Z Azraelem Kubackim o Twitterze, blogowaniu i darmowym internecie rozmawia Paweł Luty



Azrael Kubacki - bloger, prowadzi autorski blog www.azraelk.eu  komentator polityczny, współpracuje z takimi portalami jak Wprost24.pl, Studio Opinii, Tokfm.pl, Newsweek.pl i MojeOpinie.pl, prowadzi także mikroblog na Twitterze.



Jak zdefiniowałby Pan blogera i jego medialną rolę?

Definicja blogera zmienia się. Kim innym był bloger pięć czy sześć lat temu, kiedy blogi w Polsce startowały, niż jest dzisiaj. Także wraz ze zmianami w internecie zmienia się rola blogera. Wiele zależy od tego, czym dana osoba się zajmuje. Ja akurat piszę  komentarze dotyczące bieżącej polityki krajowej, spraw społecznych, czasem o mediach czy Kościele.
Dużą zmianą w roli blogera było rozwinięcie się takich portali społecznościowych jak Facebook i Twitter, które stały się nowymi kanałami komunikacji.

Jak Twitter wpłynął na Pana funkcjonowanie w internecie?

Twitter wprowadził nową jakość w komentowaniu polityki. Żadne inne forum do wypowiadania się, czy to wirtualne, czy rzeczywiste, nie jest tak demokratyczne jak Twitter. Każdy ma do dyspozycji określoną liczbę znaków i ma dokładnie takie same prawa, niezależnie od tego czy jest ministrem, dziennikarzem, blogerem czy zwykłym obywatelem.

Wykorzystując Twittera mogę w sposób bardziej otwarty i dużo szybszy formułować swoje myśli. Poza tym mogę docierać bezpośrednio do polityków, politologów i dziennikarzy. Proszę też zauważyć, że to co pojawia się na Twiterze jest cytowane przez różne media. Jeśli np. rzecznik rządu Paweł Graś napisze coś na swoim mikroblogu, to jest to traktowane jako oficjalna informacja.

Twitter znacząco skraca dystans personalny między politykiem a dziennikarzem czy blogerem w twitterowych dyskusjach?

Tak rzeczywiście jest, że Twitter skraca dystans między politykami i dziennikarzami, czy między zwykłymi, ale aktywnymi, obywatelami a rządzącymi i przedstawicielami mediów. Choć należy pamiętać, że tweety polityków powinny być traktowane jako ich oficjalne wypowiedzi. Tak samo wpisy dziennikarzy są ich stanowiskami w jakiejś sprawie, a nie prywatnymi wpisami Pana Marka, Łukasza czy Cezarego.

Jaki kanał komunikacji z odbiorcą jest Pana zdaniem najskuteczniejszy: blog, mikroblog na Twitterze, ściana na Facebooku, artykuł na portalu?

To wszystko zależy od tegoa jak się dane medium wykorzystuje. Kiedyś uważałem, że najważniejsze jest to, co napiszę na swoi blogu, ale od kiedy popularność zdobyły portale społecznościowe wpis bez promocji na Facebooku i Twitterze nie ma większego znaczenia. Stosuję wiele różnych technik, żeby upubliczniać swoje poglądy.

Uważa Pan, że przyszłością jest „darmowy internet” czy czeka nas raczej era opłat za treści dostępne w sieci?

Są różne opinie na ten temat. Eryk Mistewicz twierdzi, że będziemy musieli płacić jedynie za treści kwalifikowane, bardziej merytoryczne i wyspecjalizowane. Inni natomiast uważają, że media internetowe pójdą w stronę zupełnej otwartości. Trudno mi jest przewidzieć, który kierunek przeważy, choć wydaje mi się, że bardziej prawdopodobne jest, że treści znajdujące się w internecie będą ogólnodostępne. Wprowadzenie opłat sprawdziło się jedynie w kilku przypadkach.

Łukasz Grass, kiedy rozmawiałem z nim dla portalu SDP, przytoczył wypowiedź swojego kolegi, który powiedział, że „i tak kiedyś wszyscy (dziennikarze - PL.) spotkamy się w internecie”. Mógłby Pan „podpisać się” pod tymi słowami?

Konwergencja w internecie zaszła bardzo daleko. W tej chwili mamy tam wszystko: artykuły, zdjęcia, nagrania audio i wideo. Coraz częściej stosuje się streaming on-line, czyli tworzy podwaliny internetowej telewizji. Rzeczywiście wydaje się, że wcześniej czy później wszyscy spotkamy się w internecie i praktycznie każdy będzie mógł być dostawcą konkretnego „kontentu”. Choć należy pamiętać, że sieć nie zastąpi relacji międzyludzkich w świecie rzeczywistym.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl