Z dr Michałem Zarembą o szczególnej ochronie prawnej dziennikarzy rozmawia Błażej Torański.
Michał Zaremba, rocznik 1974, adiunkt w Zakładzie Prawa Prasowego Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książki „Prawo prasowe. Ujęcie praktyczne”.
Czy ludziom mediów należy się szczególna ochrona prawna, jak funkcjonariuszom publicznym?
Już historia demonstracji z 11 listopada dowodzi, że dziennikarze narażają życie i zdrowie, aby informować opinię publiczną. Moim zdaniem uzasadnienie jest takie samo, a może i lepsze, jak w przypadku funkcjonariuszy publicznych.
Podziela Pan pogląd, że ataki na dziennikarzy stanowią zagrożenie nie tylko dla ich osobistego bezpieczeństwa, ale także dla prawa obywateli do swobodnego dostępu do informacji?
Oczywiście. Należy to powiązać z funkcją wolności słowa. Jeśli dziennikarze będą obawiać się o swoje bezpieczeństwo podczas relacjonowania wydarzeń, stracimy na tym wszyscy. Ale powinno się ich też chronić jako potencjalnych świadków w procesach karnych. Uczestnicy zamieszek - takich jak 11 listopada - mogą bowiem uznać, że dziennikarz może im w przyszłości zaszkodzić, jeśli zostanie powołany jako świadek. Trybunał Haski, osądzający zbrodniarzy wojennych z byłej Jugosławii stwierdził, że korespondenci wojenni mogą odmówić zeznań przed tym trybunałem ze względu na to, że i tak ryzykują życiem. W niektórych krajach są także przepisy, które pozwalają redakcjom odmówić przekazania prokuratorowi materiałów niewyemitowanych, tak zwanych ścinków.
I sądzi Pan, że bandyta zawaha się, zanim rzuci kamieniem w dziennikarza, jeśli będzie wiedział, że grożą mu trzy lata więzienia?
To jest uniwersalny problem czy kary w ogóle odstraszają. Ale w przypadku przestępców bardziej skłonnych do refleksji będzie to element odstraszający.
Obecnie za napaść na dziennikarza w czasie pełnienia przez niego obowiązków służbowych grozi grzywna, ograniczenie wolności lub więzienie maksymalnie przez rok. Press Club Polska, który zrzesza ludzi mediów, złożył prezydentowi projekt zmian tych przepisów. Chce podniesienia kary więzienia do 3 lat. Czy to regulacja właściwa?
Nie badałem, jak jest to w krajach zachodnich, ale niewątpliwie ta propozycja idzie w dobrym kierunku, jeżeli dzięki temu dziennikarze poczują się bardziej bezpieczni, wykonując w końcu niełatwą pracę. Dziennikarze pisząc krytycznie na temat wielu osób, w tym potencjalnych sprawców przestępstw, muszą się liczyć z groźbami. Generalnie nie jestem zwolennikiem surowych kar, bo są badania mówiące, że najskuteczniej zniechęcają do przestępstwa pierwsze trzy lata więzienia. Ale nie mam wątpliwości, że dziennikarza należy chronić bardziej niż przeciętnego obywatela. Bicie dziennikarza jest czymś skandalicznym. Prawo przyznaje osobom poszkodowanym materiałem prasowym odpowiednie środki ochrony. Osoby, które uciekają się do gróźb lub przemocy popełniają przestępstwo i powinny być za to surowo karane. Wszyscy powinniśmy być zainteresowani tym, aby media nie bały się opisywać lub pokazywać rzeczywistości.
Napaść powinna być ścigana z urzędu, jak przewiduje projekt zmian, czy nadal z oskarżenia prywatnego.
Ze względu na wagę tego typu przestępstwa winno być ono ścigane z urzędu.
Ale dlaczego w ogóle dziennikarze bywają obiektami agresji na imprezach masowych, jak na spotkaniu Radia Maryja na Jasnej Górze czy na manifestacji 11 listopada?
Przyczyny agresji wobec dziennikarzy mogą być bardzo różne. Jak wspominałem napastnikami mogą być osoby mające osobiste negatywne doświadczenia z prasą, osoby obawiające się, iż dziennikarz może im zaszkodzić w sądzie albo po prostu obwiniające media za rzeczywistość. Generalnie Polacy nie cenią zbytnio pluralizmu opinii. Bardzo łatwo przychodzi im odmawiać innym inteligencji, patriotyzmu czy dobrej woli tylko dlatego, że osoby te posiadają inne poglądy. A od pogardy do przemocy fizycznej czy językowej jest już niedaleko. Żeby się o tym przekonać wystarczy zajrzeć na pierwsze lepsze forum internetowe. Jak mówi japońskie przysłowie „gwóźdź który wystaje zostanie wbity”.
