Z Markiem Królem o wolności słowa i o tym czy istnieje obiektywne dziennikarstwo rozmawia Paweł Luty.
Marek Król (ur. 1953) – współtwórca i wieloletni redaktor naczelny oraz wydawca tygodnika „Wprost”.
Czy wolność słowa w Polsce jest zagrożona?
Wydaje mi się, że mamy do czynienia z procesem usuwania ludzi niepokornych, tzw. pisowskich dziennikarzy. Czasem jestem do nich zaliczany, lecz sam nazwałbym się prawicowym postkomunistą. Doświadczyłem owego usuwania, gdy zostałem wyrzucony z redakcji tygodnika, który współtworzyłem po publikacji jednego z moich felietonów. Zwracałem się z prośbą o pomoc do SDP, nie dostałem odpowiedzi, lecz nie mam jakichkolwiek pretensji. Odczuwam za to pewien dyskomfort, ponieważ z mojego powodu został zwolniony z pracy szef radia „Merkury” – komuś nie spodobało się, że mnie zatrudnił. Kolejną sprawą, która jest związana z moją osobą jest wyrok amerykańskiego sądu jaki wisi nade mną w związku z publikacją artykułu o dziwnych transakcjach premiera Cimoszewicza, a zapadł bez mojej wiedzy – dowiedziałem się o nim z prasy. Obecnie czekam na decyzję czy polski sąd uzna tamto orzeczenie za prawomocne w naszym kraju. Jeśli tak się stanie będę musiał zapłacić 6 milionów dolarów odszkodowania. „Gazeta Wyborcza” w tej chwili krytykuje działania rządu Victora Orbana pisząc o represjach, czyhających na węgierskich dziennikarzy, natomiast osobiście uważam, że w Polsce wcale nie dzieje się lepiej.
A odchodząc od wątków osobistych: zgadza się Pan z, moim zdaniem kontrowersyjnym, twierdzeniem, że bez wolności słowa w mediach publicznych nie można w ogóle mówić o wolności słowa w Polsce?
Zgadzam się z tym. Jeżeli spotykam młodych ludzi w Polsce, którzy pytają mnie „po co Pan tak zadziera?”, którzy są dla mnie zwykłymi konformistami to jestem przerażony. Uważam, że ograniczanie wolnego przepływu, jakichkolwiek, myśli jest zwiastunem quasi – dyktatury. W Peerelu wszyscy wiedzieliśmy, że jest to dyktatura obrzydliwa i niesłuszna, a dziś, według mnie, istnieją obawy, że może w Polsce powstać quasi – dyktatura popierana przez wykształconą i mieszkającą w dużych miastach część społeczeństwa. W ich opinii ktoś kto się jej przeciwstawia zachowuje się jakby „puścił bąka w salonie”.
Podczas dzisiejszej konferencji wystąpili ludzie, którzy stracili pracę w mediach publicznych. Ich drugą cechą wspólną jest to, że reprezentują konserwatywny światopogląd. Czy nie sądzi Pan, że ci ludzie zostali zwolnieni ponieważ byli zbyt subiektywni?
Uważam, że największymi oszustami są ci dziennikarze, którzy pozują na obiektywnych. Dla mnie uczciwy dziennikarz otwarcie deklaruje jakie ma poglądy i się ich nie wystrzega. Osobiście otwarcie mówię co myślę i zwracam się do mojego odbiorcy w następujący sposób: „skonfrontuj moje opinie z opiniami innych, nie będę przed Tobą udawał, że jestem obiektywny”. Obiektywny to może być jedynie cyborg jakiś. Jak powszechnie wiadomo nawet kamera czy aparat fotograficzny nie jest obiektywny. Obiektywizm trzeba jednak zachować w informacji. W swoim tygodniku starałem się zebrać szerokie spektrum opinii, lecz nigdy nie ukrywałem, że było mi blisko do poglądów centroprawicowych. Jestem zwolennikiem rozwiązania „sucha informacja – oddzielny komentarz”. Za pomocą przestawienia szyku zdań można wywoływać skrajne emocje u odbiorcy i w diametralnie różny sposób przedstawiać fakty. Dlatego też wierzę w uczciwość polegającą na otwartym wyrażaniu poglądów.
A czy nie uważa Pan, że zadaniem dziennikarza nie powinno być właśnie, jeśli nie obiektywne to chociaż, obiektywizujące pokazywanie świata. Nazwałby Pan Bronisława Wildsteina czy Jana Pospieszalskiego dziennikarzami czy publicystami, komentatorami?
Dziennikarz opisuje to co jest wokoło nas i relacjonuje wydarzenia. Ten sam wypadek drogowy może być opisany na wiele różnych sposobów. Antysemita napisze, że kierowca, który spowodował wypadek był Żydem a narodowiec, że Niemcem Moim zdaniem uczciwość polega na tym, żeby nie wystrzegać się swoich poglądów i pod ich kątem opisywać rzeczywistość. Powtarzam, obiektywizm nie istnieje, nie ma takiego zjawiska w przyrodzie. I każdy kto pozuje na człowieka obiektywnego jest dla mnie oszustem.
W Europie Zachodniej dziennikarze zmieniają redakcje przechodząc np. z gazety konserwatywnej do liberalnej. W Polsce nie ma takiego zjawiska. Nie słyszałem jeszcze o przypadku, żeby jakikolwiek dziennikarz przerzedł z „Gazety Polskiej” do „Gazety Wyborczej”. Dlaczego Pana zdaniem tak jest?
To trochę wymyślony problem. Trzeba pamiętać, że w innej sytuacji jest Europa Zachodnia a w innej jest Polska. Media zachodnie kształtowały się w okresie kiedy w naszym kraju w ogóle nie było wolnego dziennikarstwa. Część osób związanych z mediami tam i część osób związanych z mediami u nas są „do wynajęcia” i mają bardziej biznesowe podejście do tego, co robią. Poza tym ludzie zmieniają poglądy. Sam jestem tego przykładem. Na starość się zmieniłem – stałem się bardziej konserwatywny.
