Z prof. Maciejem Mrozowskim o przemeblowaniu głów i podnoszeniu się z kolan dzinnikarzy rozmawia Błażej Torański.

Maciej Mrozowski – prawnik i medioznawca, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej , członek International Institute of Communication oraz Polskiego Towarzystwa Socjologicznego.

Rzeczywiście tradycyjne media skazane są na upadek?

Czytelnicy stopniowo odchodzą od gazet drukowanych, ale nie od każdej z równą dynamiką. Niektóre magazyny mają czytelników. Redaktor naczelny „Uważam Rze” Paweł Lisicki twierdzi, że jest ich coraz więcej.

Mówi nawet – w odniesieniu do reklam, ale i poczytności - że nadszedł czas żniw.

To jest autopromocja. Nie wiadomo, jaki będzie trwały trend, bo jak na razie spada czytelnictwo. Ludzie przechodzą do sieci. Zmiany technologii medialnych zmieniają sposób naszego komunikowania się, mentalność, postrzeganie świata i sposób myślenia o nim. To z kolei zmienia sposób działania i doprowadza do zmiany cywilizacyjnej. To jest klucz, do którego przywiązuję dużą wagę.

Papier nie sprosta atrakcyjności iPadów, tabletów, androidów?

Technologia medialna przyśpieszyła niesłychanie, zwłaszcza dla mojego pokolenia. Niedawno w specjalnych okularach oglądałem w sklepie telewizory trójwymiarowe. Technologia obrazu przełamuje kolejną barierę. Przez najbliższe lata będziemy się zachłystywać latającymi odrzutowcami i pływającymi rybkami, światem, który prosto z ekranu podjeżdża nam pod nos. Fascynować będą nas technologie montażu, telewizja interaktywna. Mkniemy w kierunku, w którym zabawa przekazem - w sensie technologicznym - przesłania jego odbiór, interpretację. Zamiast interesować się treścią, koncentrujemy się na sposobie przedstawiania. A to czyni nas dziecinnymi.

To wszystko prawda, ale co z tradycyjnymi nośnikami? Zapowiedź śmierci papieru nie jest przedwczesna?

Do końca tak się nie stanie. Papier wróci do swojej pierwotnej funkcji, stanie się elitarny. Częściej będziemy czytać prasę w formie elektronicznej, ale to nie jest to samo. Bo na tradycyjnej gazecie mogę sobie na marginesie robić notatki. Książkę zawłaszczam, kiedy poddaję ją „obróbce czytelniczej”, podkreślam, zaznaczam, zaginam strony, wtedy ona jest moja. Takie nośniki treści nadal będą potrzebne, bo jak tu na ekranie zaginać i kreślić?  Chyba, że pojawi się nowe pokolenie, które nie będzie miało takiego poczucia własności książki. Ale nadal jakaś cześć ludzi wykształconych będzie kultywować papier. Nie dojdzie więc do całkowitej eliminacji tradycyjnych mediów, tylko zmiana proporcji. O tyle jest ona ważniejsza, że przemebluje czaszki, zmieni sposób odbioru świata. Technologia zmieni równowagę między zmysłami. Media staną się coraz bardziej dotykowe. Zmysłowość widzenia materii będzie korespondować z ręką, która będzie manipulować mediami. W akt odbioru zaangażujemy się bardziej fizjologicznie. Stracimy dystans, który wyznacza refleksyjność. Odwróci się proces ewolucji. Homo sapiens, co wieścił Giovanni Sartori, stanie się homo videns. Człowiek będzie zwierzęciem obrazowym.

Czas umierać?

Nie, tak daleko idących wniosków nie wyciągam. Człowiek ukształtował się jako gatunek 35 tys. lat temu, na etapie łowiecko-zbierackim, a Internet jest taką przestrzenią. Wracamy do wspólnoty pierwotnej, tylko na znacznie wyższym poziomie. Nasz ewolucyjnie wykształcony mózg będzie nadal funkcjonował, ale w innym środowisku. Nie w kniei, tylko w wielkiej sieci, w której już polujemy i zbieramy, tworzymy wspólnoty plemienne, toczymy wojny, tworzymy koalicje...

Co zrobić, aby ten proces zahamować? Jak wydawcy powinni odpowiadać na kryzys prasy?

Robić, co robią: spowalniać i przechodzić do sieci. Pomysł „Gazety Wyborczej”, która w wydaniu papierowym zrezygnowała z newsów, uważam jednak za ryzykowny. Bo odwołuje się do grupy refleksyjnej. Do ludzi z nawykiem, że informacja jest paliwem, a refleksja jazdą, całą przyjemnością poruszania się po świecie. Ci ludzie być może znajdą dla siebie enklawę w „Wyborczej”, a być może gazeta, grając va baque, niechcący przyśpieszy proces upadku. Ale jest to jakaś zagrywka, która równocześnie umacnia portal. On line „Gazeta” jest newsem, of line – komentarzem.  To próba gry na dwóch fortepianach, ale jednak w duecie, kompatybilnie, jak Marek i Wacek.

Czy zawód dziennikarza odzyska swój prestiż, jeśli – jak Pan prorokuje – gazety staną się elitarne?

To jest jedyny sposób, aby przywrócić rangę zawodu, bo dziennikarze roztapiają się w kategorii pracowników mediów, tracą swoją tożsamość. Przestają być podmiotami społecznymi, zbierającymi informacje i przetwarzającymi je. Wielość informacji, które czytamy w Internecie, uniemożliwiają nam stworzenie sensownej konstrukcji świata. Jest tego za dużo, przelatuje za szybko. Czytelnicy potrzebują więc interpretacji i gazety, które zadają cios magazynom, stają się „codziennymi tygodnikami”, mogą podtrzymać sens zawodu dziennikarza, jako przewodnika po świecie. Nie dostawcy faktów, ale tego, który toruje drogę do zrozumienia świata. To będzie elitarne, ale elitarność  roznieca snobizm. Wąski krąg elity, rzeczywistych konsumentów Beethovena, rodzi od razu szerszy krąg snobów, którzy przyjdą posłuchać Bethovena, aby się pokazać w wąskim gronie miłośników. To jest sprzężenie zwrotne.

Ale roznieca też zainteresowanie.

Tak jest, bo snob zaczyna od bezmyślnego naśladowania, ale potem się wciąga i po jakimś czasie staje się koneserem.

Jest to szansa na powstanie dziennikarzy z kolan?

Jest w tym pewna myśl. Redaktorzy gazet, które zaczynają konkurować z tygodnikami, budują szlachetne wersje tabloidu, nie rzucają się przecież do basenu nie sprawdziwszy, czy tam jest woda. Tabloidy są potrzebne, aby nadawać sens światu, a nie po to, żeby informować, że Cecylia W., lat 67, została pobita przez męża albo jakiś zboczeniec zgwałcił szesnastolatkę. Mają więc pokazywać zagrożenia świata i przywracać ład. Wykształcona klasa średnia potrzebuje przewodników duchowych, swojego tabloidu na wyższym poziomie, który wytłumaczy jej świat nie w kategoriach zboczeńców, tylko mechanizmów i sił politycznych, ekonomicznych, cywilizacyjnych. Jest szansa, aby takich czytelników złapać, jeśli uwierzą, że gazeta reprezentuje ich wizję i wykona za nich część pracy intelektualnej.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl