Z Jarosławem Szarkiem o rezygnacji z członkostwa w Radzie Programowej Radia Kraków rozmawia Andrzej Kaczmarczyk.
Dr Jarosław Szarek (1963). Historyk, dziennikarz, pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie. Autor książek „Wojna z narodem”, „Czarne juwenalia”, współautor m.in. „Czy ktoś przebije ten mur. Sprawa Stanisława Pyjasa”, „Komunizm w Polsce”, „Zakopiańska Solidarność 1980-1989”, „W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach 1917-1956”.
Cztery osoby – wśród nich Ty – zrezygnowaliście z członkostwa w Radzie Programowej Radia Kraków. Wasze oświadczenie jest dość ogólnikowe. Już z waszych komentarzy w mediach dowiedziałem się, że jednym z powodów rezygnacji było nieprzyznanie przez KRRiT miejsca na multipleksie dla TV Trwam. Co ma wspólnego koncesja dla TV Trwam z Radą Programową Radia Kraków?
Związek jest taki, że członkowie rad programowych są powołani przez Krajową Radę. Natomiast sposób w jaki rozstrzygano konkurs na miejsca na multipleksie, przebieg transmitowanych w telewizji spotkań na ten temat w parlamencie i sposób zachowania prezesa Dworaka w tej sprawie jest naszym zdaniem poza wszelkimi dopuszczalnymi kryteriami. Stwierdziliśmy, że nie chcemy mieć z KRRiT nic wspólnego. Rezygnacja jest więc wyrazem naszego sprzeciwu wobec bezczelności i arogancji władzy. Przekroczono naszym zdaniem wszystkie granice, nawet granice dobrego zachowania i trzeba było zareagować. To wyraz naszego moralnego oburzenia.
Nie chcieliście powstrzymać się aż sąd administracyjny rozpatrzy odwołanie TV Trwam?
W tej sprawie wyjątkowo nie mam zaufania do sądów, czemu przecież dały wyraz wieloma swymi – wręcz kompromitującymi – orzeczeniami w kwestii wolności wypowiedzi. Właśnie w tym momencie, swą decyzją staję po stronie tych ludzi, którzy podpisują protesty, wychodzą na ulice, wydają oświadczenia. Wyrażam z nimi swą solidarność. To chcę pokazać swą rezygnacją. Stawką w tej grze jest ład medialny w Polsce. TV Trwam prezentuje odmienny świat, tak ideowo jak i cywilizacyjnie, niż inne telewizje czy większość mediów. Czy to się komuś podoba czy nie, czy jest wierzący czy nie, to powinno być miejsce dla tej telewizji. Sprawa w sądzie, jak to sprawy w polskich sądach, może się toczyć jeszcze długo, a reagować trzeba teraz.
Wśród czwórki, która zrezygnowała jest były już teraz wiceprzewodniczący Rady Programowej Włodzimierz Bernacki, który jest posłem PiS. To nasuwa podejrzenie, że mamy do czynienia z gestem politycznym, a nie z bezinteresowną dbałością o ład medialny.
Włodzimierz Bernacki rzeczywiście jest posłem i był desygnowany do Rady przez Prawo i Sprawiedliwość, ale to nie on był inicjatorem tego gestu. Poza tym akcja się rozszerza. Z tych samych powodów co my podał się do dymisji także Piotr Szubarczyk wiceprzewodniczący Rady Programowej Radia Gdańsk. Polityka i przynależność partyjna nie mają tu nic do rzeczy. Nas oburza, że o tym czy jakieś środowisko będzie miało koncesje decyduje wąska grupa urzędników. To znaczy, że urzędnicy decydują czy można głosić swoje poglądy i to jest nie do przyjęcia.
Apelujecie do członków wszystkich Rad Programowych mediów publicznych o podobne jak wasze zachowanie. To nie odpolitycznia tylko upolitycznia atmosferę wokół tych mediów.
Ta atmosfera jest już tak upolityczniona, że bardziej się nie da, a media upolitycznili ci, którzy obiecywali je odpolitycznić. W tej chwili te media pełnią już rolę propagandową i ludzie to dostrzegają. Świadczy o tym na przykład spadek oglądalności „Wiadomości”. Mam telefony od znajomych, którzy przestali oglądać telewizję publiczną, ale niekiedy przez przypadek zobaczą „Wiadomości” i są zszokowani. Ich zdaniem ta telewizja jest jak ta za PRL. Ponadto to media, mające być głosem opinii publicznej, w pogoni za sensacją i skandalem, zapraszają do rozmów osoby, które powinny być wykluczone z jakiejkolwiek poważnej dyskusji. Niestety kryterium etyczne i estetyczne przestało się zupełnie liczyć. Media publiczne powinny być miejscem, gdzie takie kwestie się szanuje.
Ale masowe rezygnacje jednego środowiska z Rad Programowych, czyli ciał w jakimś stopniu kontrolnych, doprowadzą do tego, że przechył w jedną stronę będzie samospełniającą się przepowiednią.
One i tak są w jedną stronę przechylone i tu nie chodzi nawet o upolitycznienie. Większość mediów, nie tylko w Polsce, ma oblicze lewicowo–liberalne, a nawet lewackie. Tak po prostu jest, gdyż takie przekonania ma większość dziennikarzy. W Polsce widać to o tyle ostrzej, że przez te 20 lat nie wypracowaliśmy standardów obiektywności, a duży wpływ na kształtowanie mediów mieli ludzie wywodzący się z minionego systemu, w tym z czasów stanu wojennego. Dziennikarze są od zdobywania, przekazywania informacji, przedstawiania różnych opinii. Część z nich natomiast prowadzi szczególnie pojmowaną „misję oświatową” – jej celem jest wyedukowanie odbiorcy na ludzi „światłych i nowoczesnych”. Jak w PRL są na „ideologicznym froncie”. Efektem takiej postawy jest, iż często nie prowadzi się wymiany zdań z oponentem, ale daje się mu odczuć, że jest kimś gorszym, bo głosi takie poglądy.
Stanisław Markowski, jeden z was rezygnujących, zaapelował też by nie płacić abonamentu. Zupełnie jak Donald Tusk. W ten sposób dołączyliście do tych, którzy uniemożliwiają poprawę sytuacji finansowej mediów publicznych, co uniemożliwia zmniejszenia pędu do ich komercjalizacji. Z misją będzie tylko gorzej, a przecież jako członkowie Rady Programowej właśnie o tę misje powinniście dbać.
Donald Tusk zaapelował o niepłacenie abonamentu, gdy w mediach publicznych toczyła się rzeczywista dyskusja. W programach publicystycznych prezentowano różne punkty widzenia, także konserwatywne, ale obecne były również te lewicowe. Dziś dziennikarze, którzy nie należą do głównego nurtu w telewizji publicznej już nie pracują. Natomiast powróciła propaganda, przemilczanie wydarzeń, manipulacje, promocja antywartości. Mojej wizji świata, którą podziela poważna część Polaków, nie tylko tam nie zobaczę. Więcej, ludzie, których szanuję, wartości, które wyznają są tam obrażane. Więc nie oglądam tej telewizji i stąd wezwanie do niepłacenia abonamentu. Na szczęście mamy już alternatywne media i je będziemy wspierać. Ten moloch jakim jest telewizja publiczna wymaga całkowitej przebudowy, a obecny układ polityczny jedynie wzmacnia jego patologie. Nie chcemy w tym uczestniczyć, a ponieważ nie mamy na to żadnego wpływu pozostało nam zaprotestować i to zrobiliśmy.
