Z Łukaszem Kowalskim, laureatem Nagrody Watergate SDP - za dziennikarstwo śledcze – o nagrodzonym filmie „Testament” rozmawia Błażej Torański.
Jak Pan przypuszcza: dlaczego władze Bielska- Białej oddały Żydowi z Australii na podstawie lewego dokumentu świeżo wyremontowaną kamienicę wartą 4 mln 300 tys. zł?
Moje prywatne zdanie jest takie, że ktoś musiał mieć w tym niezły interes, aby ta sprawa tak łatwo przeszła przez Urząd Miasta, prokuraturę i sąd.
Ktoś wziął łapówkę?
Ostrożnie formułuję zarzuty, bo w filmie nie udało mi się tego udowodnić. Doszedłem do etapu odzyskania kamienicy przez Józefa W., Żyda z Australii na podstawie sfałszowanego testamentu. Wiem, że chciał ją błyskawicznie sprzedać. Nie miał zamiaru administrować, ani wynajmować. Ale kiedy udowodniłem, że testament jest podrobiony, zaczęło się robić gorąco. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, w czyje ręce ostatecznie miała trafić kamienica.
Nad tematem pracował Pan trzy lata.
Zrealizowałem dwa reportaże. Nad pierwszym, wyemitowanym w „Ekspresie Reporterów”, rozpoczęliśmy pracę w listopadzie 2009 roku. Przeczytałem w lokalnej gazecie o tym, jak w centrum Bielska- Białej przez lata stała zaniedbana kamienica. Urząd Miasta wyremontował ją za publiczne pieniądze i nagle, kilka miesięcy później, odnalazł się testament i spadkobierca. Nadzwyczaj szybko Józef W. wygrał w sądzie sprawę o stwierdzenie nabycia spadku po Beti W., jego zmarłej w Izraelu ciotce, choć kamienica od dawna była już własnością Skarbu Państwa. Ten ostatni nabył ją przez zasiedzenie. Zbyt wiele było zaskakujących zbiegów okoliczności. Kiedy dotarłem do testamentu - przełożonego na język polski przez tłumacza przysięgłego – mnie, laikowi, wydało się niemożliwe, aby na podstawie pełnego braków dokumentu wydać cokolwiek, nie mówiąc o kamienicy wartej ponad 4 mln złotych.
W poszukiwaniu prawdy trafił Pan do Hajfy, Jerozolimy, Tel-Avivu.
Ustalenie czegokolwiek w Izraelu jest bardzo trudne, bo panuje tam opinia, zresztą uzasadniona, że społeczność żydowska w Polsce została ograbiona. Trudno mi więc było znaleźć kogoś, kto zechce pomóc w realizacji reportażu obnażającego patologiczne mechanizmy, pokazującego, że utraconą kamienicę chce odzyskać Żyd na podstawie sfałszowanego testamentu.
Pomogła Panu Eva Kuklis adwokat z Izraela, paradoksalnie zajmująca się odzyskiwaniem mienia pożydowskiego w Polsce. Ale dlaczego prawnicy bialskiego samorządu nie zakwestionowali tego „testamentu”? Nie złożyli w polskim sądzie żadnych wniosków dowodowych? Nie domagali się opinii, ekspertyz, ba, nawet nie stawiali się w sądzie?
To jest dobre pytanie. Pytałem o to w kancelarii adwokackiej, która zajmowała się sprawą w imieniu Urzędu Miasta, ale nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Rzeczywiście Urząd Miasta nie zrobił nic, aby kamienica pozostała własnością Skarbu Państwa. Nie zgłaszano żadnych wniosków ani zastrzeżeń do bardzo podejrzanego dokumentu. Dlatego sprawa łatwo przeszła w sądzie. Niezawisły sąd też nie wykazał jakiejkolwiek inicjatywy, choć miał możliwości zgłoszenia od siebie uwag, co do przedłożonych mu dokumentów. Wszystko potoczyło się po myśli wnioskodawcy z Australii.
Obnażył Pan w „Testamencie” kilka instytucji: Urząd Miasta, reprezentujący Skarb Państwa, prokuraturę, sąd, nawet CBA.
Tak, sędzia także miał możliwość zakwestionowania testamentu, ale tego nie zrobił. Skandalicznie jednak zachował się Urząd Miasta. Odniosłem wrażenie, jakby nikomu w magistracie nie zależało na majątku wartym ponad 4 mln zł. CBA także nie wykonało żadnych czynności. Od rzecznika dostawałem tylko lakoniczne odpowiedzi, że nie udzielają w tej sprawie żadnych informacji. Ale nie podjęli jakichkolwiek decyzji. Pomyślałem w pewnej chwili, że już chyba tylko mnie na tym zależy (śmiech) i właścicielce restauracji z parteru, którą chciał wykurzyć nowy właściciel.
Kto wobec tego wziął łapówkę, skoro tak wiele instytucji wykazało inercję w tej sprawie? Nieprawdopodobne.
Słusznie pan zauważył, że musiałoby w tym uczestniczyć zbyt wiele instytucji i osób na różnych stanowiskach. Prowadząc śledztwo cały czas miałem jednak nieodparte przekonanie, co do niezliczonych zbiegów okoliczności. Aby naczelnik Wydziału Mienia Gminy powiedziała dwa zdania przed kamerą, namawialiśmy ją dwie godziny. Nie docierały do niej żadne argumenty. Jakbyśmy rzucali grochem o ścianę. Zapierała się, nie miała żadnych wątpliwości, co do autentyczności testamentu i prawidłowości procedury, jakby nie chodziło o mienie wielkiej wartości.
Podejrzewał Pan zmowę milczenia?
Kilka razy próbowaliśmy rozmawiać z urzędnikami. Prezydent poświęcił nam zaledwie ułamki sekund. Złapaliśmy go na korytarzu, jak wychodził z sesji Rady Miasta. Powiedział dwa zdania, ale nie odpowiedział na pytania. Rzecznik prasowy kategorycznie odmówił wypowiedzi. Utwierdzałem się w przekonaniu, że urzędnicy nie mają czystego sumienia.
A może to były po prostu urzędnicze błędy, a nie korupcyjny układ?
Też myślałem, że był to niesłychany ciąg błędów. Ale policja, która wyjaśniała sprawę na zlecenie prokuratury, była bliska ujawnienia fałszerstwa testamentu. Niestety, prokuratura nakazała wstrzymanie tych działań. Nie było woli dochodzenia do prawdy.
Prokuratura umarzając postępowanie zakneblowała usta policjantom.
Tak, bo policjanci działali na zlecenie prokuratury. Dopiero dwa lata później inny prokuratur zlecił ekspertyzę dokumentu.
Dlaczego nie zrobili tego wcześniej?
To jest dobre pytanie. Szefowa Prokuratury Bielsko-Biała Północ tłumaczyła, że prokurator nie wpadł na ten pomysł, choć dzieci wiedzą, że trzeba było to sprawdzić. Być może był jakiś nakaz z góry, aby to przemilczeć. Funkcjonariusze i urzędy były ślepe i głuche. Na pewno wzbogacił się spadkobierca, który stał się właścicielem kamienicy, łamiąc prawo. Ale kto jeszcze? Tego nie wiem. Z czterech milionów złotych kilka osób można było obdarować.
Także CBA? Może obnażył Pan zwyczajnie słabość państwa polskiego? Jego instytucji.
Reprywatyzacja jest dla państwa polskiego niewygodnym tematem. W tym przypadku chodzi o majątek odebrany Żydom wart ponad 60 miliardów dolarów. Należałoby im wypłacić w jakiejś formie odszkodowania. To trudne, zważywszy na kondycję ekonomiczną, w jakiej obecnie jest państwo. W Izraelu doskonale to rozumieją, ale z drugiej strony mówią „Zaraz, zaraz, ale to są nasze pieniądze”. Eva Kuklis, która od 25 lat zajmuje się odzyskiwaniem mienia żydowskiego w Polsce podzieliła ten sam los. 1968 rok, kilka godzin na spakowanie rzeczy i bilet w jedną stronę. Trudno im się dziwić, że upominają się o swoje majątki.
Jakie były reakcje na Pana reportaże?
Oberwało mi się z dwóch stron. Jedni zarzucali mi, że chciałbym oddać majątek Polaków Żydom, drudzy, że przyczepiłem się jednego Żyda. Nawet jeśli jemu ta kamienica się nie należała, słyszałem, to wielu innym powinno się majątek oddać. A ja chciałem tylko na tym przykładzie pokazać, że brak ustawy reprywatyzacyjnej sprzyja patologiom.
I spekulantom, jak Józef W.
Dokładnie. Ale jestem też zdania, że nie działał on w Polsce sam. Niewątpliwie trudni się tym zorganizowana grupa przestępcza.
Jaka jest skala przekrętów, jaki Pan ujawnił na przykładzie bialskiej kamienicy?
Nikt nie prowadzi takiej statystyki. Na pewno na wielką skalę ten proceder ujawniono w Krakowie.
Co uzyskał Pan swoim reportażem? Poleciały głowy w bialskim magistracie?
O to samo pytała mnie Eva Kuklis. Przy skali zaniedbań, jakie udało mi się ujawnić, niejedna osoba mogła stracić pracę. Tymczasem konsekwencji nie ma żadnych. Nikt nawet dyscyplinarnie nie został ukarany. Nie mówiąc o odpowiedzialności karnej. Film jest materiałem dowodowym i przed emisją prokuratura zabiegała aktywnie w Telewizji Polskiej o udostępnienie im nagrania. Wiem jednak, że "Testament" nie został dołączony do akt sprawy, choć rozstrzyga ją jednoznacznie.
Zob.www.tvp.pl/katowice/spoleczne-i-reportaze/magazyn-reporterow/wideo/1-czerwca-testament/4617023
youtu.be/ucVIVbVLRdY
fot. Marek Palczewski
