Z Andrzejem Stawiarskim o edukacji medialnej w liceum rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.
Andrzej Stawiarski, dziennikarz, członek Zarządu Głównego SDP, redaktor naczelny i wydawca „miesięcznika KAPITAŁOWEGO”.
Uczysz w liceum przedmiotu, który się nazywa „edukacja medialna”. Co to takiego?
To przedmiot dla licealnych klas o profilu humanistycznym. Ma normalną ocenę na świadectwie i jest wykładany w drugiej oraz trzeciej klasie godzinę tygodniowo. W Krakowie chyba tylko II Liceum ten przedmiot wprowadziło.
Jak dziennikarz został nauczycielem?
Przypadkiem. Szukano kogoś na zastępstwo za nauczyciela, który zrezygnował z pracy… we wrześniu, zostawiając wszystkich na lodzie. To była prowizorka i jak to prowizorka trzyma się dobrze od kilku lat. Mnie to zainteresowało dlatego, że wyjście z wiedzą o mediach do uczniów liceum wydaje mi się czymś potrzebnym.
Dlaczego?
W dzisiejszych czasach w życiu społecznym, politycznym i takim zwykłym media odgrywają znaczącą rolę, a równocześnie społeczeństwo o funkcjonowaniu mediów, tak naprawdę, niewiele wie.
Uczysz więc młodzież jak media funkcjonują od wewnątrz czy jak ma odczytywać ich przekaz?
Staram się uczyć jak mają żyć w świecie, który jest zdominowany przez media. Z jednej strony tłumaczę im podstawy organizacji mediów i mówię jak się przygotowuję program telewizyjny czy wydanie gazety. Z drugiej strony pokazuję, że każdy z nas będzie w swoim życiu albo z nich korzystał jako czytelnik, widz czy słuchacz, albo będzie je wykorzystywał do swoich celów jako przedsiębiorca, polityk, czy też ktoś, kto chce by media przedstawiły jego racje czy opinie. Skoro będziemy z nich korzystać, to trzeba umieć robić to mądrze.
Czy uczniowie są tym zainteresowani?
Jest tak jak z każdym przedmiotem w szkole. Jest grupa zainteresowana i chętnie uczestnicząca w dyskusji i jest też grupa, która w tym czasie doucza się do klasówki z innego przedmiotu.
Rozmawiałem niedawno z kilkoma osobami uczącymi studentów dziennikarstwa i wszyscy oni podkreślali, że ci studenci bardzo mało czytają w ogóle i prawie nie czytają gazet. Z jakimi mediami kontaktują się twoi uczniowie?
Zawsze na początku proszę ich o napisanie z jakich mediów i w jaki sposób korzystają. Większość korzysta głównie z Internetu. Co ciekawe, ci o bardziej skonkretyzowanych zainteresowaniach, nawet takich jak moda czy sport, częściej sięgają do „papieru”. Tam, jak twierdzą, znajdują więcej ciekawych dla nich informacji. Generalnie niechętnie oglądają lub przyznają się do oglądania telewizji. Nie są też fanami radia. To dla nich raczej taki „brzęczyk” niż informacja czy rozrywka. Rzeczywiście gazet czytają mało, ale to młodzi ludzie, i za moich czasów młodzież w ich wieku też niekoniecznie zaczynała dzień od lektury prasy.
A ta większość, to czego szuka w Internecie?
Szukają stron specjalistycznych, hobbystycznych. Poza tym masowo korzystają z portali społecznościowych. Internet to dla nich przed wszystkim sposób kontaktowania się między sobą i miejsce gdzie można znaleźć pomoc w rozwiązaniu zadania domowego.
Internet to dla nich nie źródło opinii, ale praktycznych informacji?
Tak, ale mówię to na podstawie mojego wąskiego oglądu, a nie wyników badań. Pamiętaj też, że dla nich to czas, gdy dopiero kształtują swoje podejście do mediów. Ich zachowania mogą się jeszcze zmienić. Ja staram się im tłumaczyć, że niezależnie jak to oceniają, to żyją w bardzo ciekawych czasach. Czasach bardzo szybkich, rewolucyjnych zmian. Mówię do nich: „Tej rewolucji nawet nie zauważacie, bo urodziliście się w trakcie jej trwania i jesteście jej częścią. Obserwujcie to, bo kiedyś dzieci i wnuki będą was o to pytać.” (śmiech)
No i co? Na co liczysz?
No i nie wiem co z tego wyniknie. Tę pracę traktuje trochę jak „orkę na ugorze”, tzn. nie liczę na to, że nastąpi natychmiastowa reakcja i wszyscy pobiegną do kiosku po gazetę albo zajmą się analizą informacji Staram się nie dawać prostych odpowiedzi, ale raczej namawiać i prowokować do dyskusji. Dostarczać potencjalnej umiejętności, która kiedyś może się przydać. Pokazuję np. różnicę między wynikiem odmiennych sposobów redagowania materiału przez różne redakcje a manipulacją czy wręcz głupotą. Analizujemy jak te same tematy naświetlają różne media. Wyjaśniam, że jak się udzieli dziennikarzowi kilkuminutowej wypowiedzi, a on wykorzysta kilka zdań, to może to być manipulacja, ale może to być również zwykły i konieczny zabieg redakcyjny. Omawiamy też przykłady, gdzie ewidentnie dziennikarz w celu udowodnienia wcześniej założonej tezy wybrał z wypowiedzi rozmówcy jedynie to, co mu pasowało. Zrobił to świadomie wiedząc, że niezupełnie odzwierciedla to pierwotny przekaz. I wreszcie, staram się pokazywać coś, co ma znamiona manipulacji, choć moim zdanie wynika wprost z kompromitująco niskiego poziomu wiedzy niektórych dziennikarzy. Tu moim ulubionym przykładem jest telewizyjna relacja z manifestacji 11 listopada, gdzie na pytanie ze studia: „Czy na ulicy widać jakieś hasła faszystowskie?”, dziennikarka obecna na miejscu odpowiedziała: „Tak widzę transparenty z napisami Bóg, Honor, Ojczyzna”.
I śmieszne i straszne.
No więc staram się pokazać różne aspekty tego, co zwłaszcza politycy lubią wrzucać do jednego worka z napisem manipulacja.
Może dobrze by było, żeby przedmiot „Edukacja medialna” był chociaż krótko, ale obecny we wszystkich szkołach?
Ideałem by było, żeby elementy tego przedmiotu, czyli umiejętność krytycznej oceny źródła informacji była obecna w nauczaniu wielu przedmiotów - historii, WOS, języka polskiego itd. Kłopot polega na tym, że przedmiotu takiego jak „Edukacja medialna” powinni uczyć praktycy, a nie nauczyciele, którzy nigdy nie byli dziennikarzami a teorię mediów poznali jedynie na studiach. Tu chodzi nie o nauczenie rozróżniania gatunków dziennikarskich, ale o pokazanie świata mediów, a to pokazać może tylko ktoś, kto ten świat poznał. W obecnej trudnej sytuacji na rynku dziennikarskim, to nawet dawałoby niektórym możliwość znalezienia pracy.
No to chyba niemożliwe, bo rynek pracy nauczycieli też akurat się kurczy.
To prawda. Ja też nie potrafię powiedzieć czy mój romans ze szkołą potrwa dłużej, bo nie wiem czy przy obecnych cięciach przedmiot ten będzie w przyszłym roku nadal w planie zajęć.
