych gazet w kioskach, a kiedyś były.

Dzięki temu nie ma też konkurencji dla polskojęzycznych pism wychodzących na Litwie, prawda?

W jakimś stopniu ta konkurencja jest, bo nasze środowisko Polaków czytających nie jest tak wielkie. Te trzy polskie wydania: codzienny „Kurier Wileński”, „Tygodnik Wileńszczyzny” i miesięcznik „Magazyn Wileński”, to już jest górny pułap. Dla nas konkurencją jest prasa internetowa, tym bardziej, że na znanym u nas portalu „Delfi”, który w wielu wypadkach był nastawiony bardzo antypolsko, raptem zjawiła się redakcja polska. Czy polskie sprawy zawsze tam są prawidłowo naświetlone? Różnie z tym bywa. To nie zawsze jest rzetelna informacja.

Jakie są nakłady polskich pism na Litwie?

Dla każdego pisma to jest jakaś tajemnica, ale „Kurier” może mieć około trzech tysięcy, „Tygodnik” też. Tego nie jest dużo, ale my zawsze mówimy: o, ktoś wziął naszą gazetę i przekazał sąsiadowi, a sąsiad sąsiadowi i tak dalej. Chciałabym, żeby polskie gazety miały większe nakłady i mogły trwać samodzielnie. Do tej pory pomagał im polski Senat, teraz MSZ, dzięki temu one mogą wychodzić, ale nie na tyle, by ukazywały się na bardzo dobrym papierze i w kolorach.

A Internet?

Tak, oczywiście, „Kurier” ma wydanie internetowe. Na pewno Internet ma swoje znaczenie. Jest grono bardzo aktywnych Polaków, którzy ustalają jakieś najważniejsze momenty dla życia Polaków, a starsze polskie środowisko to absolutnie popiera. Są jakieś inne młodzieżowe działania, ale one nie wpływają na naszą tożsamość narodową.

W rozmowach z Polakami na Litwie spotykam się z poczuciem krzywdy. Czy to przekłada się na media?

Bez wątpienia. Jeśli prezydent Litwy pani Grybauskaite, którą jako Polacy popieraliśmy w wyborach, bo zna polski i wychowała się tutaj wśród nas, mimo to kilkakrotnie wypowiadała się niezbyt przychylnie pod naszym adresem, to wszystkie gazety o tym piszą. Czy jak konserwatyści przegłosowali tę okropną ustawę o oświacie, która pogorsza sytuację nie tylko istniejącą w ostatnich osiemnastu latach niepodległej Litwy, ale i w czasach sowieckich. Chcą do polskich szkół wprowadzić wykładanie części przedmiotów po litewsku. To jaka to będzie polska szkoła? I zrównać w ciągu dwóch, trzech lat maturę po litewsku ze szkołami litewskimi. Przecież tak nie można, tam był inny program, w naszych szkołach od innej klasy zaczynano uczyć się litewskiego. Trzeba by dać może dziesięć lat na przygotowanie tych zmian, a nie tak od razu. Niepokoją nas różne wypowiedzi. Niedawno pani prezydent powiedziała, że w naszych stosunkach z Polską ma teraz nastąpić przerwa. Przecież to są stosunki państwowe, a nie stosunki między kochankami. Bardzo nas to niepokoi. Na szczęście nasze polskie środowisko nie milczy. Pod tym względem Akcja Wyborcza jest bardzo prężna, ale nie wydaje się, żeby Polakom było tutaj lepiej, póki rządzą konserwatyści.

Rozumiem z tego, że rola polskiego dziennikarza na Litwie jest nieco inna niż w Polsce.

Musimy zajmować konkretne stanowiska, jak tego od nas wymagają nasze sumienia i nasza polskość. Obrona polskości jest dla nas bardzo ważna.
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl