Burda International GmbH przejmuje wydawnictwo Gruner + Jahr w Polsce. – Wszystkie osoby zarządzające wydawnictwem i redaktorzy naczelni pozostają na swoich stanowiskach – zapewnia portal sdp....
Firma:
Radio VOX FM
Region:
Warszawa
Stanowisko:
DJ/Prezenter
Wymagania:
Doświadczenie w pracy przed mikrofonem
Oferujemy:
Umowę o pracę, możliwość rozwoju
Kontakt:
warszawa@voxfm.pl
....
Z prof. Konradem W. Tatarowskim, byłym redaktorem Radia Wolna Europa, w przeddzień 60. rocznicy powstania Rozgłośni Polskiej RWE rozmawia Marek Palczewski.
Konrad W. Tatarowski, dziennikarz Rozgłośni Polskiej RWE w latach 1984 – 1994. Obecnie pracuje w Zakładzie Dziennikarstwa na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Autor wielu artykułów i książek z zakresu literaturoznawstwa i historii mediów. Publikował m.in. w paryskiej „Kulturze”, w „Kontakcie”, nowojorskim „Nowym Dzienniku”, berlińskim „Poglądzie”, członek redakcji łódzkiego miesięcznika „Tygiel Kultury”. Autor książek o historii RWE: „Literatura i pisarze w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa” (Universitas 2005) oraz „Aksjologia i polityka w pisarstwie i działalności Jana Nowaka-Jeziorańskiego”, (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2010 – praca habilitacyjna)
Kiedy po raz pierwszy przekroczyłeś progi RWE w 1984 roku jako emigrant polityczny, co to dla Ciebie znaczyło, jakie miałeś nadzieje, oczekiwania?
Próg budynku RWE przy Oettingenstrasse w Monachium po raz pierwszy przekroczyłem 2 października 1984 roku - po półtorarocznym pobycie w Los Angeles, gdzie spędziłem wraz z żoną i dwójką dzieci pierwszy, najtrudniejszy okres po wyjeździe z Polski. Dla nas wszystkich, oprócz syna, który urodził się w Kalifornii, przede wszystkim był to powrót do Europy, do znanych nam krajobrazów, miar i przestrzeni, do smaku chleba, kawy i piwa… Dziennikarski etat w RWE dawał szanse na stabilizację sytuacji życiowej w warunkach emigracyjnych, na pracę, w której mogłem wykorzystać swoją wiedzę i doświadczenia nabyte w kraju – choć równocześnie oznaczało to konieczność ekspresowej zgoła nauki zupełnie nowego dla mnie zawodu: dziennikarza radiowego. Przede wszystkim jednak ta praca oznaczała możliwość kontynuacji działalności opozycyjnej wobec komunistycznego reżimu w PRL – jak się szybko okazało, w ścisłej współpracy i bliskiej więzi z wieloma działaczami „Solidarności” i opozycjonistami z kraju, którzy w drugiej połowie lat 80-tych coraz częściej odwiedzali Monachium.
Jakie były twoje pierwsze wrażenia, odczucia?
Co czułem przekraczając próg Rozgłośni? Niepokój, jak zostanę przyjęty, jak sobie poradzę w nowej roli… Osobiście znałem tylko jedną zatrudnioną tam wcześniej osobę – Jadwigę Kaczyńską z Łodzi, która pracowała w dziale nasłuchu radiowego. Oczywiście znałem nazwiska redaktorów, głównie „Faktów – Wydarzeń – Opinii”, bo przede wszystkim tej audycji słuchałem wcześniej w Polsce. Ale proces aklimatyzacji do nowych warunków przebiegł bezboleśnie, przede wszystkim dzięki temu, że bardzo życzliwie zostałem przyjęty przez dyrektora Rozgłośni, Zdzisława Najdera, przez grono rówieśników, którzy rozpoczęli pracę w RWE niedługo przede mną – takich jak Danuta Drzewińska, Piotr Załuski, Aleksander Świeykowski czy Jacek Kaczmarski. Dość szybko nawiązałem też bliższe kontakty z wieloma starszymi redaktorami, których wcześniej znałem jedynie ze słyszenia.
W tym radiu prowadziłeś kilka audycji, m.in. „Przegląd Prasy Podziemnej”, „Widziane z Kraju”, „Fakty –Wydarzenia- Opinie”, „Polscy Twórcy na Emigracji”. Łatwo było literaturoznawcy i krytykowi literackiemu prowadzić audycje polityczne?
„Fakty – Wydarzenia – Opinie” zacząłem samodzielnie prowadzić dopiero po kilku miesiącach pracy radiowej, „Panoramę Dnia” jeszcze później – a zatem w okresie, kiedy byłem już oswojony z mikrofonem i specyfiką tej pracy. Na początku współpracowałem z „Przeglądem Prasy Podziemnej” najpierw jako autor poszczególnych audycji, później również jako koordynator tej audycji, nadawanej od poniedziałku do soboty. Przygotowywałem też przeglądy prasy emigracyjnej oraz audycje weekendowe, dłuższe „Programy Specjalne” o tematyce kulturalnej i literackiej, w tym słuchowiska poetyckie i audycje dokumentalno-historyczne. W audycji „Polska jak może być” brałem udział w dyskusjach o różnych nurtach myśli politycznej… Oczywiście pisywałem też, już w początkowym okresie pracy, komentarze o „Faktów…” – tutaj ogromną pomocą był wspaniale zorganizowany i prowadzony research, dział dokumentacji, gromadzony od początku istnienia Rozgłośni, w którym znaleźć można było informacje na każdy temat gospodarczy, społeczny, czy kulturalny, dane o osobach i sprawach, pochodzące z prasy jak i z innych źródeł.
W tamtym okresie, okresie stanu wojennego i w latach 80. Rozgłośni Polskiej RWE słuchało ponad 50 proc. Polaków. Jak to wpływało na waszą pracę?
Zdecydowanie pozytywnie i motywująco. Uważnie śledziliśmy głosy, docierające z kraju na temat naszej pracy. Jak wspomniałem wcześniej, w drugiej połowie lat 80-tych kontakty z krajem były coraz częstsze i coraz bardziej bezpośrednie.
Kiedy myśli się o RWE, to najczęściej w kategoriach politycznych, często zapominając o jej roli kulturotwórczej. A przecież była to bardzo ważna misja tego Radia.
Ja też jadąc do Monachium postrzegałem RWE przede wszystkim jako ośrodek informacyjno-polityczny. Dopiero będąc tam odkryłem wspaniałe zasoby archiwalne, zawierające świetne słuchowiska, reportaże, audycje dokumentalne. Pierwszy raz zetknąłem się z nimi w listopadzie 1984 roku, kiedy nadeszła wiadomość o śmierci Stanisława Balińskiego, ostatniego Skamandryty. Postanowiłem zrobić o nim audycję – i w ten sposób dotarłem do jego licznych wierszy, wypowiedzi z lat 50-tych i późniejszych. To było niesamowite odkrycie! Wyszła z tego długa, 50-minutowa audycja, oparta o archiwalne nagrania. Odnalazłem też wkrótce liczne nagrania Wierzyńskiego, Lechonia, Józefa Wittlina, Hemara – a także słuchowiska Tadeusza Nowakowskiego, Tymona Terleckiego, Wiktora Trościanki. Systematyczny użytek z tych nagrań – uzupełniony zresztą o własne materiały, które przywoziłem z wypraw reporterskich do Paryża i Londynu – mogłem zrobić dopiero w późniejszym okresie pracy, po likwidacji „Przeglądu Prasy Podziemnej” i „Widzianego z kraju”, kiedy w lutym 1990 roku zacząłem prowadzić stałą cotygodniową audycję „Polscy twórcy na emigracji”. A owocem tych doświadczeń i ich syntezą jest książka „Literatura i pisarze w programie Rozgłośni Polskiej RWE”, którą opublikowałem już po powrocie do kraju w 2005 roku.
Jak patrzysz po latach na swoje związki z RWE? Czym była dla ciebie ta rozgłośnia?
Bardzo dobrze wspominam ten okres w moim życiu. Poznałem wtedy wielu ciekawych i wybitych ludzi, nauczyłem się systematyczności, punktualności, podejmowania szybkich decyzji bez dzielenia włosa na czworo… Zwięzłego i rzeczowego stylu wypowiedzi, z wydobywaniem na wierzch tego, co ważne, a zatem i umiejętności odróżniania istoty sprawy od tego, co ją oplata. To cechy ważne również w pracy naukowej, zresztą nie tylko… No poza tym, abstrahując od obywatelsko-patriotycznego aspektu pracy w RWE, a także od tego, że opanowałem tam reguły nowego zawodu – poszerzyłem tam swoją wiedzę humanistyczną o kwestie związane z życiem literackim i politycznym emigracji, czy historią radiofonii. To zaowocowało po powrocie do Polski, na stałe w 1995 roku, i pozwoliło mi po ponad dwudziestoletniej przerwie powrócić do pracy naukowej.
Czy słuszna była decyzja o zamknięciu Rozgłośni Polskiej RWE w 1994 roku? Czy na pewno dziś nie potrzebujemy już takiego radia?
No cóż, decyzja o zamknięciu Rozgłośni była w sytuacji politycznej po 1989 roku nieunikniona i z pewnością uzasadniona. A czy obecnie nie potrzebujemy mediów obdarzonych poczuciem misji obywatelskiej, odpowiedzialnych za słowo, przestrzegających elementarnych standardów sztuki dziennikarskiej, nastawionych nie tylko na zysk i poparcie biznesowych, czy politycznych patronów? Drogi Marku, toż to pytanie retoryczne! Odpowiem trochę w stylu Stefana Kisielewskiego: potrzebne, ale jak to zrobić?