Z Dominiką Bychawską-Siniarską z Helsińskiej Fundacji Prawa Człowieka o wolności mediów w Polsce, artykule 212 i TV Trwam rozmawia Andrzej Kaczmarczyk
Dominika Bychawska-Siniarska prawnik, absolwentka Kolegium Europejskiego w Natolinie, pracowała w k
ancelarii Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, w latach 2005-2006 współpracownik Programu Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, obecnie Dyrektor Merytoryczny „Obserwatorium wolności mediów w Polsce” oraz koordynatora projektu "Europa Praw Człowieka".
Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce działa ponad trzy lata. Jak z tej perspektywy Pani ocenia poziom wolności mediów w kraju?
Jest coraz lepiej, ale nadal jest dużo problemów. Patrząc na ranking Reporterów bez Granic to pozycja Polski rośnie, (pomiędzy 2009 a 2010 Polska skoczyła o 8 pozycji, zajmując obecnie 32 miejsce) ale ciągle mamy problemy ze stosowaniem przez sądy standardów międzynarodowych, chociażby tych wynikających z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Prawa Człowieka. Tu mam na myśli przede wszystkim sławetny artykuł 212 Kodeksu karnego dotyczący zniesławienia. Jest coraz więcej orzeczeń Trybunału, które nie są brane pod uwagę przez sądy polskie. Dziennikarze są regularnie skazywani z tego paragrafu.
Spojrzałem na statystyki w przeciągu ostatnich 10 lat wzrost wyroków skazujących z artykułu 212 czterokrotny. Z 42 przypadków w 2000 do 164 w 2010.
Dokładnie tak i tu nie chodzi wyłącznie o dziennikarzy. Powszechniejsza jest świadomość istnienia tego przepisu. Kiedyś to był bat polityków na media, a obecnie nie tylko politycy po niego sięgają. Najbardziej z tego powodu cierpi prasa lokalna, która nie zawsze ma pomoc prawną dużych kancelarii i naczelni tych lokalnych gazet są często zostawieni sami sobie.
Były obietnice rządowe, że ten artykuł wyląduje wreszcie w śmietniku…
…były za poprzedniego ministra. My razem z Izbą Wydawców Prasy i Stowarzyszeniem Gazet Lokalnych zrobiliśmy dużą kampanię połączoną ze zbieraniem podpisów parlamentarzystów. Zebraliśmy ponad 150 deklaracji za zniesieniem tego przepisu i to z różnych opcji politycznych. Teraz na tej podstawie szykujemy interwencję u ministra Jarosława Gowina. On był już o „problem 212” pytany w różnych okolicznościach, ale nigdy nie odniósł się do tego jednoznacznie, więc nie wiem jakie są szanse na projekt ze strony ministerstwa. Liczymy tu na wsparcie SDP, a wiem, że Centrum Monitoringu Wolności Prasy już wystąpiło do ministra.
Zarząd Główny też przed Świętami napisał do ministra.
My przygotujemy obszerny list w tej sprawie. Na razie staramy się uczestniczyć w jak największej liczbie postępowań sądowych i pomagać dziennikarzom przedstawiając sądom standardy wynikające z orzecznictwa strasburskiego, żeby doprowadzać do uniewinnień. Tutaj dobrym przykładem jest przypadek blogera z Mosiny, który także jest dziennikarzem i w pierwszej instancji dostał absurdalny wyrok zakazu wykonywania zawodu przez rok pomimo tego, że chodziło o wpisy na blogu, karę grzywny i karę ograniczenia wolności. W wyniku miedzy innymi naszej interwencji w drugiej instancji został uniewinniony.
Toczy się też postępowanie przeciwko Tygodnikowi Podhalańskiemu o tyle ciekawe, że pozywający już przegrał w postępowaniu cywilnym, ale artykuł 212 pozwala mu na kontynuowanie sprawy przed sądem karnym.
Ten proces też będzie monitorował nasz obserwator. Ciekawa jest sama konstrukcja artykułów 212 i 213. Pomimo podstawowej zasady prawnej domniemania niewinności, to właśnie oskarżony przez cały proces musi udowadniać, że napisał prawdę.
Kolejna rzecz, która nas zajmuje to kwestia przestarzałego prawa prasowego. Ten twór z roku 84 w żaden sposób nie jest dostosowany do obecnych realiów. Może kiedyś nawet służył dziennikarzom, ale obecnie bardzo często jest używany przeciwko nim. Tu myślę głównie o tych przepisach na końcu ustawy, które przewidują odpowiedzialność karną za na przykład brak autoryzacji, czy nie zamieszczenie sprostowania. To powinny być raczej kwestie profesjonalizmu dziennikarza nie powiązane z odpowiedzialnością karną i to nieproporcjonalnie surową.
Podobnie jest z kwestią obowiązku rejestracji prasy, który próbuje się rozszerzyć również na Internet. U nas też wiąże się to z odpowiedzialnością karną, podczas gdy w innych krajach to problem prawa administracyjnego. Tu też mamy sprawy sądowe, które są wynikiem donosów do prokuratury przeciwko osobom, które prowadzą niezarejestrowane informacyjne portale internetowe. Wyroki są dolegliwe, bo oprócz sankcji karnych, często ci młodzi przedsiębiorcy jako osoby skazane tracą możliwość uzyskania kredytu czy też dotacji z UE. .
Kolejny duży problem to sprawa inwigilacji dziennikarzy…
…Tak, ale to tak duży temat, że zostawmy go sobie na osobną rozmowę. Ja chciałbym jeszcze zapytać o list Fundacji Helsińskiej do KRRiT w sprawie procesu koncesyjnego na miejsca na multipleksie. Koncesji nie dostało kilka podmiotów, między innymi TV Trwam na czym skupiły się media i politycy. Czy odmowa koncesji dla TV Trwam wyróżnia się czymś szczególnym na tle odmowy udzielenia koncesji innym podmiotom?
Absolutnie nie. My podkreślaliśmy, że dotyczyło to także innych nadawców. Natomiast my skupiliśmy się na TV Trwam ponieważ w tej sprawie mieliśmy najwięcej informacji. Pozostali nadawcy są w jeszcze gorszej sytuacji. Medialna wrzawa na temat TV Trwam zmusiła członków Krajowej Rady do tego, by w jakimś stopniu się wypowiedzieli. W wypowiedziach prasowych Krzysztof Luft czy rzeczniczka KRRiT wskazywali, że kryterium jakie Rada stosowała przy ocenie TV Trwam, to było kryterium finansowe, ale też wola zachowania różnorodności. Co do innych nadawców to niestety nie wiadomo czym się Krajowa Rada kierowała. Te znane kryteria był zresztą opisane bardzo lakonicznie, a powinny i to szczegółowo opisane znaleźć się w ogłoszeniu. Także po podjęciu decyzji powinno w uzasadnieniu być opisane dlaczego takie decyzje zapadły.
Rzeczniczka KRRiT poinformowała mnie, że Rada odpowie na list Fundacji po rozpatrzeniu odwołań, tylko wtedy będzie już „posprzątane”.
Już jest „posprzątane”. Ilość miejsc na platformie jest ograniczona i tu karty zostały już rozdane. Nie wiadomo czy gdyby nawet, któreś odwołanie zostało pozytywnie rozpatrzone, to czy istnieje jeszcze wolne miejsce. Sama procedura odwoławcza również trwa niezwykle długo jak na terminy przewidziane w prawie administracyjnym.
Po nieskutecznym odwołaniu te podmioty mogą odwołać się do sądu, ale nawet jakby wygrały to może dla nich nie być miejsca?
Tak. Myślę, że te podmioty mają otwartą drogę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Możliwe, że miałyby szanse, powołując się na wolność słowa i to, że państwo nie zapewniło im skutecznej drogi odwoławczej.
W razie wygranej skarżących zamiast pieniędzy za koncesję to państwo musiałoby wypłacić odszkodowanie.
Możliwe, chyba że KRRiT przedstawi skuteczne argumenty, których nie znamy, ale właśnie to, że ich nie znamy jest obecnie problemem. Już przy ogłaszaniu konkursu kryteria brane pod uwagę przy ocenie wniosku powinny być podane. Zarówno dla dobra nadawców, jak i opinii publicznej. Musimy poczekać na ostateczne decyzje Rady i ich uzasadnienie.
