Z Robertem Bogdańskim o pogarszaniu się sytuacji mediów regionalnych i nadziei na przyszłość rozmawia Marek Palczewski.

Robert Bogdański (rocznik 1962). Życie dziennikarskie zaczynał w podziemnym kwartalniku „Obóz" w 1985 roku, potem był Serwis Informacyjny Solidarności, BBC, Polskie Radio, Reuters. Przez pięć lat był prezesem Polskiej Agencji Prasowej, kierował też agencją ekonomiczną Interfax Central Europe. Obecnie szefuje Fundacji Nowe Media, zajmującą się edukacją medialną młodzieży. Organizator Olimpiady Medialnej, której pierwsza edycja odbywa się obecnie. Uważny obserwator rynku mediów. Uczestnik panelu dyskusyjnego w czasie konferencji „Komu potrzebne są media regionalne?”, zorganizowanej w Krakowie przez regionalny oddział SDP, CMWP SDP, pod patronatem Rady Miasta Krakowa, 7 maja b.r.
Nakłady prasy regionalnej w Polsce systematycznie spadają. Czy taka intuicyjna teza jest potwierdzona przez badania?
Oczywiście. Są publicznie dostępne dane ZKDP (Związek Kontroli Dystrybucji Prasy), z których jasno wynika, że tak jest. Skorzystałem z tych badań i stworzyłem dwie grupy, których sprzedaż prześledziłem w okresie od roku 2001 do 2011. Pierwsza grupa to były gazety regionalne, które miały w roku 2001 sprzedaż powyżej 50 tys. Było ich wówczas 9, a ich łączna sprzedaż (za każdym razem posługiwałem się kategorią „rozpowszechnianie płatne razem”) wynosiła ponad 640 tys. W roku 2011 jeden z tych 9-ciu tytułów już nie istniał, gdyż wchłonął go inny z tejże listy, a łączna sprzedaż spadła do ok. 354 tys., czyli wynosiła 55% sprzedaży początkowej. Co jeszcze bardziej dramatyczne: tylko dwa tytuły zachowały sprzedaż powyżej 50 tys.
Druga grupa badawcza to „czołowa trójka”, czyli trzy najlepiej się w danym roku sprzedające tytuły. Łączna sprzedaż takiej trójki spadła w latach 2001 – 2011 z ok. 270 do ok. 170 tys., czyli do 63% stanu początkowego. W dodatku generalny trend jest spadkowy i w dłuższym terminie nie widać korzystnego wpływu takich zabiegów biznesowych, jak np. łączenie tytułów. Inaczej mówiąc: jak się doda jeden do jednego, to w najlepszym wypadku wyjdzie półtora, a i to nie na długo…
Z czego wynika to tąpnięcie? Czy jest to skutek procesów prywatyzacyjnych i przejmowanie tej prasy przez wydawców zagranicznych czy dominującym czynnikiem jest wpływ Internetu i odpływ czytelników od prasy?
Na pewno procesy cywilizacyjne są tu ważne. Na całym świecie „papier umiera”, a ludzie szukają darmowych informacji w Internecie. Tego procesu się nie zatrzyma, ale można sobie z nim rozmaicie radzić. Bo dlaczego np. taka sama „czołowa trójka” gazet ogólnopolskich spadła w tym samym okresie tylko o 12%? Taka sama próba tygodników opinii spadła bardziej, ale od dwu lat obserwujemy tendencję wzrostową. Tymczasem gazety regionalne idą w dół systematycznie i nie bardzo widać oznaki nadziei. Istnieje silnie uargumentowana teza, że do tego spadku walnie przyczyniła się błędna decyzja biznesowa, polegająca na ujednoliceniu gazet lokalnych przez grupę Polskapresse. Inni wydawcy w większości skorzystali z tego złego wzorca. Do tego doszło obniżenie jakości dziennikarstwa i w końcu czytelnik stanął przed pytaniem: dlaczego mam to kupować? Odpowiedź widać.
Które tytuły najbardziej straciły i dlaczego?
Z mojego punktu widzenia nie ma to istotnego znaczenia. Ważne jest, że cała branża szybko spada. Jeżeli się spojrzy na wykres w okresie 2001 – 2011, to w kilku przypadkach można zauważyć krótkotrwałe wzrosty, a kiedy im się bliżej przyjrzeć okazuje się, że następują one w wyniku fuzji tytułów. Przy czym, jak wspomniałem poprzednio: jeden plus jeden nie równa się dwa. Potem następuje powrót do tendencji spadkowej i właściwie żaden tytuł nie jest się w stanie z tego trendu wyłamać. Ponadto, dotyczy to tytułów, która mają różnych właścicieli, więc naprawdę trudno tu wyróżniać.
Czy tę tendencję można odwrócić?
Moim zdaniem tak, chociaż oczywiście nie oznacza to powrotu do nakładów papierowych sprzed dekady, czy dwóch. Nota bene, ZKDP od ponad roku publikuje także dane dotyczące sprzedaży wydań elektronicznych i włącza je do kategorii „rozpowszechnianie płatne razem”. Nie wolno zatem dać się zafascynować obronie „papieru”. Trzeba rozumieć gazetę regionalną jako medium, które musi być związane ze swoim odbiorcą. I w tym kontekście sądzę, że na najbliższą dekadę wydawcy gazet regionalnych powinni wymazać ze swojego myślenia kategorię zysku i zastąpić ją kategorią zrównoważenia, zaś koncentracja tytułów jest na obecnym etapie rozwoju rynku rzeczą złą. Trudno jest mi sobie wyobrazić, jak obcy wydawca, który w naturalny sposób jest nastawiony na zysk, miałby nawiązywać relację z lokalnym odbiorcą. I to przy pomocy „media workerów”, a nie dziennikarzy.
Jak w takiej sytuacji odpowiedzieć na pytanie czy media regionalne są potrzebne?
Twierdząco! Kiedy swego czasu często przyjeżdżałem do Krakowa, za każdym razie kupowałem jakąś lokalną gazetę i byłem ciekaw, co tam piszą o sprawach krakowskich. Spotykałem się z rodziną i widziałem, że oni także mają lokalną gazetę, często inną i na dodatek byli mi w stanie ciekawie wyjaśnić, dlaczego tego dnia kupują taką, a nie inną gazetę. Nie interesował nas jakiś „wiślany tajms”, tylko gazety zakorzenione w sprawach lokalnych. Kłopot w tym, że na tym milionowych zysków się nie osiągnie, trzeba się zadowalać tym, że się z tego żyje i robi coś dobrego dla ludzi. Jak takiego myślenia zabraknie, a odbiorca stanie się jedynie pozycją w rachunku, to i efekty będą mizerne. Ale ja wierzę w zmianę sposobu myślenia. Być może za kolejną dekadę będziemy mieli porządne media regionalne, ale nie będziemy już mieli centralnych inwestorów, którzy poszukają bardziej zyskonośnych terytoriów… Czyli nastąpi chwilowy upadek, a potem odrodzenie, ale już w innej formule i z innymi ludźmi. Bo natura nie znosi próżni, a ludzie oczekują informacji i kontaktu ze światem.
