Ojciec Krzysztof Oniszczuk, dyrektor Radia Niepokalanów. Jest magistrem teologii (KUL), ukończył 2 - letnie studia w Rzymie (Duchowość franciszkańska), pracował w Parafii MB Anielskiej w Łodzi. Był wykładowcą duchowości franciszkańskiej w Wyższym Seminarium Duchownym w Łodzi Łagiewnikach oraz asystentem prowincjalnym Franciszkanów ds. misji zagranicznych. Od 30 marca 2003 r. pełni funkcję Dyrektora Radia Niepokalanów.Najstarsze nie tylko w Polsce, ale i w Europie – poza radiem watykańskim – bo formalnie powstało w 1938 roku. Pierwszy sygnał z Niepokalanowa został nadany w eter 8 grudnia 1938 roku dzięki inicjatywie ojca Maksymiliana Kolbego.
Teraz jest to radio regionalne. Ojcu Kolbemu marzyło się radio co najmniej ogólnopolskie. Przewidujecie dalszy rozwój Radia Niepokalanów?
Na razie obejmujemy swoim zasięgiem większość województwa łódzkiego z miastem Łódź i Mazowsze Zachodnie…
I Chicago…
Rzeczywiście, w Chicago mamy w tygodniu godzinę, w weekendy dwie godziny dziennie, nadawania nadziemnego. Natomiast z prostych powodów, głównie finansowych nie możemy poszerzać naszego zasięgu. Możliwe, że gdy nastąpi cyfryzacja radia, uda nam się rozszerzyć zasięg przynajmniej na centralną Polskę, województwa mazowieckie, łódzkie, kieleckie, być może także pomorsko-kujawskie, jeśli będzie taka możliwość. To na razie są jednak tylko marzenia, to nie są plany.
Jesteście także w Internecie. Ilu macie słuchaczy?
W Internecie słucha nas kilkaset osób, ale dzięki łączom internetowym nadajemy nasz program w Chicago, gdzie podobno mamy 30-40 tysięcy słuchaczy każdego ranka. W Polsce słucha nas około 20 tysięcy, więc być może w Chicago słucha nas więcej osób niż w kraju. Mówię o stałych słuchaczach.
Z czego utrzymuje się Radio Niepokalanów?
Radio utrzymuje się na czterech filarach. Pierwszy to dwudziestopięcioprocentowa dotacja prowincji zakonu, drugi to wpływy na podstawie umów na promocję samorządów znajdujących się w zasięgu radia, trzeci to nasza działalność promocyjna po kościołach. W każdą niedzielę mamy msze maksymilianowskie, kolbiańskie, a po nich zbieramy ofiary do puszek. Czwarty to darowizny na konto naszego radia od tych, którzy nas lubią i słuchają.
Co jest misją radia katolickiego, takiego jak Radio Niepokalanów?
Podstawową misją jest charyzmat ewangelizacyjny. Powinniśmy jasno informować, że jesteśmy radiem kościelnym, katolickim czy ewangelicznym, i że podstawową ideą w tym radiu jest Ewangelia, głoszenie pana Jezusa i wszystkich idei związanych z Ewangelią, czyli miłości, nadziei, wiary, a właściwie całego Credo.
Ale to nie jedyny nurt. Dużo jest kultury, historii…
Chcemy, żeby to nie było radio wyłącznie religijne, te treści zajmują około 25 proc. czasu antenowego. Jest także kultura, informacje lokalne, publicystyka, między innymi związana z ochroną zdrowia i problemami dnia codziennego. Staramy się też, żeby było nieco dobrej, zdrowej rozrywki, zwłaszcza gdy chodzi o muzykę, związaną choćby z turystyką, radością, pogodą ducha.
Ale pojawia się przecież i dobry, mocny rock?
Mamy młodego ojca, który para się rockiem, w radiu występuje jako Brat Patefon. Doszliśmy do wniosku, że wybrana muzyka rockowa też często niesie ze sobą dobre przesłanie może pozytywnie ustosunkować młodego słuchacza, który często ucieka od wyraźnej nabożności czy zbytniej melancholii.
Słuchając Niepokalanowa nie sposób go pomylić nie tylko z rozgłośniami komercyjnymi, ale nawet z Radiem Maryja i innymi rozgłośniami katolickimi. One też mogą się różnić?
Formułując nasz profil staraliśmy się nie dublować takich stacji jak Radio Maryja czy Radio Plus. Mamy własne hasło „Radio Niepokalanów do tańca i do różańca”. Chcemy, żeby aspekty religijne były podawane na poważnie, ale przystępnie, natomiast żeby nie brakowało elementów tak zwanego „tańca”. Chodzi o godziwy odpoczynek, godziwą rozrywkę. Staramy się kłaść szczególny nacisk na muzykę polską, co w innych rozgłośniach jest rzadkością. Poza publiczną „Jedynką” chyba rzadko która rozgłośnia daje tyle polskiej muzyki rozrywkowej, co my.
W jednym z wywiadów powiedział Ojciec, że dajecie słuchaczom „pogodę ducha”.
W większości mediów, także w Internecie, 80 procent informacji często jest przygnębiające, dotyczą one wojen, tragedii, podwyżek, wielu innych niedobrych wiadomości. Nie uciekając od tych wiadomości, staramy się dać słuchaczowi trochę „poweru”, przekonania, że jakoś sobie poradzimy, że nie będzie tak źle, że trzeba zaufać Panu Bogu, nie upadać na duchu. Staramy się podchodzić do informacji trochę tak po franciszkańsku, bo tak nas uformował św. Franciszek z Asyżu, który w i w ludziach, i w stworzeniach starał się dostrzegać brata i siostrę, choć dziś w życiu społecznym i politycznym bywa to trudne. Ale nie należy się poddawać, tylko szukać tego, co jest dobre.
I zwracają się do Ojca per „Ojcze Dyrektorze”?
Wyłącznie w ten sposób. Stale słyszę „proszę Ojca Dyrektora”. Zawsze odpowiadam, że jestem ten „dyrektor mniejszy”, bo wielki dyrektor to ojciec Tadeusz. Oczywiście mówię to nie złośliwie, a z całym szacunkiem dla mojego starszego i większego brata.
