Z Elżbietą Dzikowską o „Grochu i kapuście”, polskim Carcassonne, świecie, który odchodzi i opisywaniu przez uśmiech, nie przez łzy, rozmawia Błażej Torański.

 

Elżbieta Dzikowska (ur. 1937) – dziennikarka, podróżniczka, z wykształcenia historyk sztuki i sinolog. Przez 20 lat pracowała w magazynie „Kontynenty” do czasu weryfikacji dziennikarzy w stanie wojennym. Potem w redakcji „Radaru” (1982-87). Realizowała i reżyserowała filmy dokumentalne, pisała książki i artykuły publicystyczne, prowadziła programy telewizyjne i audycje radiowe, organizowała wystawy sztuki współczesnej.

Największą popularność zyskała prowadząc wraz z mężem, Tonym Halikiem, w Telewizji Polskiej program podróżniczy „Pieprz i wanilia”. Zrealizowali tam i pokazali około 300 filmów dokumentalnych z całego świata.

Teraz Elżbieta Dzikowska wydaje cykl subiektywnych przewodników po Polsce „Groch i kapusta”. Teksty promujące Polskę publikuje także w magazynie „W Podróży”.

 

Czuje się Pani dziennikarką czy pisarką?

Dziennikarką. Nie uważam tego, co piszę, za literaturę. Są to subiektywne przewodniki, udokumentowana publicystyka. Teraz promuję Polskę w przewodnikach „Groch i kapusta”. Ukazały się już cztery tomy.

Przed laty ocalała Pani od zapomnienia ostatnią stolicę Inków – Vilcabambę – a teraz Kociewie, Bieszczady, Podlasie?

Też trzeba je odkrywać Polakom! Chciałabym, żeby podróżowali także, a może nawet przede wszystkim, po własnym kraju, więc  piszę o nim i dokumentuję moje wędrówki zdjęciami. Mam te zdjęcia nie tylko na płytkach ale i tradycyjnie na papierze. Układam je w albumach, tak jak filmy - plany ogólne, średnie, zbliżenia - żeby narracja była atrakcyjna. Jest  już tych albumów bardzo, bardzo wiele. Zapisuję w nich obecny stan Polski. To także  rodzaj dziennikarstwa.

Dziennikarze podróżnicy mają nie tylko patologiczną ciekawość świata, ale i potrzebę silnych wrażeń.

Ale nie tylko. W wędrówkach po Polsce nie chodzi o silne wrażenia, ale o zwrócenie uwagi moich czytelników na to, jak ciekawy i jak piękny jest ich kraj.

To jakby powrót do korzeni. Zobaczyła Pani tak wiele egzotycznych krajów, o których Polacy marzą, nie znając Polski.

A powinni. Liczę na to, że po latach emisji „Pieprzu i wanilii” zdobyłam zaufanie rodaków, które przełoży się – mam nadzieję – na „Groch i kapustę”, czyli na ich własny kraj. Miło mi, jak spotykam czasami turystów podróżujących po Polsce z moimi przewodnikami. Ale gdy mam spotkania w bibliotekach, okazuje się, że te moje obszerne przewodniki są też chętnie wypożyczane jako książki do czytania. To znaczy, że są ludzie, którzy chcą się z nich dowiedzieć, jaka jest ta Polska.

A co Panią najbardziej zaskoczyło?

Że u nas jest nie mniej  ciekawych miejsc aniżeli na świecie, czy bliżej, w Europie. Mamy piękne krajobrazy, czy to w Bieszczadach, na Mazurach, w Puszczy Białowieskiej, w Sudetach. Mamy wspaniałe, nieznane zabytki, choćby na Dolnym Śląsku, gdzie jest więcej pałaców i zamków, aniżeli nad Loarą. Mamy trasy naziemne i podziemne, jak choćby na Górnym Śląsku, gdzie można pływać łódką w dawnych kopalniach, poszerzając  swoją  o nich wiedzę, albo też wędrować pod ziemią jak w Sandomierzu albo w Chełmie. A gdzie indziej na świecie jest taki wspaniały szlak ikon i cerkwi jak w dolinie Sanu i Osławy? Kiedyś żałowałam, że stały się kościołami. Teraz jednak myślę, że to je ocaliło. Inaczej by popadły w ruinę. Odkrywam budownictwo drewniane, odmienne od tego, co oglądamy na Zachodzie. Gdyby było odpowiednio promowane, co staram się robić, mogłoby być świadectwem naszej specyficznej, jakże ciekawej kultury. Dębno, Bejsce, Małujowice, Powroźnik, Owczary, Bartne – to naprawdę unikatowe zabytki ze wspaniałymi polichromiami. Polecam Podkarpacie, Podhale, Opolszczyznę ... Trzeba koniecznie tam dotrzeć, nie snobować się jedynie na zagraniczne wyjazdy. Mamy i nasze Carcassonne, jak Paczków, Szydłów czy Chełmno. Z kolei na moim rodzinnym Podlasiu zachowało się budownictwo drewniane i murowane, świadczące o zgodnym niegdyś współżyciu religii i kultur. W  Grabarce jest kultowa cerkiew, w Bohonikach czy Kruszynianach – meczety, w Tykocinie – synagoga. Od dawna istniał tu ekumenizm.

