Z Markiem Millerem o jego książce „Pisanie” i o Ryszardzie Kapuścińskim rozmawia Marek Palczewski.

 

Marek Miller (rocznik 1951). Dziennikarz, reportażysta. W latach 1981-1986 pracował w „Odgłosach” i „Radarze”.  Prowadził Pracownie  Reportażu. Założyciel i kierownik Laboratorium Reportażu w  Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książek, m.in. Reporterów sposób na życie (1983), Arystokracja (1993), Kto tu wpuścił dziennikarzy. 25 lat później (2005), Europa wg Auschwitz. Litzmannstadt Ghetto (2009). W styczniu 2012 ukazała się jego książka Pisanie oparta na rozmowach przeprowadzonych z Ryszardem Kapuścińskim w ciągu 30 lat.

Napisał Pan książkę o Ryszardzie Kapuścińskim. Jaki jest Kapuściński według Marka Millera?

Inspirujący, fascynujący, kładzie fundamentalne myśli o dziennikarstwie, o reportażu, o literaturze faktu, jest wciąż aktualny , frapujący i ciągle daje nadzieję.

Na co daje nadzieję?

Na sens uprawiania reportażu , uprawiania tego zawodu, który jest potrzebny ludziom i pomaga uprawiać dziennikarstwo intencjonalne, to znaczy takie, które nadaje ludzkiemu życiu najgłębszy sens.

We wstępie do rozmów z Kapuścińskim postawił Pan przed sobą zadanie, by zapytać go między innymi o to jak rodzi się jego myśl, i by zobaczyć świat z jego strony. Czy pozwolił na to? Czy się otworzył?

Ocena należy do czytelników, ale wydaje mi się, że zdecydowanie tak. I to można też zobaczyć na filmie (dołączonym do książki –red.), że to nie jest wywiad informacyjny. Nasza rozmowa przypomina raczej nocną Polaków rozmowę niż wywiady z dzisiejszej telewizji o celebrytach. Raczej jest to zastanawianie się nad życiem, nad twórczością. Jest też obecne w jego wypowiedziach głębokie przekonanie o własnej pasji, własnej wartości. Tego nam dziś brakuje. Wszystko stało się komercyjne,  a Ryszard zawsze podkreślał, że bardzo chce być czytany, ale nie za każdą cenę, i na swoich warunkach.

Takie podejście jest bardzo ważne, dla młodych ludzi, którzy chcą pogłębiać wiedzę, a nie kierować się tylko ratingiem, oglądalnością. Nam w Polsce brakuje tego otwartego myślenia o świecie. Kiedyś byliśmy bardziej ciekawi świata, za Gierka, niż jesteśmy dzisiaj. To jest  paradoks, nie do zaakceptowania.

Czy ta książka ma być konkurencją i odpowiedzią wobec książki Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”?

W żaden sposób. Z książką Artura Domosławskiego nie mam i nie chcę mieć nic wspólnego. To była zła książka. Nieprawdziwa, niedobra, cwana, z góry założoną tezą.

Dlaczego Pan tak myśli?

Bo książka nie służy do krzywdzenia ludzi. Nie powiem już ani słowa więcej, bo będą robił reklamę temu, co na to nie zasługuje.

Pan jednak również próbuje dotykać kwestii światopoglądowych.

Ale ja nie wypowiadałem się w tej książce po śmierci Kapuścińskiego, tylko pytałem go  o jego związki z komunizmem kiedy komunizm jeszcze trwa, kiedy Kapuściński żył i po prostu mógł mówić, co chce.  To jest bardzo ważne, kiedy moja  rozmowa na ten temat się odbyła.  Można było z Kapuścińskim o tym rozmawiać, nie był hipokrytą, to nie był człowiek, który unikał konfrontacji czy odpowiedzi na trudne pytania, myślę tylko, ale to jest moja teza, moje domniemanie, że Ryszard Kapuściński był człowiekiem , który nie miał pomysłu na formę w jaki sposób o tym mówić. Nie nadawał się do chińskich wieców, do publicznych rozliczeń, nie znalazł na to sposobu i nie miał do tego istotnego powodu.

Z czego to wynikało?

Kapuściński przybrał styl romantycznego pisarza, takiego jak Hemingway czy Saint – Exupery, gdzie nie było miejsca na dwuznaczności i dystans. Myślę, że środowisko „Gazety Wyborczej”, z którą przecież był związany miało ogromnie dużo czasu, żeby na taką rozmowę Kapuścińskiego namówić. Uważam, że mogli to zrobić, bo to środowisko uprawia reportaż, rozumie reportaż, i w związku z tym ponoszą pewną odpowiedzialność za to, że taka rozmowa się nie odbyła – a gdyby się odbyła, to by zapobiegła wielu późniejszym nieporozumieniom.

Kapuściński już nie żyje, więc takiej rozmowy, o jakiej Pan mówi, już nie będzie. Ale powiedział Pan na początku naszej rozmowy, że myśli Kapuścińskiego są dla Pana wciąż inspirujące. Jakie przesłanie czerpie pan z Kapuścińskiego dla swojej pracy w Laboratorium Reportażu na Uniwersytecie Warszawskim?

To tak jak by pan zapytał: co takiego ważnego zostało po Grotowskim? Zostało to, że nie ma poważnej szkoły teatralnej na świecie, w której nie mówiono by o metodzie Grotowskiego. Po Kapuścińskim zostanie literatura, którą rozwinął i którą stworzył . Nikt przed nim nie opisywał zjawisk społecznych, politycznych metodą literacką w taki sposób . Kapuściński był jednym z nowatorów, jednym z ludzi stawiających po „nowym dziennikarstwie amerykańskim” następny krok w rozwoju światowej literatury faktu i tego  nikt mu już nie zabierze. To jest  jego trwały wkład w kulturę światową i moim zdaniem ten wkład Kapuścińskiego  pozostanie na zawsze. Wszystkie  zarzuty wobec pisarza, są  blade wobec  jego dokonań. Nie ma żadnych podstaw, żeby się nimi na poważnie zajmować.

Pytałem też o przesłanie jakie Pan wyniósł z rozmów z Kapuścińskim.

Pracuj dla siebie i pracuj nad sobą. Z innymi szukaj współpracy, szukaj zrozumienia. Nie traktuj innych jako ludzi do wyeliminowania ale jako do wspólnego trwania. Wspólnota „innych” to przyszłość i nadzieja świata. To jest paranoja, żeby pól Polski chciało wyeliminować drugą część Polski. W tej Polsce musi być miejsce dla wszystkich a Polska musi być otwarta na świat.

 

Jest to fragment rozmowy z Markiem Millerem. Całość zostanie opublikowana w pierwszym  numerze nowego pisma „Forum Dziennikarzy”.

fot. Marek Palczewski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl