Z Ewą Stankiewicz o incydencie ze Stefanem Niesiołowski, brutalizacji życia społecznego i sterowaniu nastrojami przez media reżimowe rozmawia Błażej Torański.

Ewa Stankiewicz, rocznik 1967, reżyser filmów dokumentalnych, scenarzystka, dziennikarka. Ukończyła reżyserię w łódzkiej szkole filmowej i polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim. Autorka nagradzanych reportaży telewizyjnych i radiowych. Założycielka i prezes fundacji „Dobrze że jesteś", pomagającej osobom ciężko chorym i umierającym oraz prezes Stowarzyszenia Solidarni 2010. Publikuje m.in. w „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Chciała Pani sprowokować Stefana Niesiołowskiego?

Zadałam mu pytanie, które nawet nie było kontrowersyjne, wynikało z sytuacji. Nie został przez związkowców wypuszczony z Sejmu, a ja go zapytałam, jak myśli, dlaczego przed chwilą tak się stało? To jest normalne, dziennikarskie pytanie. Jestem natomiast przekonana, że to on próbował mnie sprowokować, bo wyzwiska z jego ust padły nie po pytaniu, tylko po tym jak usłyszał moje nazwisko. Samo nazwisko go zdenerwowało i to że ktoś taki jak ja ośmiela się do niego podchodzić.

W „Gazecie Wyborczej” żali się, że o mało mu Pani kamerą zębów nie wybiła.

Film wyraźnie pokazuje, że trzymam dystans bezpieczny dla życia i zdrowia, ze dwa-trzy metry wiedząc, że mam przed sobą Niesiołowskiego. To on do mnie podbiegł, nie ja do niego. Podbiegł, rzucił się na mnie, chwycił kamerę i próbował wyłamać mikrofon. Po raz drugi rzucił się nie na kamerę, tylko na mnie. Ponieważ jest to filmowane z mojej kamery – to niestety tego nie widać.

Zaczął Panią szarpać?

Szarpać, chwytać za nadgarstki. To nie jest tak, że zaatakował tylko sprzęt.

Zaskoczyła Panią ta reakcja?

Zdegenerowanie życia publicznego w Polsce spowodowało, że poseł Stefan Niesiołowski jest przekonany, iż może sobie wybierać dziennikarzy i pytania, na które będzie odpowiadał lub nie. Jemu się pomyliło, bo nie jest gwiazdą, celebrytą, tylko osobą publiczną, pełni funkcje publiczne i utrudnianie przez niego relacjonowania wydarzeń, w których aktywnie uczestniczy, jest łamaniem prawa. Utrzymuje kontakty tylko z zaprzyjaźnionymi dziennikarzami. Jeśli dziennikarz spoza tego kręgu zadaje normalne pytanie, już nie mówię o kontrowersyjnym – a przecież obowiązkiem dziennikarzy jest patrzenie władzy na ręce - wzbudza jego agresję. Świadczy to o zdegenerowaniu, chorobie życia publicznego w Polsce. Całkowita bezkarność i przeświadczenie, że po prostu sobie nie życzy. Podczas manifestacji blokady Sejmu, w której uczestniczy, jako osoba publiczna, chce sobie wybierać dziennikarzy, którzy mają prawo zadać mu pytanie czy nie. A niech on do reżimu Łukaszenki wprowadza takie standardy! W Polsce na razie staramy się jeszcze zachować pozory.

Ale może warto zrozumieć stan jego wzburzenia, skoro nasłuchał się wcześniej pod swoim adresem: „Szczurze, wychodź", „Najemny Judaszu bolszewickiej bestii, nie będzie przebaczenia, nie będzie amnestii", „Platforma zdrajców, morderców". Z ludzkiego punktu widzenia nie było Pani go żal?

Ja go nie obraziłam w żaden sposób a spotkałam się z wyjątkową agresją. Podeszłam do niego i zadałam pytanie. Kiedy usłyszał moje nazwisko zaczął mnie obrażać, ja zaczęłam się bronić i ponowiłam pytanie – to wszystko: całość trwała kilkanaście sekund – potem przez 2 minuty trwał jego atak. To on nachalnie mnie atakował nie pozwalając mi odejść. Potem, jak się wszystko uspokoiło, nagrałam jeszcze wywiad, którego poseł udziela innym dziennikarzom na dziedzińcu i jego wejście do budynku sejmowego. Usłyszałam: „No i ta znowu swoje. Wstrętna Pisówa – najgorsze co może być". Co do wcześniejszych doświadczeń Niesiołowskiego z ludźmi: przemoc rodzi przemoc. Jeśli takie hasła padły, to ja się im nie dziwię, bo pod wpływem przemocy, jaką Niesiołowski uprawia od lat. Jest w swym słowie agresywny, brutalny, nieuczciwy. Dał się poznać od najgorszej strony w życiu społecznym w Polsce i ludzie mają prawo mieć tego dość. Oczywiście są pewne granice, której żadna ze stron nie powinna przekraczać. Próbowałam nagrywać w kilku miejscach, gdzie on opłotkami  próbował wyjść. Chwalił się, że zna różne wyjścia, ale, jak było widać, związkowcy dobrze się przygotowali.

Tylko Henrykowi Wujcowi udało się uciec przez płot.

Uciekł też Sławomir Nitras, ale generalnie związkowcy dobrze ten kordon zorganizowali. Widać, że mogą oni stanowić realną siłę wobec bezkarności, całkowitej degeneracji życia społecznego, brak odpowiedzialności władzy wobec prawa i wyborców i sterowanie nastrojami przez zaprzyjaźnione media. I kiedy nagle pojawi się dziennikarz, który nie zada usłużnego pytania, lub dziennikarz „niezaprzyjaźniony” o niewłaściwym nazwisku, pojawia się furia. Pytanie nie miało znaczenia, chciał mnie sprowokować, obrazić. Jeszcze przed zadaniem pytania, kiedy usłyszał moje nazwisko, zaczął rzucać obelgami.

Złożyła Pani doniesienie na policję?

Wezwałam policjantów, ale uznali, że nie ma warunków do przyjęcia zgłoszenia i odesłali mnie na komisariat przy Wilczej. Nie poszłam tam, bo relacjonowałam wydarzenia, potem całą noc montowałam film, a rano wyjechałam z Warszawy. Ale zastanawiam się co z tym zrobić, bo nie dość, że Niesiołowski rzucił się na mnie, to teraz odwraca kota ogonem, przekracza granicę. To, co zrobił, odbiło się dużym echem, powszechnie go potępiano, a nie mam zwyczaju kopać leżącego. Fatalnie postąpił, ludzie w miarę uczciwie go za to ocenili, zamknijmy ten rozdział. Jeśli jednak nadal będzie prowokował, złożę doniesienie do prokuratury. Choć jest jeszcze jedna kwestia, nad którą się zastanawiam. Nie chcę utwierdzać go w fałszywym przekonaniu, że może być egzaminowany tylko przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy. Bo jeśli utrwali się to w jego głowie, a nie daj Boże, również w głowach innych posłów Platformy, to może oznaczać koniec demokracji.

Nie sądzi Pani, że dojdzie do kolejnego tąpnięcia społecznego w Polsce? Że ludzie znowu wyjdą na ulice?

Nie wiem. Myślę, że w każdym europejskim społeczeństwie zaledwie jedna dwudziesta tego, co zrobił ten rząd, zniosłaby go z powierzchni przestrzeni publicznej. Platforma ma jednak media, które ubezpieczają ją z każdej strony. Sterują nastrojami, potrafią umiejętnie przekierować je na ślepe tory. Więc nie wiem. System jest zwarty i kontrolowany na wielu poziomach, a reżimowe media rządzą świadomością ludzi.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl