Z Patrycją Gruszyńską – Ruman o reportażu radiowym, prawdziwych historiach i empatii rozmawia Marek Palczewski.



Patrycja Gruszyńska-Ruman. Z wykształcenia filolog. W 1994 roku trafiła do lokalnego warszawskiego radia i… przestała wierzyć w życie pozaradiowe. Reportażystka od lat związana jest ze Studiem Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia. Zajmuje się reportażem społecznym. Interesuje ją człowiek, jego losy, życiowe wybory. Zdobyła wiele prestiżowych nagród m.in.: Prix Italia, Grand Press , Nagrodę Główną Wolności Słowa SDP, Białą Kobrę XVIII Festiwalu Mediów w Łodzi, nagrodę im. Witolda Zadrowskiego Melchiory 2008. W 2009 roku została Radiowym Reportażystą Roku.

 

 

 

Na stronie Polskiego Radia znalazłem informację, że zajmuje się Pani reportażem społecznym. Tymczasem dwie duże nagrody zdobyła Pani za reportaż historyczny– myślę o Prix Italia za reportaż „WiNna NieWiNna” i  o Grand Press za  „Wrócę kiedy słońce już nie będzie mi potrzebne”. Co sprawia, że tak bardzo pociągają Panią tematy historyczne?

Najbardziej pociągają mnie historie ludzi . WiNną NieWiNną  zrealizowałam , ponieważ w czasie pobytu w Auschwitz odkryłam na tablicy z wymienionymi  więźniami  nazwisko panieńskie mojej matki. Zaintrygowało mnie to. Czy Stanisława Rachwał to ktoś z mojej rodziny?  Sprawdziłam kim była. Okazało się, że kobieta ta najpierw przeszła przez obóz a potem za swoją działalność w Wolności i Niezawisłości została skazana na karę śmierci. W krakowskim więzieniu na Montelupich spotyka swoją oprawczynię z Auschwitz niemiecką komendantkę Marię Mandel…

Jest to jednocześnie historia o przebaczeniu, bo więziona przez komunistów działaczka WiN wybacza  swoim oprawczyniom z hitlerowskiego obozu…

Tak, scena przebaczenia w reportażu doprowadza słuchaczy do łez. Jest odtworzona na podstawie wspomnień Stanisławy Rachwał.

Można z niedowierzaniem zapytać: czy ta historia jest prawdziwa? Czy ma Pani możliwość weryfikacji tych opowieści?

Opowieści weryfikuję na podstawie akt z IPN-u, rozmów ze świadkami, w tym przypadku współwięźniarkami Stanisławy Rachwał,  konsultacji z historykami. Często przeglądam też gazety z tamtych czasów, tak jak w przypadku kiedy dokumentowałam reportaż „Wrócę kiedy słońce już nie będzie mi potrzebne”.

Pani rozmówczynie otwierają się i mówią o sprawach niezwykle intymnych: o strachu, menstruacji, o tęsknocie, o bólu po utracie zamordowanego syna. Jak to się właściwie dzieje, skąd się bierze to wyczuwalne w reportażach zaufanie, jakim Panią obdarzają?

Myślę, że to pytanie do moich rozmówczyń. Sądzę, że każdy reportażysta radiowy obdarzony jest empatią, jest człowiekiem wrażliwym. Może przed taką osobą łatwiej się otworzyć?

Powiedziała Pani, że o wartości reportażu decyduje umiejętność słuchania rozmówców. Jak więc ich słuchać? Czy w ogóle można się tego nauczyć?

Nie, tego chyba nie można się nauczyć. To ma się w sobie. Nie idę do rozmówcy z zestawem przygotowanych pytań, które będę odczytywać z kartki. Zresztą zawsze moi mistrzowie uczyli mnie, że umawiając się na nagrania nie oznajmiam  bohaterowi, że przyjdę przeprowadzić wywiad tylko przyjdę porozmawiać. Trzeba stworzyć odpowiednią atmosferę takiego spotkania. Kiedy bohater  po emocjonalnej wypowiedzi milczy przez minutę ja nie przerywam ciszy. To ważna zasada. Niejednokrotnie po takiej chwili milczenia rozmówca sam zaczynał  mówić rzeczy porażające. Bohatera nie można zagadać!

W reportażu „Wrócę kiedy słońce już nie będzie mi potrzebne” wysłuchuje Pani matki Emila Barchańskiego, 17-letniego chłopca prawdopodobnie zamordowanego przez siły bezpieczeństwa w stanie wojennym.  Tej kobiecie zależy na tym, by ktoś wysłuchał wciąż jej opowieści o ukochanym synu. Czy credo reportażysty to „ocalić od zapomnienia”?

Tak. Tym bardziej, że pojawia się coraz więcej możliwości  technologicznych. Reportaże Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia można w każdej chwili odsłuchać w Internecie. Jeszcze kilka lat temu reportaż po emisji przemijał. Jeśli nie został wydany na płycie nie było możliwości zapoznania się z nim w każdej chwili.

Wśród swoich mistrzyń wymieniła Pani Irenę Piłatowską, Janinę Jankowską i Annę Sekudewicz. Polski reportaż radiowy jest na świecie bardzo ceniony, czego dowodem są choćby nagrody Prix Italia. Czy to sprawa szczególnej wrażliwości, „wewnętrznego” ucha, czy polskich pogmatwanych losów?

Chyba wszystkiego po trochu. Zwróćmy uwagę na to, że polscy reportażyści  nie mają tak nowoczesnego  sprzętu jak ich zachodni koledzy. A mimo wszystko osiągają światowe sukcesy.  Oni po prostu są świetni!  Wystarczy popatrzeć na dorobek wymienionych przez Pana reportażystów. Pamiętajmy, że nie wystarczy zdobyć ciekawe nagrania. To najprzyjemniejszy moment w pracy. Później jest często kilkadziesiąt godzin montażu, układania dramaturgii. Do tego trzeba mieć szczególne predyspozycje.

Środki na media publiczne w Polsce  są jednak coraz bardziej mizerne. Czy ambitny reportaż radiowy przetrwa w skomercjalizowanym środowisku medialnym?

Mam nadzieję, że przetrwa, tak jak przetrwał na Zachodzie. Co więcej, dzięki rozwojowi Internetu będzie trafiał do coraz szerszego grona słuchaczy.

 

 

Reportaże Patrycji Gruszyńskiej - Ruman na stronie:

www.polskieradio.pl/80/998/Artykul/499674,Patrycja-GruszynskaRuman-nagrodzona-GRAND-PRESS-2011-za-reportaz-Wroce-kiedy-slonce-juz-nie-bedzie-mi-potrzebne

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl