Z Marcinem Pulitem o „Weselu” bez abonamentu i możliwym bankructwie regionalnych spółek radia publicznego w roku 2015 rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.
Marcin Pulit - absolwent Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, podyplomowe studia z zarządzania i finansów Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, z radiem związany od 1993 roku. Zaczynał jako dziennikarz w diecezjalnym Radiu Dobra Nowina w Tarnowie, od 1994 roku dziennikarz Radia Kraków, 2005-2006 członek Zarządu Radia Kraków d.s. programu, promocji i reklamy. 2006 - 2009 dyrektor oddziału regionalnego w wydawnictwie Polskapresse, Prasa Krakowska, 2009 - 2011, Dyrektor Biura Spółki Kraków Airport, Od lipca 2011 Prezes Zarządu Radia Kraków S.A.
Na swoje 85 urodziny Radio Kraków zrobiło sobie prezent. Wystawiło „Wesele” Wyspiańskiego w reżyserii Andrzeja Seweryna. Na żywo i z widownią. Drogi prezent.
Rzeczywiście to drogi prezent, ale nie dla siebie, tylko dla słuchaczy. Jak wiadomo Kraków lubi jubileusze, ale nie chcieliśmy, żeby to była akademia z wręczaniem odznaczeń. Tym przedstawieniem połączyliśmy tradycję z nowoczesnością.
Było ciekawie i zabawnie, bo powstał radiowy teatr, który można było też oglądać.
Żyjemy w czasach, gdy zanika klasyczny podział na radio, prasę czy telewizję. To wszystko się ze sobą miesza. Słuchowisko to mocna tradycja Radia Kraków. Możliwość pokazania premiery na żywo, z muzyką też na żywo równocześnie w sali koncertowej radia i w Internecie to nowoczesność. O Andrzeju Sewerynie wiedzieliśmy, że chce coś ciekawego w radiu zrobić. Nam z kolei jego nazwisko gwarantowało zainteresowanie i doborową obsadę. Efekt był niebywały. Wprawdzie nie wiemy ile osób nas słuchało na żywo w radiu, ale trzech części „Wesela” na żywo w Internecie słuchało 22 tysiące osób. W wersji video 1700.
Kto za to zapłacił?
Koszty w całości pokryli sponsorzy. Zwykle media publiczne, gdy robią coś z wyższej półki, to podkreślają, że gdyby nie abonament, toby tego nie było. Ja przy każdej okazji podkreślam, że ten projekt nie był finansowany z abonamentu. Zresztą abonamentu nie wystarcza nam nawet na podstawowe rzeczy.
O pieniądzach jeszcze za chwile. Czy będzie więcej takich przedsięwzięć?
Tak. Jesienią. Jesteśmy po słowie z Jerzym Stuhrem. On zrobi tańsze, bo bardziej kameralne przedstawienie. Możliwe, że „Ich czworo” Zapolskiej. Rozmawiamy też wstępnie z Janem Klatą o jego autorskim przedsięwzięciu, ale to jeszcze jest pod znakiem zapytania.
A jaka jest sytuacja finansowa na co dzień?
Bardzo, bardzo, bardzo zła. Wpływy z abonamentu spadają regularnie, rok do roku, około 10 procent. Jeszcze 4 lata temu wpływy z abonamentu to było 92 procent naszego budżetu. Dziś to tylko 70. Niestety tylko część tej dziury jesteśmy w stanie załatać samodzielnie wypracowanymi środkami. W efekcie ubiegły rok zakończyliśmy stratą w wysokości 2,4 miliona złotych. Długów nie mamy, ale gotówkowe rezerwy, którymi moglibyśmy pokrywać dalsze straty się skończyły.
I co dalej?
Po pierwsze, oszczędzamy gdzie się da i każdą złotówkę wydajemy niezwykle ostrożnie. Po drugie, Radio Kraków ma nieruchomość w centrum miasta, która jest mu zbędna. To jest budynek, który był jeszcze przed wojną, drugą historyczną siedzibą radia. Ten budynek w tym roku sprzedamy.
Sprzedacie i przejecie?
Nie. Pieniądze pójdą na inwestycje, na które nie mamy pieniędzy, a które są niezbędne do utrzymania emisji. Musimy między innymi wymienić zespół emisyjny i kupić nowe serwery.
To niezupełnie inwestycja. To raczej odtworzenie majątku.
Inwestycja, bo jak nie będziemy nadawać programu, to zakończymy działalność.
Rozumiem, że to pochłonie część pieniędzy, a resztę łatanie wspomnianej dziury budżetowej. Kiedy środki się skończą?
Jeżeli wpływy z abonamentu będą spadać w takim tempie jak obecnie pieniędzy wystarczy do połowy roku 2014.
A potem?
Potem będzie problem. Zwiększamy własne przychody. W zeszłym roku mieliśmy rekordowe przychody reklamowe, największe w historii naszego radia. W stosunku do planu przygotowanego jeszcze przez poprzedni Zarząd zwiększyliśmy je o 30 procent, ale w sumie to jest 1mln 600 tys. Nawet więc gdybyśmy w obecnym, czy przyszłym roku zwiększyli te wpływy jeszcze o połowę, co biorąc pod uwagę rynek byłoby prawdziwym cudem, to i tak byłoby to tylko 800 tys. więcej. Tymczasem potrzeby są o wiele większe. Zresztą ilość miejsca na antenie na reklamę też jest ustawowo ograniczona.
Czy to jest sytuacja typowa dla rozgłośni regionalnych?
Ich sytuacja jest różna. Kilka jest w podobnej sytuacji jak my, inne mają więcej kapitału zapasowego, bo mniej inwestowały lub zawsze miały większy majątek w nieruchomościach. Niektóre więc wykazują nawet zysk, ale ich lepsza sytuacja, to często wynik zapisów księgowych. Generalnie – jeśli nic się nie zmieni - wszyscy około roku 2015 staną przed widmem bankructwa. Oczywiście teoretycznie można temu zapobiec zwalniając ludzi, a muzykę puszczać wyłącznie z komputera, ale w ten sposób nie da się robić programu oczekiwanego od publicznej radiofonii.
To oznacza zniknięcie publicznej radiofonii regionalnej albo podzielenie losu komercyjnej radiofonii lokalnej, która została wykupiona, „zsieciowana” i straciła lokalny charakter.
Istnieje takie niebezpieczeństwo. Dodam jednak, że problemy finansowe, to nie wyłącznie domena publicznych spółek regionalnych. Tzw. „duże” Polskie Radio ma problemy finansowe większe niż wszystkie rozgłośnie regionalne razem wzięte.
Czy uregulowanie problemu ściągalności abonamentu, tak by ściągano go na poziomie 80 – 90 procent rozwiązywałoby problem?
Przy takiej ściągalności byt wszystkich mediów publicznych byłby zagwarantowany. Żyć nie umierać. Tu są olbrzymie rezerwy. Obecnie tylko 7 procent gospodarstw w kraju płaci abonament. Całkowite wpływy z abonamentu planowane na 2013 rok to ok. 420 mln. W Niemczech, gdzie media regionalne są bardzo silne, abonament to ok 3 mld euro. Radio Kraków dostaje teraz z abonamentu 7 mln zł rocznie.
A ile potrzebuje na przeżycie?
Powiem tak: od zeszłego roku obowiązują nas bardzo dokładne plany finansowo – programowe. Mamy obowiązek, minuta po minucie, opisać dla KRRiT program na cały rok. Ile będzie informacji, publicystyki, muzyki, kultury itd. Musimy spełniać wysokie wymagania Krajowej Rady. W zamian otrzymujemy te 7 mln abonamentu, ale koszt takiego programu nawet przy ostrym zaciskaniu pasa, wraz z kosztami emisji, energii itp. wynosi ok. 10 - 11 mln. Około 2 milionów jesteśmy w stanie wypracować sami.
Niektórzy myślą o likwidacji spółek regionalnych i powrotu do sytuacji gdy radia lokalne były tylko skromnymi oddziałami radiofonii centralnej.
Oczywiście będę bronił publicznej radiofonii regionalnej w formie osobnych spółek. Jesteśmy bardziej efektywni niż jedna wielka struktura. Wyprodukowanie minuty programu u nas jest wielokrotnie tańsze niż w Polskim Radiu. Co ważniejsze regionalna radiofonia jest niezbędna dla budowania lokalnego społeczeństwa obywatelskiego. Oczywiście te funkcje integrowania lokalnej społeczności mogłyby wypełniać radia prywatne, ale na poziomie regionalnym już praktycznie ich nie ma. Czym się skończy wariant likwidacji spółek regionalnych najlepiej widać po kondycji oddziałów telewizji publicznej, która działa przecież w takim właśnie modelu. Telewizji regionalnej właściwie nie ma. Są kraje, jak Wlk. Brytania, gdzie scentralizowane media publiczne potrafią służyć lokalnej społeczności, ale u nas, niestety, ten model jakoś się nie sprawdza. Gdybym nie był szefem samodzielnej spółki, nie doszłoby do realizacji „Wesela”, bo jako dyrektor oddziału, a nie prezes spółki, nie miałby możliwości podjęcia decyzji o realizacji spektaklu, jeszcze zanim miałem zagwarantowane finansowanie. Za taką „odwagę” centrala odwołałaby mnie ze stanowiska.
Czego oprócz 100 lat życzyć Radiu Kraków na 85 urodziny?
Żeby była wola polityczna uregulowania kwestii abonamentu, bo to jest tylko kwestia woli politycznej.
