Z Michałem Olszewski o tym czy ekologia obchodzi Polaków i dlaczego „zakopiańskie” chałupy stoją pod Ełkiem rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.

Michał Olszewski (ur. 1977) jest autorem reportaży, dziennikarzem „Tygodnika Powszechnego", pisarzem. Zajmuje się ekologią i ochroną środowiska. Napisał m.in. książki „Do Amsterdamu", „Chwalcie łąki umajone", „Low-tech" i „Zapiski na biletach" (WAB 2010). W maju 2012 otrzymał Grand Prix nagrody Dziennikarzy Małopolski za blog, na którym pisze o ekologii.

Pisanie książek, prowadzenie blogu i dziennikarstwo. Które z tych zajęć sprawia Panu największą przyjemność?

Z dziennikarstwa płynie przyjemne poczucie, że udało się komuś pomóc, rozwikłać zagadkę, może coś uprzytomnić. Tuż obok jest pisanie książek. Praca niewdzięczna i ciągnąca się całymi latami. Dla mnie to katorga, ale moment zakończenia tej pracy daje poczucie, że się zrobiło coś… dużego.

Ale jak to taka katorga to może nie warto?

Każdy ma w sobie jakieś imperatywy. Ja od dzieciństwa noszę w sobie poczcie, że mam coś do powiedzenia światu. Może to zarozumiałe, ale mam potrzebę i staram się ją realizować. Robię to w różnej formie, ale koroną tej działalności są zdecydowanie druki zwarte.

Nagroda Małopolskich Dziennikarzy została Panu przyznana za prowadzenie blogu ekologicznego. Jak Pan ocenia poziom polskich publikacji na temat ekologii?

Są szalenie zideologizowane. Rzadko zdarza się, żeby dziennikarz ekologiczny przyznał rację swoim oponentom i równie rzadko zdarza się, żeby ci, którzy ekologów uważają za śmiertelne niebezpieczeństwo dla losów narodu uznali, że ekolodzy mają w jakiejś sprawie rację. To głęboka polaryzacja. Właściwie konflikt.

Odprysk podziałów politycznych?

Chyba tak. Ta polaryzacja nikomu nie służy i doprowadza do niezdrowej sytuacji. Na przykład jak konferencję prasową organizują zwolennicy wydobycia gazu łupkowego, to pojawiają się na niej tylko zwolennicy zwolenników. Jak konferencję organizują przeciwnicy wydobycia, to przychodzą tylko zwolennicy przeciwników. Dla obserwatora i dziennikarza to przekaz wysoce niepełny. Oczywiście jako dziennikarz mogę zwrócić się o opinie do drugiej strony, ale dla opinii publicznej lepiej by było, gdyby ci ludzie przedstawili swoje racje, siadając przy jednym stole. Sytuacja, gdy każda strona wyraża swoje opinie nie konfrontując ich z drugą stroną, to nie jest debata publiczna.

Czy Polacy są zainteresowani ochroną środowiska?

W niewielkim stopniu. Oczywiście jeżeli jako problem ekologiczny uznamy skład kiełbasy, co w niej jest a czego w niej nie ma, to takie tematy konsumenckie są wychwytywane przez opinię publiczną. Natomiast energetyka atomowa, gaz łupkowy czy ochrona Puszczy Białowieskiej to tematy niszowe.

A Rospuda?

Rospuda rzeczywiście poruszyła opinie publiczną, ale była wyjątkiem. Popatrzmy na energetykę. Dla losów Polski to w najbliższej dekadzie jeden z fundamentalnych tematów. Miesiąc temu Urząd Regulacja Energetyki ogłosił, że musimy spodziewać się wyłączeń prądu w latach 2015, 2016. Bardzo realne zagrożenie. Trzeba szukać nowych źródeł energii, wymienić stare elektrownie na nowe. Ekolodzy twierdzą, że powinny to być elektrownie „zielone”, a rząd, że atomowe. Ten temat jakoś nie rozpala opinii publicznej.

Czyli energetyka to według Pana ekologiczny problem numer 1 w Polsce?

Zdecydowanie tak. Energetyka i zaraz potem transport. Te dwa problemy, jeśli ich nie rozwiążemy będą jak kamienie u szyi.

Ponieważ?

Ponieważ Polska w ostatnich latach odchodząc od węgla uzależniła się od prądu. Prosty przykład – mam w domu ogrzewanie gazowe, ale piec nie będzie działał bez prądu. Jeśli przyjdzie zimą co do czego, takim jak ja pozostanie wycięcie kółka w szybie okiennej, by wystawić przez nią rurę kominową od kozy. Będę ogrzewał dom jak mój pradziadek, a to tylko jeden z problemów, przed którymi staniemy.

Druga kwestia to transport. Liczba samochodów w Polsce od 1989 roku lawinowo wzrasta. Idziemy tam, skąd lepiej rozwinięte kraje właśnie usiłują wrócić. Na Zachodzie, przynajmniej w dużych miastach, liczba samochodów spada, a u nas ciągle rośnie. Po roku 89 odwróciliśmy się od transportu publicznego i postawiliśmy na transport indywidualny. Efektem są sparaliżowane miasta i zrujnowane życie mieszkańców wielu miast i wsi, przez które nagle zaczęły sunąć peletony tirów. Ale jeśli mnie Pan zapyta, czy można było postawić na inny model rozwoju, nie wiem. Może taka jest cena rozwoju w polskim wykonaniu.

Chciałby chwilę porozmawiać o obrazie Polski w Pańskich książkach. W debiutanckim zbiorze opowiadań „Do Amsterdamu” aż trzy związane są z konfliktem na linii stolica i prowincja. Dlaczego? Taka jest Polska?

To była moja pierwsza książka. Powstawała tuż po zakończeniu studiów, na przełomie wieków. Miałem wtedy wrażenie, że ten podział między Polska A i Polska B jest czarno – biały. Dzisiaj tak jednolicie czarnego obrazu polskiej prowincji bym nie zbudował. Polska się zmieniła, a i ja dojrzałem. Teraz jeżdżąc po kraju widzę, że obraz prowincji nie jest czarno – biały.

A jaki jest?

Na pewno nie jest tak, że Polska B to miejsce gdzie wszystko chyli się ku upadkowi. Stale bywam w miejscu skąd pochodzę, czyli w Ełku. To 60–tysięczne miasto na Mazurach. Widzę tam rzeczy, które zwiędły, które zostały porzucone, ale dostrzegam też nowe jakości. Ełk to miasto fantastycznie położone nad dużym, pięknym jeziorem. To miasto przez cały czas PRL było do tego jeziora odwrócone plecami…

…jak mój Kraków do Wisły.

Tylko Kraków dalej jest do Wisły odwrócony plecami, a Ełk dostrzegł wartość, jaką jest jezioro i z trudem, ale próbuje się odwrócić do niego twarzą. Trwa spór jak to robić, ale zmiana następuje. W innych miejscach kraju też następują zmiany. W jednych jest to postępujący rozpad, a w innych wzrost, poszukiwanie czegoś nowego. Im jestem starszy, tym bardziej rośnie we mnie opór przeciwko jednoznacznemu opisywaniu rzeczywistości. Całkiem niedawno robiłem wywiad z Sierakowskim…

…liderem Krytyki Politycznej?

Tak, i to co mi się w tym środowisko nie podoba to próba przedstawiania Polski jako wyłącznie kraju nędzy, rozpaczy, rozpadu itd. Oczywiście dzięki takim poglądom uzyskuje się większą wyrazistość, ale ja tak nie chcę. Uważam, że nie warto być wyrazistym za wszelką cenę.

Wróćmy na obrzeża ekologii. Jeżdżę po Polsce mniej niż Pan. Polska, którą ja widzę, to kraj często pięknej przyrody i paskudnej zabudowy. Czym ta zabudowa nowsza, tym brzydsza. Też ma Pan takie wrażenie?

Mam takie wrażenie i już nawet przestałem nad tym wylewać łzy, bo pewne sprawy zostały postanowione. Budownictwo to jedna z największych porażek Polski po 1989 roku. Puściliśmy je na żywioł. Nie wypracowaliśmy nawet zrębów tego, co próbowano wypracować w II RP tzn. stylu narodowego czy też regionalnego. Na Mazurach rosną domki w stylu zakopiańskim, a na Podhalu domki Elwira 3 znane z innych części kraju. Żadna tożsamość architektoniczna tu nie powstaje.

Po zabudowie nie sposób rozpoznać w jakim regionie Polski człowiek się znajduje?

Tak i za tę tragedię architektoniczną odpowiadają władze, intelektualiści…

…a może zły gust Polaków jak to zwykle u nowo wzbogaconych?

To też, ale ktoś ten zły gust powinien ująć w karby. Ośrodki opiniotwórcze, czyli również my dziennikarze, nie podjęły poważnej próby dyskusji nad tym, czy powinniśmy mieć architekturę regionalną, a jeżeli tak, to jaką. Czy to jest jakaś wartość. W Województwie warmińsko – mazurskim podjęto ciekawą próbę nawiązania do korzeni architektury regionalnej czyli przedwojennej pruskiej zabudowy. Ogłoszono konkurs. Z całego kraju napłynęły świetne projekty i powstało coś w rodzaju wzornika architektonicznego. Zobaczyłem i pomyślałem: nareszcie coś się zaczyna dziać! Od dwóch lat ten wzornik leży w szufladach urzędników, bo nie wiadomo co z nim zrobić. Czy samorządy powinny wykupić prawa do tych projektów i rozdawać je za darmo, czy też powinny być one sprzedawane po preferencyjnej cenie przez biura architektoniczne? Cieszę się z podjęcia tej próby, ale musieliśmy czekać na nią 20 lat.

No to sobie ponarzekaliśmy jak Polak z Polakiem.

Chyba tak, a miało nie być pesymistycznie. Ale powiem na koniec, że Polska to nie jest wyłącznie  smutny kraj. On jest szalony, wariacki, nieposkładany, czasem bardzo irytujący, ale jednocześnie bardzo ciekawy. Jeden z najciekawszych i najmniej zbadanych, jakie znam.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl