Ze Stephenem Pearse, zastępcą Sekretarza Generalnego Europejskiej Federacji Dziennikarzy (The European Federation of Journalists) o organizacjach dziennikarskich, wolności słowa i poprawności politycznej rozmawia Aleksander Wierzejski.
Jak się zostaje Sekretarzem Generalnym EFJ? 
Zacząłem jako związkowiec. Pracowałem w redakcjach pism związków zawodowych w Wielkiej Brytanii, potem trafiłem do organizacji międzynarodowych. Uważam się przede wszystkim za związkowca i dziennikarza, który specjalizuje się w tematyce organizacji pracowniczych.
Jesteś pierwszy raz w Polsce?
Drugi. Byłem tu w 1998 roku. Widzę ogromny postęp. Mieszkałem kilka dni w hotelu na barce na Wiśle. Kiedy zwiedzałem miasto miałem wrażenie, że ulice wyglądają inaczej niż na zachodzie, inne były samochody, inne niż u nas marki na reklamach, itp. Teraz widać, że jesteśmy częścią tego samego świata. Na reklamach są te same znaki firmowe co u nas, takie samo wzornictwo, itp. Upodobniliśmy się do siebie bardzo.
Skoro jesteśmy tak podobni, to czy wyzwania stojące dziś przed dziennikarzami w Polsce różnią się od sytuacji kolegów pracujących w innych krajach Unii Europejskiej?
Wiele elementów jest wspólnych np. kryzys gospodarczy, kiedy spadające dochody z reklam pogarszają sytuację finansowa wydawców i oczywiście nadawców. Szukają oszczędności, a te najłatwiej znaleźć w dziale płac. Dlatego obniżają wierszówki, zwiększają obciążenie etatowych dziennikarzy bez zwiększania wynagrodzeń albo więcej zleceń kierują do freelancerów. Walczymy ze zjawiskiem zatrudniania fałszywych „współpracowników”, których praca niczym nie różni się od zadań etatowych redaktorów, zaś wynagrodzenie jest zdecydowanie mniejsze. Między innymi nie obciążają funduszy socjalnych, sami płacą za siebie składki ubezpieczeniowe, itp. Duże pole manewru daje pracodawcom zwiększenie kontroli nad prawami autorskimi do tekstów i materiałów audiowizualnych. Dzięki temu wydawcy mogą zwiększyć swoje przychody, ale równocześnie ograniczają dziennikarzom możliwości zarobkowania. Trzeba też wspomnieć o wyzwaniach związanych z nowymi technologiami. Powszechny dostęp do internetu zmienia wiele modeli finansowania mediów. Oczywiście wpływa to na warunki pracy dziennikarzy.
Masz wyjątkową okazję by przyjrzeć się się wielu europejskim organizacjom dziennikarskim. Czy są jakieś wyraźne linie podziału? Na przykład Wschód – Zachód, Północ – Południe?
Do pewnego stopnia problemy dziennikarzy są podobne w całej Unii Europejskiej. Jednak faktycznie, każdy kraj czy może lepiej każda strefa kulturowa ma swoją specyfikę. Inne są problemy dziennikarzy w Wielkiej Brytanii czy w Holandii niż w krajach tzw. „nowej demokracji”. Na przykład w waszym rejonie widać kłopoty z odpieraniem presji wywieranej na media przez polityków. Szczególnie dotyczy to państwowych stacji telewizyjnych. W „starej Unii” bardzo duże problemy sprawia dziennikarzom ustawodawstwo dotyczące walki z terroryzmem. Takie podstawowe kwestie jak ochrona źródeł, śledzenie reporterów przez organa ścigania, itp. stanowią bardzo poważne ograniczenie praw dziennikarzy do wykonywania zawodu.
Widać też uderzające podobieństwa np. w strukturze własnościowej mediów. Na przykład prasa niemiecka i polska mają tych samych właścicieli. Pomijając inne kwestie, wydawcy mogą manipulować polskimi pracownikami wykorzystując metody sprawdzone już w Niemczech.
Kiedy niemieckie koncerny prasowe wchodziły do Polski wiele osób widziało w tym nadzieję na przeszczepienie na nasz grunt zachodnich standardów i praktyk dziennikarskich.
Właśnie! Sam fakt, że właściciele są ci sami niekoniecznie musi stanowić zagrożenie. Jednak jeśli w Niemczech udało się zmusić dziennikarzy do jakiejś postawy, to tym bardziej zastosują te metody w Polsce.
Czy „polityczna poprawność” jest zagrożeniem dla wolności słowa?
To zależy co rozumiemy przez „polityczną poprawność”. Jestem przekonany, że prawo do swobodnej wypowiedzi jest podstawą dla demokracji, ale też głęboko wierzę w etyczne podstawy dziennikarstwa. Stanowią one podstawy na których budowany jest ten zawód. Takie sprawy jak ochrona źródła informacji, odpowiedzialność za słowo to powinno być brane bardzo poważnie. Ale też trzeba pamiętać, by nikogo nie krzywdzić za pomocą swoich wypowiedzi.
Trudne czasy nadeszły i pewnie zostaną .. warto łączyć się w związki zawodowe?
Niezależne związki zawodowe – bo taki charakter mają stowarzyszenia dziennikarskie pozwalają by głos środowiska dziennikarskiego brzmiał głośniej i był lepiej słyszany. Dzięki temu Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ) może wywierać wpływ na kształtowanie polityki Unii Europejskiej i innych międzynarodowych organizacji.
Od początku działalności związki zawodowe dziennikarzy bronią standardów naszego zawodu zarówno pod względem ochrony warunków pracy, jak i pod względem wartości etycznych.
Właśnie etykę uważam za sprawę podstawową. Przecież mało kto zostaje dziennikarzem tylko dla pieniędzy lub sławy. Oczywiście są bodźce materialne, niektórzy robią zawrotne kariery ale 99 procent wchodzi do dziennikarstwa z powołania, z zamiłowania. W końcu nie jest łatwo zostać dziennikarzem. Nie jest prosto wykonywać ten zawór. Dlatego dziennikarze cenią tę pracę. Zadaniem związków jest udzielanie pomocy osobom wykonującym ten zawód, pomocy przede wszystkim w utrzymaniu standardów dziennikarskich, zawodowych.
Ile osób jest zrzeszonych w organizacjach dziennikarskich?
Na świecie to około 600 000 członków zrzeszonych w IFJ (Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy – red.). Co najmniej połowę z nich stanowią Europejczycy. Najlepsze organizacje dziennikarskie znajdziemy w krajach nordyckich. Od wielu lat zbudowano tam silne struktury, które mówią mocnym głosem i znajdują posłuch u rządzących, w parlamentach a wreszcie w społeczeństwie. We Włoszech jednym z głównych problemów jest kwestia freelancerów, o której wspominałem wcześniej.
Wszystkie europejskie organizacje dziennikarskie cierpią na małe zainteresowanie wśród młodego pokolenia. Nie wiemy jak dotrzeć do nich. Często ludzie nie zapisują się bo nie wiedzą, że można! Nikt im nie zaproponował członkowstwa!
Są jakieś przykłady organizowania aktywności tak by przyciągała młodych dziennikarzy?
Jest wiele. Pierwszy z brzegu to Holandia; tam Stowarzyszenie Dziennikarzy robi takie „randki” dla młodych dziennikarzy i wydawców, redaktorów naczelnych. Początkujący autorzy mogą poznać swich przyszłych szefów, zaś stare dziennikarskie wygi mogą wybrać wśród najbardziej obiecujących młodych wilków i wilczyc.
fot. Michał Puchalski