Ale dalekiego świata też Pani nie odpuszcza. Właśnie wróciła Pani z Indii.

Teraz interesuje mnie  przede wszystkim świat, który odchodzi. Miejsca, w których przetrwały plemiona. Zabytki są trwałe. Stoją i czekają na nas. Zawsze można do nich zdążyć. Większość już poznałam. Ale ludzie się zmieniają, globalizacja galopuje. Komputer z internetem, telewizją, zajmują miejsca ołtarzyków buddyjskich nawet w azjatyckich wsiach, które zatracają swoją tradycję i tożsamość. Właśnie byłam wśród wielu plemionach w Indiach, w stanie Orisa, w Arunanchal Pradesh, w Assam, w Nagalandzie. W tym ostatnim żyje szesnaście plemion byłych łowców głów. Byłam niedawno na ich Festiwalu Tukana w pierwszym tygodniu grudnia. Przybywają w swoich tradycyjnych strojach, oryginalnych nakryciach głowy, fantastycznej biżuterii. Tańczą, bębnią, śpiewają, strzelają – to naprawdę niesłychanie ciekawe. Odwiedziłam też z aparatem fotograficznym plemiona w chińskich prowincjach Yunnan, Kuejczou, Kansu, Hunan. Byłam wśród plemion na Filipinach, w Mongolii, w Peru, w Meksyku, w Panamie, w Stanach Zjednoczonych, w Zimbabwe, Mali, Namibii, Kenii, w Gabonie, w Etiopii. Mam nadzieję, że kiedyś z tych wędrówek powstanie album, świadectwo świata, który nieodwracalnie odchodzi.

Nawet Machu Picchu, jak Pani zauważyła, kiedyś zniknie zadeptane przez turystów.

Boję się, że Bieszczady też będą tak zadeptane, więc serce mam podzielone, bo chciałabym, żeby przetrwały dzikie, ale ich mieszkańcy muszą z czegoś żyć, więc turystyka jest niezbędna. Dokumentuję świat, który odchodzi, robię zdjęcia. Przywożę także autentyczne, najciekawsze, jakie mogę zdobyć, wyroby etnograficznie. Od łowców głów kupiłam z wielkim trudem kilka drewnianych pasów z wyrzeźbionymi główkami, bo polowania na ludzi są już zabronione. Wszystkie zdobycze przekazuję Muzeum Podróżników im. Tony'ego Halika w Toruniu, gdzie młodzi  Polacy nawiązują swój pierwszy kontakt ze światem.

Zwozi Pani z całego świata wyjątkowo oryginalne pamiątki: fragment czaszki krokodyla, garść ziemi z Mongolii, kokos z Seszeli czy liść palmowy z Kapsztadu. Skąd taki wybór?

Ciekawość. Chciałabym mieć czasami coś wyłącznie dla siebie. To jakby moje intymne wspomnienia, rzeczy nie kosztowne, ale drogie sercu pamiątki.

A kolekcja kluczy hotelowych z pokoi, w których Pani mieszka? Ile liczy ta dziwna kolekcja?

Nie liczyłam, jest ciągle wzbogacana. Jest ich pewnie kilkadziesiąt. Nie zawsze uda się je legalnie zdobyć (śmiech), a poza tym teraz kluczy jest coraz mniej, nawet w dalekich regionach świata drzwi otwiera się już kartami, elektronicznie.

Czego nauczyły Panią podróże?

Pokory, tolerancji, empatii. Jak się ogląda zabytki, które powstały, kiedy naszych przodków nawet w puszczach nie było, uczy się szacunku dla innych.

Pani opisuje świat przez uśmiech, nigdy przez łzy.

Tak – wydaje mi się - trzeba. Ciekawe, że uśmiech częściej  pojawia się w biednych krajach niż w Polsce, my ciągle narzekamy. Uśmiech kojarzy się z optymizmem, uczy pozytywnego stosunku do świata. Optymizm pozwala łatwiej znosić cierpienia, pomaga w rozwiązywaniu kłopotliwych sytuacji. Optymiści żyją nie tylko przyjemniej, ale i podobno dłużej. Uśmiechajmy się!

Jak wygląda Pani warsztat dziennikarki podróżującej?

Niegdyś robiłam notatki, prowadziłam dziennik, teraz jest z tym gorzej. Piszę właśnie książkę „Tam, gdzie byłam” i te notatki sprzed lat  bardzo mi się przydają. Ważnym narzędziem pracy jest fotografia. Niegdyś był nim także film. Zrealizowałam wiele reportaży filmowych, chciałam, żeby zdjęcia się ruszały, były bliżej życia. Teraz moją pamięć, chyba ciągle niezłą, wspomaga komputer. Internet ułatwia pracę, można w nim łatwo sprawdzić datę czy nazwę, ale nie można się opierać tylko na nim. Konfrontujmy Wikipedię z innymi źródłami. Tak czy inaczej – praca dziennikarska jest obecnie o wiele łatwiejsza. Przede wszystkim łatwiej przemieszczać się po świecie, docierać do źródeł. Trzeba tylko chcieć.

Jakie cechy powinien mieć dziennikarz globtroter, oprócz pasji, odporności psychicznej, silnego zdrowia?

Uczciwość. Wobec faktów i ludzi. Żeby nie fałszować opisu świata.

 

fot. Krzysztof Bednarski

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl