Z Aleksandrem Żyznym, dziennikarzem motoryzacyjnym, o pokrętnych polskich drogach rozmawia Stefan Truszczyński.




Aleksander Żyzny. Dziennikarz  motoryzacyjny od połowy lat 70-tych ubiegłego wieku. W Polskim Radiu od kwietnia 1971 do  stycznia 2012, z krótką przerwą na TVP. W latach 1988  - 2003 koordynator zespołu i kierownik redakcji Radia Kierowców, od 2008 współpracownik. Współautor programów motoryzacyjnych w TVP: Magazyn Motoryzacyjny   Studia 2, Puchar Studia 8, Auto Moto Fan Klub, Automania, Moto Polonia, Auto Mix, Auto - Kawa czy herbata. W latach 1992 - 2004  zastępca redaktora naczelnego i współpracownik tygodnika „MOTOR”. Od 2002 r. prezes Auto Klubu Dziennikarzy Polskich, organizatora  Samochodowych   Mistrzostw Polski Dziennikarzy, seminariów „Media i BRD”  oraz  „ABC – BRD” a także dorocznych Supertestów Ekonomii.

Jak jest na świecie z informacją drogową?

Mogę powiedzieć jak jest w Europie. W najbardziej zmotoryzowanych krajach, o tym co dzieje się na drogach, informuje  już nie tylko radio, które przez lata było dla kierowców jedynym źródłem wiedzy o korkach, utrudnieniach i objazdach. Współczesne radia samochodowe wyposażone są w rozmaite systemy umożliwiające odbiór tekstu, z procesorami mowy, automatycznie przełączające się na kanały nadające informacje dla kierowców. Najnowocześniejszy system TTI ( Traffic Travel Information) w połączeniu z sygnałem odbiornika nawigacji satelitarnej GPS, dostarczającym dane o pozycji pojazdu,  umożliwia kierowcom odczyt i odsłuch informacji w czasie rzeczywistym, związanych z obszarem, po którym porusza się konkretny samochód.

A jak jest u nas? Od kiedy zaczęto to robić w sposób fachowy w radiu i telewizji?

My pozostajemy daleko w tyle,  jesteśmy „czarną dziurą” na tej paneuropejskiej, radiowej mapie drogowej. Owszem, wiele stacji ma w swej ofercie antenowej informacje dla kierowców. Jedni robią to lepiej, inni gorzej. Jedni informują  konkretnie i rzeczowo, inni robią szum i zadymę. A wszyscy mają ten sam problem - skąd  czerpać wiedzę o tym co naprawdę dzieje się na drogach? Ostatnio w zasadzie tylko Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad  stara się  rozsyłać takie wiadomości,  a w jej strukturze od pewnego czasu funkcjonuje Punkt Informacji Drogowej, do którego spływają meldunki z oddziałów wojewódzkich. Pozostałe służby w zasadzie  dostarczają informacje o wydarzeniach,  a nie o  ważnych dla podróżujących utrudnieniach.
Dziennikarze zajmujący się „trafikami” zdobywają informacje swoimi kanałami. Najczęściej jednak to sami kierowcy ślą sygnały z dróg  i od nich pochodzi najwięcej wiadomości. Tymczasem potrzebny jest sprawnie funkcjonujący system zbierania informacji z dróg i jak najszybszego  przekazywania ich dalej.  Już w 2003 roku Auto Klub Dziennikarzy Polskich zorganizował seminarium na temat współpracy służb pracujących na drodze z mediami. W konkluzji stwierdzono, że niezbędne jest utworzenie radiowego systemu informacji drogowej. Nie ma go do dziś.

Twój udział był w walce o system informacji drogowej był i jest znaczący. Jesteś rozpoznawalny przede wszystkim na fonii, choć pracujesz z... przerwami.

Z Radiem Kierowców  związany byłem  od 1976  do stycznia 2012, z czego przez kilkanaście lat kierowałem najpierw zespołem, a potem redakcją motoryzacyjną, więc jakiś skromny udział w kształtowaniu radiowych informacji drogowych zapewne mam. Jeśli chodzi o przerwy, to miałem ich niewiele. Pierwsza, bodaj 4-letnia, związana była z epizodem telewizyjnym, kiedy pracowałem między innymi w Magazynie Motoryzacyjnym Studia 2.
Druga, zdecydowanie krótsza, była skutkiem decyzji jednego z  radiowych prezesów, który odsunął mnie na parę tygodni od anteny za nadanie informacji o utrudnieniach w ruchu w Warszawie, w związku z pogrzebem księdza Popiełuszki. Żeby było śmieszniej, informację przesłał do redakcji ówczesny Wydział Ruchu Drogowego KS MO. No a teraz, od lutego mam trzecią  przerwę,  zapewne ostatnią .

Rozumiem, że „wyskakują” z pracy - wraz ze zmianą miotły w firmie - redaktorzy polityczni. Ale dziennikarz specjalista od motoryzacji, wypadków...?

Parę lat temu w Polskim Radiu rządzili panowie,  którzy utrzymywali, że pracują tam głównie agenci, tajniacy, esbecy itp. Zarządzili  powszechną lustrację, po której jednak zostało chyba więcej osób niż się spodziewali, więc postanowili zwolnić wcześniej urodzonych, na ogół swoich rówieśników. Szczęśliwie mogłem skorzystać z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę, chociaż wcale nie miałem takiego zamiaru. Szczęśliwie moi ówcześni bezpośredni przełożeni uznali, że jednak  jestem w tej redakcji do czegoś potrzebny i zaproponowali mi współpracę. Skądinąd z mojej inicjatywy doszło wówczas, w 2007 roku,  do rozmów  między innymi z drogowcami , policją , PZM-otem  w sprawie powołania czegoś w rodzaju  centrum informacji drogowej, nawet zakupiono nowoczesny sprzęt, utworzono newsroom Radia Kierowców i zapowiedziano dostosowanie serwisów dla kierowców  do oczekiwań współczesnych użytkowników dróg. Planowano specjalne serwisy dla wyjeżdżających na Euro 200 ,  uruchomiono nawet akcję antenową „Kierowca Zaufania” z nagrodą w postaci samochodu. Ale… Euro dla nas szybko się skończyło. Potem przyszły nowe miotły  i  wróciliśmy w zasadzie do stanu  sprzed 2007 roku. W związku z Euro 2012 próbowałem sprawę przypomnieć, ale decydenci radiowi uznali, że obecna oferta antenowa jest absolutnie wystarczająca i nie trzeba nic poprawiać. Aktualny dyrektor Programu I  doszedł natomiast do wniosku, że  współpracę ze mną  należy zakończyć. W czasie kampanii związanej z wydłużeniem wieku emerytalnego do 67 lat podziękował mi za współpracę,  informując, że musi  odmłodzić antenę.

Załamujemy ręce obserwując co dzieje się na naszych drogach. A jak Ty oceniasz działania propagandowe dla poprawy bezpieczeństwa?

Posłużę się klasykiem: co innego widzę, co innego słyszę… Działania  czy kampanie są i pewnie każdy bez trudu odnajdzie je w pamięci. Ale nie ma przełożenia efektów tych działań na statystkę wypadkową. Poprawa jest, ale nie taka jakiej moglibyśmy oczekiwać, ani jakiej oczekują od nas inni. W klasyfikacjach europejskich jesteśmy  w ścisłej czołówce krajów z największą liczbą zabitych, a w gronie outsajderów pod względem skuteczności  zmniejszenia tej liczby. Proces poprawy przebiega u nas zdecydowanie poniżej średniej europejskiej. Osobiście uważam, że powinno być  więcej ciągłej, konsekwentnie prowadzonej działalności  edukacyjnej, bo tylko w ten sposób można zmienić naszą mentalność, nasz sposób myślenia  o tym, czym jest dla nas samochód i jak z niego korzystać .

Odnoszę wrażenie, że mimo tragicznej w Polsce sytuacji na drogach - w mediach dominuje sztampa: komunikaty od kierowców czytane amatorsko i zawsze tak samo podsumowywane wyniki głupoty i brawury.

Sztampa dominuje tam gdzie w ogóle podejmuje się temat bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Dawniej jak trzeba było coś napisać, trzeba było przysiąść, poszukać, czasem do biblioteki, zajrzeć do książki. Dziś źródłem wszelkiej wiedzy jest internet, przyrządem do pisania komputer z klawiszami Ctrl C i Ctrl V, a rozum  pozostaje jakby z boku. Jesteśmy świadkami postępującej multyplikacji sztampy.
Zajrzyjmy teraz do gazet, w liczących po 100 stron magazynach motoryzacyjnych na problematykę BRD (bezpieczeństwo w ruchu drogowym – red.) poświęca się 2, czasem 4 strony. Z kolei w Internecie  nieliczne  teksty zachęcające do bezpiecznych zachowań na drodze wywołują lawinę obelżywych  komentarzy .

Rozwijanie nadmiernej szybkości i pijaństwo - to grzechy główne. Aż do znudzenia, ciągle to samo słyszymy. Gdybyś miał faktycznie „drogową" władzę co byś zrobił?

Zbyt szybka jazda, pijaństwo czy  niechronieni uczestnicy ruchu drogowego (piesi, rowerzyści , motocykliści)  to nie tylko nasze grzechy główne.  Takie same  były   priorytety
Unii Europejskiej  w minionej dekadzie, w której celem strategicznym europejskiej polityki
 Transportowej było zmniejszenie liczby zabitych w wypadkach drogowych o połowę . Można powiedzieć, że to się prawie udało, bo w skali całej Unii  liczba zabitych zmniejszyła się o 43 procent, z 54 355 w 2001 roku do 30 926 w 2010. My z 29-procentowym spadkiem uplasowaliśmy się na końcu , obok Bułgarii i Rumunii. 
Gdyby to ode mnie zależało, wspierałbym wszelkie przedsięwzięcia edukacyjne i promujące bezpieczne zachowania na drodze, zwłaszcza adresowane do dzieci i  młodzieży (urazy w wyniku wypadków drogowych są główną przyczyną śmierci osób w wieku 15-29 lat ) . Na pewno podjąłbym działania zmierzające do zmniejszenia poczucia bezkarności  sprawców wykroczeń drogowych. Niezbędne też wydaje mi się zaostrzenie sankcji wobec recydywistów , a nagminne łamanie przepisów powinno niejako automatycznie zwiększać wymiar kary.

Co myślisz o dziadostwie z budowaniem u nas dróg. Gdzie praprzyczyna nieporadności, braku wyobraźni, nieumiejętności planowania, liczenia? A może ten stan się nawet stymuluje, by czerpać zyski z tego bałaganu?
 
Jeśli podstawowym kryterium wyboru wykonawcy jest cena a wokół mamy do czynienia z dzikim kapitalizmem i ceny surowców w ciągu roku rosną o 40 procent to dziadostwo będzie kwitło. Na pewno są tacy, którzy chcą na tej koniunkturze skorzystać , bo nie wiadomo  czy i kiedy taka sytuacja znów się nadarzy. Jednak z drugiej strony nigdy w dotychczasowej naszej historii nie zbudowano i  nie wyremontowano tylu dróg co w ostatnim czasie . W 2000 roku mieliśmy 358 km autostrad, w 2005  - 570, a obecnie ok. 1100 km.. Od 2005 roku długość dróg ekspresowych dwujezdniowych wzrosła z górą 3-krotnie ze 160 do 540 km a jednojezdniowych bez mała 5-krotnie z 70 do 325 km. Wiele z nich to obwodnice miast i miasteczek, które wyprowadziły z nich uciążliwy  ruch tranzytowy. Oczywiście te budowy a zwłaszcza remonty istniejących dróg, i to w niespotykanej wcześniej skali, są  bardzo uciążliwe. Ale „gierkówką” już teraz jeździ się zdecydowanie lepiej, bo przed Euro 2012 skończyła się modernizacja 25-kilometrowego odcinka na pograniczu mazowieckiego i  łódzkiego. Kolejny odcinek będzie wyremontowany na  wakacje . 
  
Zapytam wprost: czy polscy drogowcy to niedouczone niedołęgi czy złodzieje?

Znam trochę to środowisko, bo przez wiele lat miałem i mam  kontakty zawodowe z drogowcami .  Jak w każdym środowisku są orły i nieloty, są  ludzie uczciwi i zdarzają się złodzieje. Nie sądzę  żeby proporcje były wśród nich inne niż w grupie zawodowej dziennikarzy, lekarzy, czy pracowników poczty. Przed kilkoma laty, w ramach akcji likwidowania absurdów drogowych, przejechałem dwa warianty trasy Warszawa – Łódź  w towarzystwie eksperta drogownictwa, inż. Włodzimierza Walerycha, uczestnika międzynarodowych kongresów drogowych. Do absurdów drogowych zaliczyliśmy ostatecznie parę stojących bez sensu znaków. 

Dokąd my zajedziemy?

Gdy w połowie lat 70-tych zaczynałem swoją przygodę z dziennikarstwem, samochodami i motoryzacją, to w pracy  posługiwałem się maszyną do pisania,  doniesienia agencyjne odbierało się z telexów, nie było faxów, komputerów, maili, internetu, telefonów komórkowych i nawigacji satelitarnych. Nowy samochód wyjeżdżający  z ówczesnego salonu sprzedaży natychmiast zyskiwał na wartości,  a do baku w swoim Trabancie oprócz etyliny 78 wlewałem olej Mixol. Od tamtego czasu  wydarzyło się i zmieniło jeszcze parę innych rzeczy, generalnie  zdecydowanie na lepsze. Jestem więc optymistą.
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl