Ze Zbigniewem Rytelem o rasizmie i szowinizmie w sporcie, i uwrażliwieniu na te zjawiska polskich dziennikarzy rozmawia Błażej Torański.

 

 

Zbigniew Rytel, historyk, dziennikarz, reżyser. Absolwent historii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i dziennikarstwa w Texas Tech University w USA; stypendysta Kongresu Stanów Zjednoczonych. Absolwent kilkunastu kursów i warsztatów dziennikarskich prowadzonych w Polsce, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Redaktor w TVP, autor i reżyser filmów dokumentalnych; publicysta. W latach 2006-2008 stały felietonista Gazety Bankowej, redaktor naczelny miesięcznika Pieniądz. Autor materiałów reporterskich przygotowanych dla CNN. Członek Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jeszcze kilka lat temu czarnoskórych piłkarzy na polskich boiskach obrzucano wyzwiskami i bananami. W piłkarza Jezioraka Iława Martinsa Ekwueme chuligani z Jagiellonii Białystok celowali pomarańczami. Kiedy John Carew z F. C Valencia w meczu z Legią dochodził do piłki, warszawscy fani  skandowali „ku-klux-klan!”. Czy nadal silne są w polskim sporcie rasizm i szowinizm?

Dokładnych danych w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich nie mamy. Ale jako dziennikarz i autor filmów poświęconych sportowi mam wrażenie, że choć zjawisko istnieje, to jest marginesem, coraz mniej znaczącym. Wydaje mi się, że nie wyróżniamy się w tej materii na tle sąsiadów czy innych krajów europejskich. Nie jesteśmy w żaden szczególny sposób rasistami. Może odrobinę lepiej jest w zachodniej Europie, gdzie rozmaite akcje prowadzone od dawna dają pozytywne rezultaty. Pamiętając, że ono się w Polsce pojawia, nie demonizowałbym jednak tego zjawiska – wszędzie jest margines idiotów i u nas także. Istnieją wprawdzie grupy „zawodowych” tropicieli rasizmu czy faszyzmu, które żyją z różnego rodzaju grantów i dotacji, i one zawsze znajdą przejawy rasizmu na stadionach czy symbole faszystowskie, a jeśli ich nie będzie, to sami je stworzą. Wbrew nim, nie uważam jednak, żeby był to problem jakoś szczególnie wyróżniający nas na tle reszty świata, żeby było to niebezpieczeństwo, które w Polsce ciągle szczerzy zęby.   

Czy jako dziennikarz zajmujący się sportem i były biegacz, reprezentant Polski, spotkałeś się z przejawami szowinizmu, rasizmu?

Nie, oczywiście, że nie. Dlaczego mówię: oczywiście. Lekkoatletyka to dyscyplina, w której od dawna wszystkie rasy, religie, kultury i poglądy są wymieszane i – poza haniebnym epizodem z Igrzysk Olimpijskich w 1936 roku, kiedy Adolf Hitler ostentacyjnie odmówił podania ręki czarnoskóremu multimedaliście amerykańskiemu, Jessie Owensowi – jakiejkolwiek segregacji od dawna nie ma. Byłoby to zresztą trudne, skoro największe sukcesy odnoszą w lekkiej atletyce zawodnicy czarnoskórzy. Inna jest też specyfika kibiców lekkoatletycznych - są oni podobni w swoich reakcjach i sposobach dopingowania do publiczności siatkarskiej czy koszykarskiej. A tu przykłady są niezwykle budujące, co widać na każdym meczu np. polskiej reprezentacji w siatkówkę. Są to też przykłady, jaka jest siła współczesnego sportu.

I jak silne wyzwala emocje.

Sport jest jednym z najważniejszych zjawisk współczesnej cywilizacji, wyzwalającym olbrzymie emocje. Pozwalają one w sposób naturalny budować silne poczucie przywiązania do jakiegoś kręgu społecznego. Czasami będzie to przywiązanie do dzielnicy, jak Widzew w Łodzi, czasami do miasta, z którego jest moja drużyna, lub do kraju mojej reprezentacji. I to często ma pozytywne znaczenie, ułatwia budowanie tożsamości narodowej w oparciu o tradycję, a coraz częściej też w oparciu o religię.

Mają w tym swój udział także kibice.

Kibice, zwłaszcza piłkarscy, coraz częściej włączają się w różnego rodzaju akcje patriotyczne czy religijne. Najlepsze przykłady to rocznice Powstania Warszawskiego czy choćby organizowane przez  księdza Jarosława Wąsowicza pielgrzymki kibiców na Jasną Górę, gdzie wszyscy, niezależnie od barw klubowych, tworzą wielką wspólnotę. To są przykłady pozytywnego oddziaływania sportu. Inne, to te wartości, które współczesny sport odziedziczył po starożytnych Grekach: walkę o zwycięstwo, które samo w sobie jest najwyższą nagrodą, przestrzeganie reguł w czasie walki, uczciwość w dążeniu do zwycięstwa czy godność w przyjmowaniu porażki. Niezależnie od wszystkich negatywnych zjawisk współczesnego sportu, te starożytne wartości wciąż są w nim obecne. To jest wkład sportu w naszą cywilizację.

Zabrzmiało idealistycznie.

To nie jest idealizm. To wszystko we współczesnym sporcie nadal jest, nie zmieniło się od setek lat, ale obrosło też negatywnymi zjawiskami. Sport jako ważne ogniwo współczesnej cywilizacji może stać się przyczyną budowania zdrowego poczucia tożsamości społecznej, ale także silne emocje, które wzbudza, mogą być przyczyną zachowań tak negatywnych, jak szowinizm. Moja drużyna jest ponad inne. Te „inne” nie są sportowym rywalem, tylko wrogiem, którego należy zwalczać przy pomocy wszystkich sił i środków.

Dlatego co jakiś czas wybucha skandal. W 2008 roku piłkarz ŁKS Arkadiusz Mysona założył koszulkę z napisem „Śmierć żydzewskiej k***wie”.

Ale nadal podkreślam, że jest to zjawisko coraz bardziej marginalne. Nie chcę się bawić w psychologa, lecz takie reakcje - poza patologicznymi środowiskami - najczęściej wynikają z niewiedzy. Im bardziej otwieramy się na ludzi z innych kultur czy o odmiennym kolorze skóry, tym coraz mniej widoczne są takie reakcje i, co ważne, są one powszechnie piętnowane. Mamy w Wiśle Kraków dwóch piłkarzy z Izraela. Kiedy jeden z nich, Maor Melikson, rozważał grę w polskiej reprezentacji, został niesłychanie brutalnie zaatakowany, ale w Izraelu, nie w Polsce. Nie wyobrażam sobie w Polsce medium, które tak samo potraktowałoby w podobnej sytuacji Polaka, który zdecydowałby się na grę w innej reprezentacji. Wielu z nich przecież gra w różnych reprezentacjach.

Może najlepszym sposobem na zwalczanie rasizmu są kary finansowe? Jak w przypadku Mysony, na którego nałożono 15 tys. zł kary i zawieszono na pięć kolejnych meczów?

Czy to jest najlepszy sposób, nie wiem. Ale za tak skandaliczne zachowania kary być muszą. Finansowe są, owszem, dotkliwe. W skrajnych przypadkach może te kary powinny być jeszcze bardziej dotkliwe? Bo przecież sportowcy wyczynowi mają olbrzymie przywileje, w tym finansowe, ale i obowiązki, wynikające z faktu, że zwrócone są na nich wszystkie oczy.

O roli mediów wobec rasizmu dyskutowali dziennikarze sportowi podczas zorganizowanych przez SDP Warsztatów Dziennikarskich MARS.

Tak, warsztaty zorganizowane wspólnie przez Radę Europy, Europejską Federację Dziennikarzy i nasze stowarzyszenie zgromadziły kilkudziesięciu przedstawicieli najróżniejszych polskich mediów. Udało nam się zaprosić znakomitych reprezentantów mediów sportowych. W zajęciach brali udział m.in. Stefan Szczepłek z Rzeczpospolitej, Janusz Basałaj kiedyś długoletni szef sportu w Canal Plus, Paweł Wójcik zastępca dyrektora Polsat Sport czy Tadeusz Olszański. Byli też reprezentanci Rady Europy (Reynald Blion), EFJ (Sekretarz Generalny tej organizacji – Stephen Pearse i Yuklan Wong) i środowiska samych zawodników – pochodzący z Etiopii reprezentant Polski w lekkiej atletyce – Yared Schegumo.

Nie mieliśmy wątpliwości, że wszelkie tego typu zjawiska – rasistowskie czy neonazistowskie - powinny i są w mediach piętnowane. Dziennikarze z całej Polski, z najróżniejszych redakcji - od małych po wielkie - dzielili się swoimi doświadczeniami. Dyskutowali o mechanizmach zabezpieczających przed eksponowaniem negatywnych zjawisk w sporcie. Podawali też przykłady sytuacji, kiedy to dziennikarze wymuszali na organizatorach usunięcie treści ewidentnie negatywnych, np. symboli nazistowskich.

Jakie są te mechanizmy?

Istnieją kodeksy etyki. Bardzo chwalony był kodeks etyki SDP, który nie daje zgody na takie zjawiska, uwrażliwia dziennikarzy. Z dyskusji wyszło, że w każdej redakcji wygląda to różnie. Nie ma w Polsce, jak w większości redakcji na świecie skodyfikowanych reguł, co wolno, a czego nie wolno dziennikarzom. Brakuje style booków, w których te zasady są spisane. Nie ma wśród polskich dziennikarzy przyzwolenia na takie zjawiska, choć nie we wszystkich redakcjach te zasady są klarownie zdefiniowane. Myślę, że ze względu na naszą historię dziennikarze w Polsce są szczególnie czuli na tego rodzaju negatywne zjawiska.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl